Ocenianie niesamowicie łatwo przychodzi w tym kraju... Oceniać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej. Ale może. Okazuje się, że nazwanie kogoś "złą matką" przychodzi wielu tak łatwo jak puszczenie bąka, za przeproszeniem. Bez większych ceregieli można rzucić w twarz "źle się nią zajmujesz", "nie, nie tak!", "nie umiesz...". Zerka się (bo przecież szkoda poświecić swój czas i energię) na obiekt i jego postępowanie i jak Zeus błyskawicą wali "źle to robisz!". Łatwo? Łatwo. W dodatku, oprócz, że X jest nieudolną rodzicielką, to Y popełnia same rażące błędy z facetami, a Z to już jest skończoną idiotką.
Ja to z tych, co nie lubią zaczynać od dupy strony. W ogóle dosyć daleko mi do oceniania kogo- i czegokolwiek. Ale to zasługa rettka, kiedyś byłam dużo mądrzejsza i wiedziałam co kto powinien robić.
Dobra, do rzeczy... A jakby tak zacząć przewrotnie - od początku. Bo może i za szybko tracę nerwy, nie tak ją uczę chodzić, karmię źle, ale ma to jakieś w końcu podłoże... Lata prób i błędów? Poznawanie wroga? Fakt, że z jakiś przyczyn robię to co robię tak a nie inaczej? He? I jeszcze najbardziej podstawowy argument - jestem jej rodzoną matką... Wyszła spod mojego serca, wykarmiłam ją własnym mlekiem i jadę na tak zwanym instynkcie... Bo wydaje mi się, że właśnie ja ją znam najlepiej.
Ale jak ktoś WIE mimo wszystko jak mam żyć, to może zamiast pleść "źle robisz to/tamto/sramto", pokazałby jak jest lepiej? Ale nie tak bez okoliczności towarzyszących, nie ma eksperymentów bez brania pod uwagę czynników środowiska. Więc jeżeli wiemy jak się karmi, to nie prześpijmy setki poprzednich nocy, wstańmy o 4, i wtedy pokażmy jak to zrobić dobrze, wkładając do małej płaczącej buzi całe wiadro leków i supli. W dodatku spiesząc się do przedszkola. A jak wiemy jak się zajmuje dzieckiem i jego rettem, to też zaprezentujmy, tylko koniecznie np po miesiącu bycia z nią samej całymi dniami, też w gorsze dni, w migrenę i w czasie "bez kija nie podchodź". Może dowiem się jak nauczyć ją jeść, chodzić po schodach i w dodatku mieć całe tony cierpliwości... I będę musiała walnąć się między piersi, złożyć oficjalną samokrytykę i przyznać, że jestem złą matką... Która nie umie się zająć swoim dzieckiem.
Agata
Grafika pochodzi ze strony: www.psychologytoday.com
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz