Ale nie aż taki! I nie 100 razy w ciągu minuty... Nie doceniałam hiperwentylacji i bezdechów, bo do ok. 3 miesięcy temu nie było ich na naszej liście rettowych "must-have". Ale przyszły, rett nie śpi. I nie zapomina. Nigdy...Na początku było dyskretnie, lekkie sapawki, otwarta buźka i łapanie powietrza. Kilka razy w ciągu doby. Teraz już prawie nie zauważamy normalnego oddychania, poza nocą. Mała bardzo się męczy, dyszy jak po maratonie, potem stop! i nie może złapać oddechu w ogóle. I tak w koło... Widać, że się tego boi i dyszy tym bardziej, albo może dyszy, bo się boi... Nie wiem w sumie jak to działa.
Efekty towarzyszące są mocno spektakularne, spierzchnięte ustka, oczy tak przerażone jakby się naprawdę dusiła... Zmęczenie, zmęczenie, zmęczenie...
Musiałam zacząć szukać, pomimo oczywistych rettowych wróżb pt. "Nic się z tym nie da zrobić". Musi się dać! Musi być jakiś myk...
Z tego co wyczytałam to rzeczywiście objaw retta, który najbardziej opornie poddaje się jakimkolwiek łagodzącym zabiegom... Potwierdzają to i rodzice i naukowcy. Nie zraziłam się i szperałam dalej... Lekami w Polsce się raczej tych zaburzeń oddychania nie leczy, jeżeli wchodzą jakieś w grę - to bardzo silne przeciwpsychotyczne i dostępne jedynie za granicą. Jako, że hiperwentylacje to objaw psychosomatyczny (więc psychika ma tu duże znaczenie), pomyślałam, że może niekoniecznie takie hardcorowe medykamenty... To i tak bardzo słaby układ nerwowy, wiecznie na lekach na padaczkę. U mamy Grace udało mi się znaleźć informację o jakimś magicznym sposobie trzymania dziecięcia, tak, że te dychawki łagodnieją. Napisałam, może odpisze jak to zrobić.
Światło w tunelu znalazła moja Mama, i nawet jak to nie pomoże, to idę w jego stronę :) Okazuje się, że hiperwentylacje bardzo wzmagają się przy odwodnieniu organizmu. Bingo! Blanka jest jak wielbłąd, może pić raz na 40 dni i to tylko zmuszona siłą. Od samego regresu, pragnienie u niej absolutnie nie istnieje. Bez względu na rodzaj płynu, stopień jego zasłodzenia, butelki, smoczki, kapki i nie-kapki. Nie pije. Codziennie, po łyku, wlewamy w nią chociaż jakieś symboliczne ilości płynów. Teraz, gdy okazało się, że jej zamiłowanie do nie-picia, może mieć skutki w postaci zaostrzonych dychawic, rozpoczęliśmy uporczywą terapię nawadniającą. Codziennie, strzykawą, kubkiem, butelką, czymkolwiek, wlewamy do buźki wszystkie możliwe rodzaje płynów. Nie mam pojęcia na ile to podziała, ale jestem zadowolona, że COŚ z tym robimy i może chociaż trochę pomoże... Na razie jest obiecująco, taka akcja jak w sobotę, się nie powtórzyła. 1:1, panie recie, he? :p
Agata
Grafika pochodzi ze strony: sugarash182.deviantart.com
Miną zobaczysz!!! Melissa też się ich bała ale jakoś któregoś dnia zaczęło być ich coraz mniej teraz pojawiają się sporadycznie. Będzie lepiej...
OdpowiedzUsuńOpisz koniecznie ten sposób trzymania antydychawkowy, przyda się i nam... Anonimama. Acha, u nas pomaga troszkę czasem przytulenie i śpiewanie ulubionych piosenek albo opowiadanie bajek, cokolwiek, co odciąga uwagę od dychawki.
OdpowiedzUsuń:* zuch mama!
OdpowiedzUsuńOczywiście, że jak się wywiem o tej metodzie, to nie zachowam jej dla siebie!!! Od razu Wam doniosę :))) Ale na razie czekam na odp, bo zapytałam na blogu... Może trzeba bezpośrednio do Grace-mamy napisać...
OdpowiedzUsuńOdwracanie uwagi zawsze pomaga, racja :)
u mojej córki na hiperwentylację pomaga zgięcie jej w pół (brzuch przyciśnięty więc nie może nabierać powietrza) i przytrzymanie i tak długo jak jest w tej pozycji, tak długo oddycha normalnie. wiadomo że tj na chwilę ale czasem gdy już hiperwetyluje się bardzo długo to jedyna metoda by odpoczęła.
OdpowiedzUsuńpodczas ćwiczeń przy stoliku hiperwentylacje łagodzi jedzenie przez nią chrupków, płatków kukurydzianych, daje jej to właściwie nieustannie jedną ręką i dzięki ciągłemu gryzieniu oddech się stabilizuje i dużo lepiej się skupia.
natomiast generalnie oddycha ona cały dzień źle, ok 14 sekund hiperwentylacja, potem 14 sekund bezdech i tak non stop. 5 lat już tak oddycha.
Biorę zatem ten uchwyt Rettki na tapetę, brzmi zachęcająco :) Z jedzeniem u nas nie przejdzie, moja praktycznie nie gryzie, a jak dyszy, to zwykle dodatkowo się krztusi, co jest niebezpieczne, więc nic jej wtedy do buźki nie daję.
UsuńDzięki bardzo za podzielenie się doświadczeniem, będę testować czym prędzej!