czwartek, 6 marca 2014

Roczek

Nie wiedzieć kiedy ale cały okrągły roczek pyknął. Rok od założenia tego bloga, mam na myśli. A jak urodziny to jakieś choćby mikro-podsumowanie się należy. A więc jaki to był rok? Intensywny...
Nie powiem, z blogiem jest łatwiej żyć. Z pisaniem samym w sobie też, bo jak się strachy poubiera w słowa to od razu są jakieś mniej straszne. Ale co dużo ważniejsze - łatwiej się żyje ze świadomością, że gdzieś po drugiej stronie łączy są ludzie, którzy czują podobnie. Że świat nie składa się z Much i Cichopków, które pławią się w słodko-różowym macierzyństwie nie prezentując ani rozstępu na ciele, ani tym bardziej żadnego urazu na psychice. 
Że bycie mamą (a nawet - rett-mamą) to mega wyzwanie, które od miodu i orzeszków raczej stroni. Z tej okazji, za każdego maila, komentarz, dobre słowo, kawę i ciastko, wszystkim nie-do-końca-perfekcyjnym serdecznie i szczerze - dziękuję! Dzięki Wam nie mam poczucia bycia jedyną psycho-matką świata.
Ale żeby nie było znów za różowo muszę przyznać, że mam za sobą kilka momentów kiedy to byłam przekonana, że czas zwijać żagle (i klawiaturę), rzucić rękawice i odejść prawie-niepokonanym... Zawsze wiązało się to z krytyką, nie tyle samego wpisu czy przekonań, ale na przykład mnie jako matki czy ogólnie - człowieka. Głosów od nawiedzonej części naszego społeczeństwa było sporo, a ja chyba za grzeczna, żeby się odwrócić zadkiem i robić swoje. Ale cóż, jak to mówią - haters gonna hate (i podpiszo się "Anonim") i muszę ten fakt zaakceptować. Zaliczyłam niezłą szkołę przez ten rok, ale na szczęście cztery litery mi trochę stwardniały. Co więcej - każdy głos typu "Jak Pani może?! Matka dziecka niepełnosprawnego, ejejej..." jeszcze bardziej zaostrza mi kły i pazury, bo nic jakoś nie łechta bardziej niż rozwalanie stereotypów i mówienie wprost jak to jest być rodzicem niepełnosprawnego dziecka. Taka jakaś przekorna natura. Tak czy siak - tym co mnie nie lubią i im nie pasi co też ja za bzdury wypisuję, również serdecznie i radośnie - dziękuję. Gdyby nie Wy groziłoby mi bycie tą wybraną i błogosławioną.
Podsumowując, cieszy strasznie fakt, że jest grupa ludzi, którym można wywalić prawdę wprost, a nawet prosto w oczy a mimo tego nadal są blisko, nie odchodzą, nie odwracają się. Może nawet stają się jeszcze bliżsi... Dzięki blogowi poznałam kilka wspaniałych osób - rett-rodziców ale nie tylko, i mam nadzieję, że to będą znajomości na dłuugie lata. Parę osób także straciłam, ale może to w sumie i lepiej, że teraz a nie po kilku latach wydatkowania czasu i energii. 
Kończąc ten nudnawy wywód, chcę jeszcze raz podziękować - za wsparcie, moc, za to, że nie jestem w tym rett-bagnie sama. Bo samemu tego by się znieść nie dało, a w kupie to, jak wiadomo, zawsze raźniej! :)

                                                                                               A.

Grafika pochodzi ze strony: www.ceneo.pl

12 komentarzy:

  1. Agatka sto lat i jeszcze raz wielkie dzięki za to że tak super ubierasz strachy nie tylko rett-mam w słowa dzięki Tobie czuje że nie jestem taka całkiem do bani...
    Agnieszka-mama nadaktywnej Julci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, gwarantuję, że ja jestem bardziej do bani tylko niektóre moje akcje nie nadają się do publikacji, gdyż Uwaga TVN już by do mnie pędziła na sygnale ;) Całusy Wam, Julci tysiąc sto! :*

      Usuń
  2. Sto lat, sto lat... Jeszcze jeden i jeszcze raz, i jeszcze jeden i znów jeszcze jeden :D Życzę Tobie, mnie, Nam - wiernym czytelnikom, aby ten blog nie zmienił się ani na jotę! Aby nadal było kąśliwie, twardo, konsekwentnie - po prostu jak dotąd - prawdziwie :) Mam w lodówce pół rozgazowanego Redds'a ( ups, kryptoreklama), wypiję za Ciebie, Agato, za Twój blog, odwagę, za to że pozwoliłaś nam poznać Waszą trójkę (choć A. zawsze w cieniu). Uwielbiam Was i będę czytała, pisała i niezmiennie podziwiała! A tzw. "hejterom" delikatne acz stanowcze "F.ck you all". Serdeczne ukłony! Roxana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A. w cieniu, bo to rola A - być plecmi tego pokręconego stada ;) Myślę, że jakby zaczął pisać o swoim punkcie widzenia, to było by mega wesoło (i to nie tylko z ortograficznego punktu widzenia). Nie można jednak umniejszać roli naszego rett-Taty, bo to gigant w skórze Adasia, bez niego wszystko by się chyba rozsypało...
      Dzięki, doceniam poświęcenie picia browara bez gazu, jak przyjadę to przywiozę Ci jakiś prawdziwy alkohol, okazję już sobie znajdziemy 3:)

      Usuń
  3. Pisz dalej.
    Zaglądam do Ciebie, bo dobrze piszesz. No i polubiłam Was.
    A więc z okazji urodzin bloga - życzę wiele dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Wam wszyyyystkim! :)))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo się cieszę że piszesz, łatwiej pchać ten wózek z kimś, choćby wirtualnie :) A tchórze, których stać tylko na anonimowe zjadliwe komentarze, nie są warci uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że łatwiej... Samemu wszystko jest trudno. Fajnie czuć, że tych "innych" jest więcej :)))

      Usuń
  6. Przepuść czasami takiego hejtera jednego, zrobimy z nim porządek :P
    Gratuluję wytrwałości i życzę kolejnych lat takich postów. Prawdziwych, dosadnych, od serca, od czapy - no każdych. Trzeba jakoś sobie radzić, żeby nie zwariować na tym świecie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra :) Jak co się zjadliwego pojawi to wywalę na magiel ;)

      Usuń
  7. I ja tez, ja tez, dolaczam sie do zyczen, bo od paru dni nie robie nic innego jak czytam, chlone Twojego bloga dzien po dniu. I musze powiedziec ze trafiasz w samo sedno jak malo kto :-) Dziekuje! Mama Ewci po przejsciach kardiologicznych i w trakcie tych znacznie gorszych, neurologicznych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To podaję maila: agatazolkiewska21@gmail.com, jakby Mama Ewci chciała się wypisać i wypłakać :) Zdrówka Wam i jak najdalej od komplikacji neuro. :*

      Usuń