Nie wiedzieć kiedy ale cały okrągły roczek pyknął. Rok od założenia tego bloga, mam na myśli. A jak urodziny to jakieś choćby mikro-podsumowanie się należy. A więc jaki to był rok? Intensywny...Nie powiem, z blogiem jest łatwiej żyć. Z pisaniem samym w sobie też, bo jak się strachy poubiera w słowa to od razu są jakieś mniej straszne. Ale co dużo ważniejsze - łatwiej się żyje ze świadomością, że gdzieś po drugiej stronie łączy są ludzie, którzy czują podobnie. Że świat nie składa się z Much i Cichopków, które pławią się w słodko-różowym macierzyństwie nie prezentując ani rozstępu na ciele, ani tym bardziej żadnego urazu na psychice.
Że bycie mamą (a nawet - rett-mamą) to mega wyzwanie, które od miodu i orzeszków raczej stroni. Z tej okazji, za każdego maila, komentarz, dobre słowo, kawę i ciastko, wszystkim nie-do-końca-perfekcyjnym serdecznie i szczerze - dziękuję! Dzięki Wam nie mam poczucia bycia jedyną psycho-matką świata.
Ale żeby nie było znów za różowo muszę przyznać, że mam za sobą kilka momentów kiedy to byłam przekonana, że czas zwijać żagle (i klawiaturę), rzucić rękawice i odejść prawie-niepokonanym... Zawsze wiązało się to z krytyką, nie tyle samego wpisu czy przekonań, ale na przykład mnie jako matki czy ogólnie - człowieka. Głosów od nawiedzonej części naszego społeczeństwa było sporo, a ja chyba za grzeczna, żeby się odwrócić zadkiem i robić swoje. Ale cóż, jak to mówią - haters gonna hate (i podpiszo się "Anonim") i muszę ten fakt zaakceptować. Zaliczyłam niezłą szkołę przez ten rok, ale na szczęście cztery litery mi trochę stwardniały. Co więcej - każdy głos typu "Jak Pani może?! Matka dziecka niepełnosprawnego, ejejej..." jeszcze bardziej zaostrza mi kły i pazury, bo nic jakoś nie łechta bardziej niż rozwalanie stereotypów i mówienie wprost jak to jest być rodzicem niepełnosprawnego dziecka. Taka jakaś przekorna natura. Tak czy siak - tym co mnie nie lubią i im nie pasi co też ja za bzdury wypisuję, również serdecznie i radośnie - dziękuję. Gdyby nie Wy groziłoby mi bycie tą wybraną i błogosławioną.
Podsumowując, cieszy strasznie fakt, że jest grupa ludzi, którym można wywalić prawdę wprost, a nawet prosto w oczy a mimo tego nadal są blisko, nie odchodzą, nie odwracają się. Może nawet stają się jeszcze bliżsi... Dzięki blogowi poznałam kilka wspaniałych osób - rett-rodziców ale nie tylko, i mam nadzieję, że to będą znajomości na dłuugie lata. Parę osób także straciłam, ale może to w sumie i lepiej, że teraz a nie po kilku latach wydatkowania czasu i energii.
Kończąc ten nudnawy wywód, chcę jeszcze raz podziękować - za wsparcie, moc, za to, że nie jestem w tym rett-bagnie sama. Bo samemu tego by się znieść nie dało, a w kupie to, jak wiadomo, zawsze raźniej! :)
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.ceneo.pl
Agatka sto lat i jeszcze raz wielkie dzięki za to że tak super ubierasz strachy nie tylko rett-mam w słowa dzięki Tobie czuje że nie jestem taka całkiem do bani...
OdpowiedzUsuńAgnieszka-mama nadaktywnej Julci
Ooo, gwarantuję, że ja jestem bardziej do bani tylko niektóre moje akcje nie nadają się do publikacji, gdyż Uwaga TVN już by do mnie pędziła na sygnale ;) Całusy Wam, Julci tysiąc sto! :*
UsuńSto lat, sto lat... Jeszcze jeden i jeszcze raz, i jeszcze jeden i znów jeszcze jeden :D Życzę Tobie, mnie, Nam - wiernym czytelnikom, aby ten blog nie zmienił się ani na jotę! Aby nadal było kąśliwie, twardo, konsekwentnie - po prostu jak dotąd - prawdziwie :) Mam w lodówce pół rozgazowanego Redds'a ( ups, kryptoreklama), wypiję za Ciebie, Agato, za Twój blog, odwagę, za to że pozwoliłaś nam poznać Waszą trójkę (choć A. zawsze w cieniu). Uwielbiam Was i będę czytała, pisała i niezmiennie podziwiała! A tzw. "hejterom" delikatne acz stanowcze "F.ck you all". Serdeczne ukłony! Roxana
OdpowiedzUsuńA. w cieniu, bo to rola A - być plecmi tego pokręconego stada ;) Myślę, że jakby zaczął pisać o swoim punkcie widzenia, to było by mega wesoło (i to nie tylko z ortograficznego punktu widzenia). Nie można jednak umniejszać roli naszego rett-Taty, bo to gigant w skórze Adasia, bez niego wszystko by się chyba rozsypało...
UsuńDzięki, doceniam poświęcenie picia browara bez gazu, jak przyjadę to przywiozę Ci jakiś prawdziwy alkohol, okazję już sobie znajdziemy 3:)
Pisz dalej.
OdpowiedzUsuńZaglądam do Ciebie, bo dobrze piszesz. No i polubiłam Was.
A więc z okazji urodzin bloga - życzę wiele dobrego.
Dziękuję Wam wszyyyystkim! :)))))))))))))))))
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę że piszesz, łatwiej pchać ten wózek z kimś, choćby wirtualnie :) A tchórze, których stać tylko na anonimowe zjadliwe komentarze, nie są warci uwagi.
OdpowiedzUsuńJasne, że łatwiej... Samemu wszystko jest trudno. Fajnie czuć, że tych "innych" jest więcej :)))
UsuńPrzepuść czasami takiego hejtera jednego, zrobimy z nim porządek :P
OdpowiedzUsuńGratuluję wytrwałości i życzę kolejnych lat takich postów. Prawdziwych, dosadnych, od serca, od czapy - no każdych. Trzeba jakoś sobie radzić, żeby nie zwariować na tym świecie. ;)
Dobra :) Jak co się zjadliwego pojawi to wywalę na magiel ;)
UsuńI ja tez, ja tez, dolaczam sie do zyczen, bo od paru dni nie robie nic innego jak czytam, chlone Twojego bloga dzien po dniu. I musze powiedziec ze trafiasz w samo sedno jak malo kto :-) Dziekuje! Mama Ewci po przejsciach kardiologicznych i w trakcie tych znacznie gorszych, neurologicznych...
OdpowiedzUsuńTo podaję maila: agatazolkiewska21@gmail.com, jakby Mama Ewci chciała się wypisać i wypłakać :) Zdrówka Wam i jak najdalej od komplikacji neuro. :*
Usuń