środa, 16 października 2013

Żegnaj glutenie, czyli coś się zmienia...

Normalne to w naszym życiu, że umiejętności odchodzą. Żegnamy je z większym lub mniejszym bólem, ale na każdą przychodzi czas i należy powiedzieć: "Wstawanie z kolan - do zobaczenia nigdy!", "Chwytanie - bye bye..." albo "Przewracanie się z boku na bok - see ya never..." 
Na początku lata było dokładnie to samo. Z coraz większym trudem Blanka wstawała z brzuszka, potem wstawała coraz rzadziej, by w końcu w czerwcu zrobić to po raz ostatni... Antydepresant marki Kadarka poszedł cały, w kalendarzu zaistniał wpis "Czerwiec - Blanka nie wstaje już z brzuszka" i trzeba było w żałobie żyć dalej...
Kłopoty gastrologiczne, a mówiąc mniej eufemistycznie - wieczne biegunki, zmusiły mnie do zdecydowanych zmian w diecie Małej. Przewaliłam cały angielski internet, przestudiowałam opinie rodziców, dietetyków, lekarzy i postawiłam ponad tydzień temu wszystko na jedną kartę. Gluten bezwzględnie został wyproszony z diety Małej, produkty mleczne i tak były nieobecne, wycofaliśmy również biały cukier i soję. Wiem, brzmi to wrednie, bo zabiera się dziecku w sumie jedną z ostatnich przyjemności życia, czyli przyjemność jedzenia. Ale wyjścia nie było, skoro leki uspokajające, te na padaczkę czy usypiające nie działały a my wiecznie miałyśmy problemy z brzuszkiem, kupą, nastrojami, bezsennością itd. Nie wspominając już o rozpanoszonej po całym organizmie kandydozie. 
Blanka całkiem łatwo weszła w świat bezglutenowych smakołyków. Akceptuje w zasadzie wszystko, włącznie z kosmicznym chlebem bezglutenowym. Gorzej ze mną, bo większość doby planuję, gotuję, szykuję, rozmrażam, sprawdzam i notuję. Ale czego się zrobi, żeby widzieć tą Kozę uśmiechniętą i spokojną. 
Minął tydzień, biegunka zniknęła, Blanka zaczyna mi spokojnieć. Jest inna, ma ciut więcej siły, jest radośniejsza. Nie ma walk przy jedzeniu, usypianiu... Jest jakoś lepiej. Niewykluczone, że to zbieg okoliczności i za wcześnie na tak pozytywne efekty diety, ale coś ruszyło! Najlepszym tego przykładem jest cud z zeszłej soboty. Blana po ponad 5 miesiącach sama wstała znów z brzuszka! Byłam w takim szoku, że ciężko było powstrzymać łzy... I w końcu w kalendarzu pojawiło się coś co wróciło, po tym jak rett zabrał... To pierwsza taka sytuacja w naszym życiu, że utracona umiejętność wróciła. Choćby na ten jeden raz ale udało się. 
Moje nieudolne próby kulinarne w diecie bezglutenowej będę w najbliższym czasie Wam opisywać. Na razie jest wesoło :)

                                                                                       Agata

Grafika pochodzi ze strony: www.hailmerry.com

6 komentarzy:

  1. Mam malutkiego synka i ten blog uswiadamia mi,ze nie ma nic wazniejszego od zdrowia dziecka. Przede mna jeszcze wiele nieprzespanych nocy z powodu kolek, rozregulowanego rytmu snu itp.itd. ale czym jest moje niewyspanie w porownaniu z Pani?
    Gratuluje polotu w redagowaniu bloga. Wchodze tu codziennie i czekam na nowe wpisy:)
    Zycze wytrwalosci i samozaparcia w walce z losem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety nie ma nic ważniejszego niż zdrowie dziecka... Ale jak się okazuje, że tego zdrowia nie ma to i tak trzeba jakoś żyć. Ja dopiero teraz widzę ile warte są jakieś okruszki szczęścia; jedno wstanie z brzuszka, nieudolne podparcie rączką czy uśmiech. Kiedyś było wszystko albo nic, żebym była zadowolona to musiało być spełnione X czynników i i tak nie było do końca dobrze. Teraz jest inaczej, ale nie dlatego, że ja jestem jakaś super, czy inna niż Pani... Jest inaczej bo nie ma wyjścia, rett postawił pod ścianą i jeżeli moje dziecko jest dla mnie najważniejsze to trzeba tą scianę gryźć, walczyć za wszelką cenę o szczęście Blanki. Pani zrobiłaby absolutnie to samo, naprawdę nie ma we mnie nic wyjątkowego :)
      Zdrówka dla Was i duuużo siły, pamiętam jeszcze jak to jest mieć małe dziecię :) Jest zabawa :D

      Usuń
  2. No i rett-srett dostał między oczy! Brawo Blana, brawo Agata! Czy to nie jakieś zwycięstwo, gdy dotąd tylko klęski?? Cieszy mnie to niezmiernie, bo kibicuję w walce i robię "falę" na trybunach!

    OdpowiedzUsuń
  3. Polecam dietę ketogenną! Nasza Julka chorująca na Zespół Dravet od samego początku diety idzie rewelacyjnie na tej diecie... Zapraszam na mojego bloga o diecie keto w życiu Julki...
    http://dieta-ketogenna-julka.uchwycone-chwile.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Już zaglądam :) Z dietą katogenną to u rettów różnie bywa, ale chyce się wszystkiego, jak trzeba będzie...

      Usuń
  4. Niech dobre Anioły zagladają do Was jak najczęściej

    OdpowiedzUsuń