Na temat szczepień (obowiązkowych u nas w kraju) ostatnio w końcu zaczęło się mówić. Dla mnie to bardzo trudna sprawa, bo ponad 5 lat temu gdy Blanka była niemowlakiem niestety nie należałam do matek, które słuchają siebie... Podjęłam kilka błędnych decyzji (naturalnie za radą lekarzy), co miało opłakane skutki później. Nie mogę powiedzieć, że już temat zamknęłam, bo nadal siedzi on we mnie gdzieś głęboko. I czy nazwiemy to wyrzutami sumienia, czy żałosnym zbiegiem okoliczności, efekty tych decyzji odczuwamy z Blanką do dziś... Pomimo, że klasyczna medycyna z kpiną odnosi się do poszczepiennych relacji rodziców, postaram się odtworzyć te co działo się u nas (bez żadnej wiedzy książkowej, danych epidemiologicznych etc). Fajnie by było gdyby udało mi się jak najmniej emocjonalnie, ale tego już obiecać nie mogę. Nawet dziś kwestia szczepień Blanki budzi we mnie same koszmarne uczucia i wspomnienia... A więc zaczynajmy opowieść "Jak to mama w dobrej wierze swoją córkę szczepionkami zatruła".Od samego początku lekarze wmawiali mi, że szczepienia to najlepszy kapitał jaki można dziecku dać. Należy szczepić najnowocześniejszymi szczepionkami (3 w 1 albo nawet 6 w 1) na wszystko co się da. Naturalnie - płatne to lepsze. I oby jak najmniej wkłuć (przecież dziecko nie będzie tyle cierpiało). Cały cykl szczepień kosztował mnie w 2008 i 2009 roku ok 3400 zł. Po 1 i 2 dawce Mała była drażliwa, ale jakoś minęło. Cieszyliśmy się naiwnie jeszcze kilkoma miesiącami beztroskiego rodzicielstwa. Potem dostała 3 dawkę Hexy i Prevenaru (czyli 6 chorób plus na pneumokoki) a było to jakoś ok 12 miesiąca życia. Pomimo, że nie chodziła a jej rozwój był lekko opóźniony - nakazano nam szczepić, bo to przecież jest najważniejsze! Po szczepieniu Blanka zaczęła się nam wymykać... Trafiliśmy w niedługim czasie na neurologię dziecięcą we Wrocławiu, neurolodzy naturalnie nazywali to wszystko "zbiegiem okoliczności" i "nadwrażliwą matką". Miesiące mijały a ona nadal nie chodziła, miała coraz większe trudności z kontaktem i nabywaniem nowych umiejętności.
W 16 miesiącu życia zgłosiliśmy się planowo na ostatnią dawkę Hexy i Prevenaru, z lekkim kaszlem, co oczywiście na samym początku przekazałam lekarzowi. W odpowiedzi usłyszałam coś w stylu "Niech Pani nie histeryzuje, szczepi się nawet przeziębione i chore dzieci, grunt, żeby nie miały gorączki". Pomimo wątpliwości, zgodziłam się. Blance podano 2 wkłucia, po jednym na każdą nóżkę. I wtedy widziałam się z moją zdrową córeczką po raz ostatni...
Wróciłyśmy do domu, a po kilku godzinach (na drugi dzień już bardzo wyraźnie) zauważyliśmy, że Mała nie może siedzieć. Posadzona - leci na bok. Nie trzyma zupełnie pozycji... Rączki, które wcześniej zaczynały już uderzać jedna w drugą były po szczepieniu praktycznie nierozłączne - kostki zdarte od klepania i pogryzione do krwi. Blanka stała się w bardzo niedługim czasie zupełnie innym dzieckiem. Przestała patrzeć na nas, płakała całymi dniami i nocami, nie zauważała ani psa ani zabawek. Traciła równowagę nawet siedząc a większość czasu spędzała patrząc się tępo w swoje rączki, z których wypadało już wszystko. Szybko trafiliśmy na kompleksowe badania neurologiczne, na których okazało się, że Blanka ma padaczkę. Powiązaniu pomiędzy szczepieniami a jej stanem oczywiście zaprzeczano, pomimo, że gwałtowny regres rozwoju zaczął się bezpośrednio po szczepieniu nr 4.
I teraz tak, kilka wniosków niedouczonej matki:
1. Daleka jestem od twierdzenia, że szanowny rett to efekt tylko i wyłącznie szczepienia, jednak z pewnością COŚ jest na rzeczy. W naszym kraju możliwości wybadania uszkodzenia w genach powodującego retta u Blanki się skończyły. Miała jakieś testy metylacji, cały MPEC2 przetrzepany, mikrodelecje, subtelomery, badania sąsiadujących genów (CDKL5) i inne dziwne testy. I co? I nic. Na dzień dzisiejszy dziecko ma zdrowy genotyp. Poza tym, zespół retta jest jeszcze na tyle tajemniczą i mało poznaną chorobą, że trudno z całą odpowiedzialnością zaprzeczyć jego powiązaniu ze szczepieniami. Lekarze mówią, żeśmy szurnięci, ale znamy swoje dziecko najlepiej na świecie. U Blanki rett (zachowania autystyczne, silne stereotypie, padaczka, zaburzenia zachowania, gryzienia itd.) zaczęły się właśnie od szczepienia.
2. Jak można kazać szczepić dziecko, które jest już obciążone tzw. "opóźnieniem rozwoju" albo "encefalopatią o nieznanej etiologii"? Czy to nie znaczy, że z organizmem się coś złego dzieje i nie należy go dodatkowo obciążać?? Widać to nie znaczy nic.
3. Co to jest obowiązek szczepienia? Obowiązek mają lekarze ale ochrony zdrowia i życia, a skoro tak - to my powinniśmy mieć wybór na czym ta ochrona ma polegać. A żeby dobrą decyzję podjąć, trzeba znać wszystkie możliwe za i przeciw (w tym skutki uboczne i powikłania). Ja pytając o nie słyszałam tylko "Pani wie jakie to jest ważne dla dziecka?! Z powikłań to najwyżej gorączka, da Pani panadol"
4. Podanie do organizmu (o nierozwiniętym jeszcze układzie nerwowym) mikroorganizmów, które mają symulować chorobę, by wywołać odpowiedź układu immunologicznego jest chyba wymaganiem od tego organizmu cudów i nadludzkiej mocy. Już po szczepieniach, A. opowiadał mi jak w wojsku dostawali całą armatę szczepień na wszystko i jak oni - wielkie, stare i silne konie, padali na tydzień do łóżek bo ich organizmy po prostu nie dawały rady. A taki kilkutygodniowy człowieczek to co? Podajemy mu zmutowaną zarazę 7 (albo lepiej 13) chorób na raz i oczekujemy, że po takim koktajlu mołotowa w cudowny sposób się uodporni.
5. Wniosek ostatni i najbardziej dla mnie gorzki... Tak bardzo żałuję, że byłam aż tak głupia. Że w żaden sposób nie dopuściłam do głosu mojej matczynej intuicji i najzwyklejszego w świecie rozsądku. Że tak opacznie zrozumiałam "robienie dla Dziecka tego co najlepsze"... Przysięgam, prześladuje mnie to do dziś, bo mimo zbiegu okoliczności, niefachowości i niewiedzy lekarzy, osłabienia organizmu Blanki - to jednak ja podjęłam ostateczną decyzję. Bałam się w jakikolwiek sposób wyjść poza schemat, bo co to za matka, która nie szczepi?! Kilka dni temu nawet śniło mi się jak trzymam szarpiącą się Blankę na rękach a blondyna od szczepień ją kłuje. A ja? Nie robię nic. To chyba najgorszy z moich koszmarów.
Dziś byłabym mądrzejsza. Czasu już nie cofnę, ale nie mam zamiaru kryć faktu, że przez moje przestrzeganie bzdurnego obowiązku i procedur, Blanka przeszła i nadal przechodzi więcej niż by musiała. Bo rett rettem, ale coś w środku mi mówi, że gdyby szczepienie (chociaż 3 i 4, lub tylko 4) były wstrzymane, jej stan byłby dziś lepszy. Mniej czasu wygrzebywałabym ją z tej pomroczności... Nigdy się nie dowiem jakby było, ale jedno wiem na pewno - "państwowy obowiązek" nie zwalnia od myślenia.
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.illuminaci.com
Czytając ten tekst przeżyłam deja vu :/ Toczka w toczkę ten sam schemat. Prowadziłam Julię od samego początku skojarzonymi szczepionkami. Po pierwszej wizycie diagnostycznej w szpitalu i stwierdzeniu encefalopatii u córki, zaczęłam grzebać w necie co to takiego. Pytałam lekarza czy następne szczepienie będzie dla niej bezpieczne. Dając dziecko na szczepienie, płatną szczepionką skojarzoną, na odrę, świnkę i różyczkę, zawsze będę się o to winiła :// odebrałam jej szansę, na jakiś, choćby minimalny rozwój. Julia mając 12 miesięcy "odeszła" do swojego świata, dokładnie w ciągu 2 tygodni od szczepienia. I co, na następnej wizycie diagnostycznej, stwierdzono padaczkę i odpowiedź lekarzy, żebym nie kojarzyła tego ze szczepieniem. Teraz wiem, że tamto szczepienie uaktywniło uszkodzony gen. Koszmar, idziemy do lekarzy żeby szukać ratunku dla naszych dzieci, a z czym się spotykamy. Dla firm produkujących szczepionki nic się nie liczy, tylko kasa. Czemu po tym lekarz zatrzymał szczepienia. Po fakcie...
OdpowiedzUsuńJuleczko przepraszam... A.
Ja już B. przepraszałam i przepraszam ciągle... Ale my robiłyśmy wszystko co nam się wydawało dobre, miliony matek podejmą te same decyzje, a dzieciom nie będzie nic. Mamo Julki, nie jesteś sama. Mnie to gryźć będzie do końca życia (albo może się wyleczę;)
UsuńTyle się ostatnio słyszy o tych skutkach szczepień, że aż strach po prostu... Moja się urodziła trzy lata temu. Była szczepiona na wszystko co obowiązkowe bo wtedy się w ten temat w ogóle nie zagłębiałam. Nie wiedziałam o NOPach i tym podobnych. Jest zdrowa, za co ogromnie dziękuję Temu w Górze. I że nie mam teraz tego dylematu czy szczepić czy nie, tylko nie wiem co zrobimy przy kolejnym dzidziusiu.
OdpowiedzUsuńJeszcze będziesz miała ten dylemat. Kalendarz szczepień obowiązuje do 18 -tego roku zycia. Ja też szczepiłam moje dzieci, nie wiedziałam, jakie sa tego konsekwencje. Moge dzis jedynie kojarzyć poszczepienne porażenie nerwu u syna i w konsekwencji krótsza noga. Miał około 7 lat, dziś ma 26 . U drugiego syna jego nadpobudliwość ruchową też moge kojarzyć ze szczepieniami. Kiedyś nawet takie pojęcie jak nadpobudliwośc ruchowa , brak skupienia nie istniało !! Dlatego zdecydowałam, gdy już sie dowiedziałam, że nie będe szczepić najmłodszego syna i tego sie trzymam. Jest zdrowy, inteligentny 15-to latek :)
UsuńStrasznie to przykre gdy widzi się tak małe bezbronne dzieci cierpiące i chorujące przez szczepienia. To podłość firm farmaceutycznych, które liczą tylko kasę i lekarzy, którzy powinni uprzedzać o skutkach ubocznych a nie mówią nic.Ja na szczęście w porę w trafiłam na podobny artykuł i opamiętałam się - nie szczepię córci a kto wie co mogło być z nią. Jednak wielu rodziców nie ma pojęcia o szkodliwości szczepień dlatego takie blogi jak Pani są wspaniałym hamulcem dla niezdecydowanych rodziców lub skarbnicą wiedzy dla nieświadomych.
OdpowiedzUsuńGdybym wierzyła w Boga i inne postacie tej religii, to poszłabym chyba do fatimy na kolanach, by podziękować, za to, że w porę przypomniałam sobie o cudownych zastosowaniach mózgu i internetu, dzięki czemu moja maluszkowa jest czysta :) trzymam za was kciuki !
OdpowiedzUsuńKażdy mógł być na Pani miejscu. Życzę dużo siły i wsparcia w najbliższych. Nas przed szczepieniem uchroniła znajoma podsyłąjąc pewne inf.do rozważenia, choć to i tak już było po pierwszej dawce, bo nie sądziliśmy, że ktoś może pozwolić, by takie maleństwa cierpiały w imię zysku koncernów. A kto wie...Nie mogła Pani tego przewidzieć, nie sposób też jest żyć nie ufając innym, niestety jest to wykorzystywane. Abstrahując od tego w co Pani wierzy, ja wierzę, że ma już Pani miejsce w Niebie zapewnione, gdzie razem z Blanką nie będziecie się musiały już niczym przejmować. A tutaj...pozostaje dalej zagryzać zęby i kochać...Wszystkiego czego Pani trzeba życzę.
OdpowiedzUsuńEdyta.
a ja konowałom nie wierzylem, nie wierze i wierzyc nie bede, bo to tylko ludzie, w dodatku suto zakrapiani $$$$ z koncernow. dzieci nigdy nie szczepiłem i NIGDY nie chorowały (jedynie katar). nawet nie wiemy co to pediatra!!!
OdpowiedzUsuńI właśnie po to napisałam o naszej sytuacji... Bo może ktoś przeczyta i pomyśli, zmusi lekarzy do potraktowania swojego dziecka jednostkowo, a nie jako masę, którą "się szczepi"...
OdpowiedzUsuńNie jestem przeciw szczepieniom, nie działam w żadnym ruchu anty-szczepionkowym. Jestem za tym, by każde dziecko było traktowane indywidualnie, a gdy jego rozwój budzi jakiekolwiek pytania, to wtedy należy dać organizmowi czas. By był gotowy i dźwignął uderzenie jakim jest szczepienie. Dziękuję za komentarze, doping i życzę Wam więcej zaufania do swojej intuicji niż miałam ja :)
" Tak bardzo żałuję, że byłam aż tak głupia. Że w żaden sposób nie dopuściłam do głosu mojej matczynej intuicji i najzwyklejszego w świecie rozsądku. Że tak opacznie zrozumiałam "robienie dla Dziecka tego co najlepsze"..."
OdpowiedzUsuńeh tez żałuję, bardzo, miałam wątpliwości a mimo to przekonali, że na pewno będzie dobrze.... nie było, po szczepieniu pentaxim druga dawka zaczęły się napady drgawkowe po za tym tez inne historie, szczepionki zabrały nam masę czasu, którego nikt nam nie zwróci
w komentarzach z tego linku, wiele ciekawych linków na temat szczepionek i link do obrad komisji zdrowia - cenzura na media w sprawie szczepień! w wolnym kraju robią nam wodę z mózgu http://annaonopiuk.blogspot.com/2014/08/wiejskie-klimaty-nie-tym-razem-cos.html
Bardzo współczuję i trzymam kciuki za Wasze skarby.
OdpowiedzUsuńJa jestem szczęściarą...żadnemu z dzieci nic nie jest... a najmłodsze (skrajne wcześniaki) miały farta, bo już byłam świadoma trochę i los postawil na mej drodze cudowną neonatolog, która zamiast pleść bzdury i formułki dała mi do myślenia? ...może dzięki temu, ze się wstrzymałam moje dzieci zadziwiły wszystkich i ich rozwój jest prawidlowy? Nie wiem...nie chcę gdybać....wiem, ze nie żałuję decyzji o nie szczepieniu swoich wcześniaków
Pozdrawiam mamy ...walczące o zdrowie dzieci i te stojące przed dylematem "szczepić - odczekać" ....wszystkim życzę wytrwalości i siły :)
Zaszczepimy może być NOP ale nie zaszczepimy i właśnie może nasze dziecko dotknie cięższe przechodzenie choroby na którą nie zaszczepiliśmy. Możemy gdybać, a może jakbyśmy zaszczepili to przeszło by równie ciężko. Niestety szczepienia to ruletka. Każdy rodzic kocha swoje dziecko i chce dla niego najlepiej a życie pisze różne scenariusze.
OdpowiedzUsuńDroga autorko nie zadręczaj się, co się stało to się nie odstanie. Najważniejsze, że to co się stało nie zmieniło uczuć do twojego dziecka, nie odrzuciłaś go, bo się "popsuło" Tylko kochasz jeszcze bardziej a to nie jest proste.
Mam dziecko z 22q11,teraz przed nami trudna decyzja-mmr... oczywiście nsjpierw badamy odporność...trudne to wszystko jest. Jak sie urodziła nie wiedzielismy o zespole. Cud,ze była na tyle silna,że nic sie nie stało po szczepionce na gruźlicę....
OdpowiedzUsuńNie musi się Pani spieszyć z MMR!!! Ja się opamiętałam właśnie w tym czasie, gdy przeczytałam artykuł o wyroku włoskiego sądu o szkodliwości szczepionki MMR. W konsultacji z położną do dziś unikam szczepień. Od ostatniego szczepienia (3 dawka DTP) córka zaczęła chorować na uszy z dziwnymi bakteriami w uszach??? Ale na szczęście po 3- cim pobycie w szpitalu wszystko się uspokoiło. Natomiast starszy syn zaraz po urodzeniu w drugiej dobie stał się spięty i CRP >50, żadnych bakterii. Wmówili mi że to infekcja wewnątrz maciczna ale teraz już wiem że to reakcja po szczepionce. Niestety zdałam sobie z tego sprawę dopiero teraz. Nie wiem co będzie dalej ale na razie mnie nie prześladują, dzieci zdrowe...
UsuńWitam :-) A mnie zastanawia tylko jedna rzecz: w jaki sposób można w naszym kraju uniknąć szczepienia dzieci, skoro istnieje chory obowiązek prawny, aby truć dziecko szczepionkami?
OdpowiedzUsuńCzy ktoś wie, jakie kroki należy podjąć, aby nie trzeba było poddawać dziecka szczepieniom?
Bardzo proszę o odpowiedź.
Pozdrawiam serdecznie :-)
Heike
Heike, uniknąć można bardzo prosto, ponieważ obowiązek nie jest przymusem. Nie wyrażasz zgody na wizycie, bo np. dziecko nie jest całkiem zdrowe, niczego nie podpisujesz oficjalnie i tyle.
UsuńJeśli masz możliwość możesz spróbować postarać się o odroczenie szczepień przez lekarza, np. neurologa, czy innego. Ale z własnego doświadczenia wiem, że ciężko znaleźć lekarza, który bez oczywistej przyczyny takie odroczenie (najlepiej "do odwołania") wystawi. Sama po prostu przed 3. dawką Pentaximu (tak, też przez jakiś czas wierzyłam w dobre intencje i wiedzę lekarzy) powiedziałam, że mamy wątpliwości i umówiona wizytę u neurologa i że stawimy się po tej wizycie, a następnie już więcej noga moja w przychodni nie postała, a na wszelkie telefony z przypomnieniami odpowiadam, że dziecko akurat jest chore i przyjdę jak wyzdrowieje. I od półtora roku mam względny spokój :) Także nie bój się korzystać ze swoich praw - szczepienie jest zabiegiem medycznym, na które każdy pacjent (a w przypadku dzieci opiekun) musi wcześniej wyrazić zgodę. Masz prawo tej zgody nie wyrazić, a gdyby przychodnia/sanepid/inny urzędnik Cię ścigali, zgłoś sie do STOP NOP - oni na pewno pomogą.
Pozdrawiam i życzę odwagi do walki z tymi, którzy chcą z nas zrobić wtórnych analfabetów bezmyślnie słuchających tego co mówią.
Monika
Dziękuję bardzo za odpowiedź. Jednak mam jeszcze jedno pytanie: a jak wygląda sytuacja w przypadku dzieci, które się rodzą w szpitalu? Tutaj czas jest bardzo krótki, a wiadomo, że już po urodzeniu faszerują dziecko rozmaitymi truciznami w postaci szczepionek. Co zatem zrobić, żeby w szpitalu nic nie wstrzyknęli dziecku?
UsuńJeszcze raz dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam :-)
Heike
Ja napisalam w szpitalu oświadczenie ze nie rzycze sobie szczepień, ponieważ za szczepie dziecko w innym terminie. I to wystarczylo
UsuńAno w szpitalu była presja, złośliwości, moja druga została zaszczepiona... Może trzeba coś tam podpisać i już, byleby być twardym i stanowczym :)
Usuńoświadczenie złożyć przed porodem (najlepiej podpisane przez oboje rodziców, może być jeszcze lekarz rodzinny - słyszałam o takim pomyśle, ale nie korzystałam), że nie życzymy sobie szczepienia w pierwszej dobie życia, i że wprowadzimy indywidualny kalendarz szczepień, potem trzeba być twardym jak namawiają, my po ok. 0.5 roku poszliśmy ustalić tzw. "indywidualny kalendarz szczepień", poprosiliśmy o plan minimum, a i tak było tego bardzo dużo, ale dzięki papierkowi zaszczepiliśmy na to co chcieliśmy - na dwie rzeczy i w związku z tym, że wypadliśmy z kalendarza... nikt nas nie ściga, dziecko ma już 3 latka
Usuńu nas też szczepienia przyniosły nam więcej szkód niż korzyści... Jedno dziecko szczepione na wszystko + pneumokoki + rota ... na szczęście zdrowe. Niestety synuś nie miał tyle szczęścia... po urodzeniu (urodził się z pępowiną na szyi) zaszczepili a tam wadliwa seria szczepionki wywiązało się ogromne zaczerwienienie całego ciała, miejsce po szczepieniu paprało się... potem łuszcząca się skóra całego ciała do 2 miesiąca życia (wmawiali mi że tak jest bo niby ciąża przenoszona, a urodził się przed terminem), po kolejnych dawkach 6w1 opuchnięcia nóżek w miejsc wkuć przez ok 1 do 2 aż były gózki w tych miejscach, gorączka przez 3 dni dziwny płacz.. w 3tygodniu życia trafiliśmy do szpitala zapalenie płuc, potem 3 miesiąc zapalenie oskrzeli... w kolejnych miesiącach znów nawracające zapalenia oskrzeli i płuc... okazało się przy okazji, że ma obniżoną odporność (wskaźniki odporności humoralnej dużo poniżej normy) i astmę .... teraz dochodzimy do siebie synuś prawie dwa lata ale po półrocznej przerwie od chorób znów mamy 2 raz zapalenie oskrzeli... na razie nie szczepimy i próbujemy się bronić przed jakimkolwiek szczepieniem (odciągamy mmr i kolejne szczepienia) córki też na razie nie szczepie a czeka ją polio... nie wiem jak zrobić żeby było dobrze żeby wreszcie mały przestał chorować .... ale każdy dzień kiedy widzę że chodzi, że mówi (nie dużo ale mówi) jest dla mnie najszczęśliwszym dniem... mam nadzieję że w końcu damy radę i wyjdziemy z tego
OdpowiedzUsuńpozdrawiam serdecznie
D
obowiązek nie jest prawny a obywatelski, prawo to my mamy ale "wyboru" jako rodzice, nikt nie moze nas zmusić do szczepień,, kary finansowe są także bez prawne. Polecam profil na facebooku Ogólnopolskie Stowarzyszenie Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP, znajdziecie tam pomoc jeśli nie bedziecie chcieli szczepić swoich największych skarbów i wiele histori dzieci z ogromnymi powikłaniami po szczepieniach link do profilu https://www.facebook.com/stowarzyszeniestopnop?fref=ts.
OdpowiedzUsuńJa od poczatku wiedzialam, ze nie bede szkolic. Czytalam na ten temat sporo w trakcie ciazy i w zasadzie z mezem nie mielismy watpliwosci. Coreczka w wieku okolo 3 miesiecy miala zdjagnozowane zaburzenia osrodkowej koordynacji ruchowej. Lekarze powtarzali mi, ze zwlaszcza w tej sytuacji powinnam ja zaszczepic a ja wiedzialam, ze wlasnie zwlaszcza w tej sytuacji nie powinnam dodawac jej dodatkowych obciazen. Nikt nie zna dziecka tak dobrze jak wlasna mama i tata. Jest zdrowa i silna dziewczynka.
OdpowiedzUsuńU nas w rodzinie po szczepieniu bylo zapalenie opon mozgowo-rdzeniowych u 3 miesiecznego dziecka, stwierdzone przez lekarzy a potem nawet przez sanepid.Dzieki temu jak urodzilam swoje dziecko podjela decyzje o nieszczepieniu. Czasami nachodzily mnie watpliwosci jak chyba kazdego nieszczepiacego rodzica ale jak obserwuje dzieci moich znajomych wyszczepione na wszystko wiecznie chore i na antybiotykach i nasze nieszczepione (mamy taki maly krag znajomych nieszczepiacych w UK bo z PL juz wyjechalam) to nie zaluje, dzieci zdrowe majace zadkie infekcje a jesli juz to 3 dniowy maly katar.Dobry system odpornosciowy to jedyne co moge podarowac swojemu dziecku, kazdego dnia bedzie spotykal sie z milionami wirusow i bakterii i to od dobrego systemu zalezy jego zdrowie. Szczepienia to jak dawkowanie sobie zbednych lekow -dewastuja odpornosc a w chwili zagrozenia i tak organizm musi poradzic sobie sam. Kiedys staralam sie tym tematem zainteresowac znajomych w Polsce ale patrzeli na mnie jak na idiote ( w UK, Holandi i innch krajach EU bardzo duzo ludzi nie szczepi i to jest normalne) , czytam badania medyczne utwierdzam sie w swojej dezycji . Moja rodzina stoi za mna murem a jak ktos pyta o szczepienia to poprostu pytam czy sam jest wyszczepiony po zeby i wtedy temat sam znika.
OdpowiedzUsuńWitam. Bardzo mi przykro z powodów Waszych pociech. Rozumiem ból i widok Aniołka który cierpi a my nie jesteśmy w stanie usmierzyc bólu ani pomoc.
OdpowiedzUsuńRozumiem ze jak to Mamy chcemy wiedziec i moc wyjaśnić czemu tak się dzieje a tak przecież nie było.
Jestem Mamą 7 miesięcznej Amy. Dwa dni po narodzinach Malutka zaczęła mieć jakieś "ataki" . Zdarzały się jednego dziennie , po paru dniach była przerwa dwudniowa. Potej przerwie były juz 2-3 ataki dziennie. Od momentu kiedy zauważyłam to u Amy zaczęło mnie to niepokoić ale Tato Małej starał się mnie uspokoić. Rozmawiałam o tym z położonym, pielęgniarkami i lekarzami, opisywałem co się dzieje z Moim Aniołkiem w momencie ataku ale dla wszystkich było to całkiem normalne. Mieliśmy "szczęście w nieszczęściu" mieliśmy wizytę pielęgniarki kiedy Amy dostała ataku, ona stwierdziła że prawdopodobnie nie ma co się martwić ale zapisała nas do lekarza. Lekarz dał nam skierowanie na obserwacje do szpitala na 24 godziny. Pojechaliśmy do szpitala gdzie lekarz nic nie wiedział o naszym przyjeździe. Po 2 godz. Oczekiwania Amy zaczęła mieć ponowne ataki. Miała ich wtedy 24... tylko dzieki temu zostaliśmy w szpitalu. Lekarze nie potrafili wyjaśnić co to jest. Po 2 dniach pojechaliśmy do najlepszego szpitalu dzieciecego w kraju w Glasgow ( mieszkamy w Szkocji). W szpitalu pobrali jej krew na różnorodne testy. Spędziliśmy tydzień w tym szpitalu po czy wróciliśmy do domu tak naprawdę z niczym. Lekarz na moje pytanie co mamy zrobić jak Mała zacznie mieć ataki odp - nagrać film i wysłać mu na e-mail... po 2 dniach od powrotu ze szpitala Amy zaczęła mieć spowrotem ataki. Miała ich 180 w 22-uch godzinach. Wystraszona zmusiła jej tatę żeby zadzwonił po karetkę. Przyjechała po godzinie gdzie ataki się już skończyły, a w szpitalu czekaliśmy 3 godz na przyjecie. Po czym 6 godzin czekania na pediatra bo przyjechaliśmy w nocy.
Dużo by jeszcze pisać a przez to straciłam wątek. ...
Amy nie dostała żadnej szczepionki do 4 miesiąca zycia ( momentu kiedy dowiedzieliśmy się ze ma mutacje genu CDKL5).
Pisze żeby pokazać że nie koniecznie to szczepionki mogły zaszkodzić Małej. Czasem choroba rozwija się znaczniej dluzej i nie ukazuje się nic przez bardzo długi czas. Znam historie Małej dziewczynki która przez pierwsze 2 lata życia rozwijała się książkowe, po czym po ukończeniu 2 roku życia zaczęła zamykać się w sobie, przestała się bawić z dziećmi, mówić, chodzić. .. okazało się ze ma zespół wessta. ..
Pozdrawiam i życzę dużo siły jak i dla Dzieciaczków tak i dla Mam, a przede wszystkim wiary i nadziei bo to daje nam siłę!
"Pisze żeby pokazać że nie koniecznie to szczepionki mogły zaszkodzić Małej."
UsuńU nas w Polsce też się robi badania genetyczne takim dzieciom. W artykule jest napisane wyraźnie, że to zostało wykluczone. Oczywiście zaszkodzić mogły dziury na słońcu lub złe duchy, lecz szczepienie jest najsensowniejszym podejrzanym.
Niekoniecznie szczepienia to samo zlo, niekoniecznie szkodza, jasne ze tak. Mojemu na pewnym etapie zycia bardzo zaszkodzily i to nie byly dziury w sloncu. To byl malenki slaby organizm z przyczajonym rettem, ktory dostal solidnego kopa hexą by o malo nie zabic mojego dziecka. I tyle. Pozdrawiam :)
UsuńWitam. Bardzo mi przykro z powodów Waszych pociech. Rozumiem ból i widok Aniołka który cierpi a my nie jesteśmy w stanie usmierzyc bólu ani pomoc.
OdpowiedzUsuńRozumiem ze jak to Mamy chcemy wiedziec i moc wyjaśnić czemu tak się dzieje a tak przecież nie było.
Jestem Mamą 7 miesięcznej Amy. Dwa dni po narodzinach Malutka zaczęła mieć jakieś "ataki" . Zdarzały się jednego dziennie , po paru dniach była przerwa dwudniowa. Potej przerwie były juz 2-3 ataki dziennie. Od momentu kiedy zauważyłam to u Amy zaczęło mnie to niepokoić ale Tato Małej starał się mnie uspokoić. Rozmawiałam o tym z położonym, pielęgniarkami i lekarzami, opisywałem co się dzieje z Moim Aniołkiem w momencie ataku ale dla wszystkich było to całkiem normalne. Mieliśmy "szczęście w nieszczęściu" mieliśmy wizytę pielęgniarki kiedy Amy dostała ataku, ona stwierdziła że prawdopodobnie nie ma co się martwić ale zapisała nas do lekarza. Lekarz dał nam skierowanie na obserwacje do szpitala na 24 godziny. Pojechaliśmy do szpitala gdzie lekarz nic nie wiedział o naszym przyjeździe. Po 2 godz. Oczekiwania Amy zaczęła mieć ponowne ataki. Miała ich wtedy 24... tylko dzieki temu zostaliśmy w szpitalu. Lekarze nie potrafili wyjaśnić co to jest. Po 2 dniach pojechaliśmy do najlepszego szpitalu dzieciecego w kraju w Glasgow ( mieszkamy w Szkocji). W szpitalu pobrali jej krew na różnorodne testy. Spędziliśmy tydzień w tym szpitalu po czy wróciliśmy do domu tak naprawdę z niczym. Lekarz na moje pytanie co mamy zrobić jak Mała zacznie mieć ataki odp - nagrać film i wysłać mu na e-mail... po 2 dniach od powrotu ze szpitala Amy zaczęła mieć spowrotem ataki. Miała ich 180 w 22-uch godzinach. Wystraszona zmusiła jej tatę żeby zadzwonił po karetkę. Przyjechała po godzinie gdzie ataki się już skończyły, a w szpitalu czekaliśmy 3 godz na przyjecie. Po czym 6 godzin czekania na pediatra bo przyjechaliśmy w nocy.
Dużo by jeszcze pisać a przez to straciłam wątek. ...
Amy nie dostała żadnej szczepionki do 4 miesiąca zycia ( momentu kiedy dowiedzieliśmy się ze ma mutacje genu CDKL5).
Pisze żeby pokazać że nie koniecznie to szczepionki mogły zaszkodzić Małej. Czasem choroba rozwija się znaczniej dluzej i nie ukazuje się nic przez bardzo długi czas. Znam historie Małej dziewczynki która przez pierwsze 2 lata życia rozwijała się książkowe, po czym po ukończeniu 2 roku życia zaczęła zamykać się w sobie, przestała się bawić z dziećmi, mówić, chodzić. .. okazało się ze ma zespół wessta. ..
Pozdrawiam i życzę dużo siły jak i dla Dzieciaczków tak i dla Mam, a przede wszystkim wiary i nadziei bo to daje nam siłę!
Witam. Bardzo mi przykro z powodów Waszych pociech. Rozumiem ból i widok Aniołka który cierpi a my nie jesteśmy w stanie usmierzyc bólu ani pomoc.
OdpowiedzUsuńRozumiem ze jak to Mamy chcemy wiedziec i moc wyjaśnić czemu tak się dzieje a tak przecież nie było.
Jestem Mamą 7 miesięcznej Amy. Dwa dni po narodzinach Malutka zaczęła mieć jakieś "ataki" . Zdarzały się jednego dziennie , po paru dniach była przerwa dwudniowa. Potej przerwie były juz 2-3 ataki dziennie. Od momentu kiedy zauważyłam to u Amy zaczęło mnie to niepokoić ale Tato Małej starał się mnie uspokoić. Rozmawiałam o tym z położonym, pielęgniarkami i lekarzami, opisywałem co się dzieje z Moim Aniołkiem w momencie ataku ale dla wszystkich było to całkiem normalne. Mieliśmy "szczęście w nieszczęściu" mieliśmy wizytę pielęgniarki kiedy Amy dostała ataku, ona stwierdziła że prawdopodobnie nie ma co się martwić ale zapisała nas do lekarza. Lekarz dał nam skierowanie na obserwacje do szpitala na 24 godziny. Pojechaliśmy do szpitala gdzie lekarz nic nie wiedział o naszym przyjeździe. Po 2 godz. Oczekiwania Amy zaczęła mieć ponowne ataki. Miała ich wtedy 24... tylko dzieki temu zostaliśmy w szpitalu. Lekarze nie potrafili wyjaśnić co to jest. Po 2 dniach pojechaliśmy do najlepszego szpitalu dzieciecego w kraju w Glasgow ( mieszkamy w Szkocji). W szpitalu pobrali jej krew na różnorodne testy. Spędziliśmy tydzień w tym szpitalu po czy wróciliśmy do domu tak naprawdę z niczym. Lekarz na moje pytanie co mamy zrobić jak Mała zacznie mieć ataki odp - nagrać film i wysłać mu na e-mail... po 2 dniach od powrotu ze szpitala Amy zaczęła mieć spowrotem ataki. Miała ich 180 w 22-uch godzinach. Wystraszona zmusiła jej tatę żeby zadzwonił po karetkę. Przyjechała po godzinie gdzie ataki się już skończyły, a w szpitalu czekaliśmy 3 godz na przyjecie. Po czym 6 godzin czekania na pediatra bo przyjechaliśmy w nocy.
Dużo by jeszcze pisać a przez to straciłam wątek. ...
Amy nie dostała żadnej szczepionki do 4 miesiąca zycia ( momentu kiedy dowiedzieliśmy się ze ma mutacje genu CDKL5).
Pisze żeby pokazać że nie koniecznie to szczepionki mogły zaszkodzić Małej. Czasem choroba rozwija się znaczniej dluzej i nie ukazuje się nic przez bardzo długi czas. Znam historie Małej dziewczynki która przez pierwsze 2 lata życia rozwijała się książkowe, po czym po ukończeniu 2 roku życia zaczęła zamykać się w sobie, przestała się bawić z dziećmi, mówić, chodzić. .. okazało się ze ma zespół wessta. ..
Pozdrawiam i życzę dużo siły jak i dla Dzieciaczków tak i dla Mam, a przede wszystkim wiary i nadziei bo to daje nam siłę!
Niestety ja również doświadczyłam pogorszenia stanu zdrowia u dziecka szczepionkami 6w1 -wyrzuty mam do dziś. /dziś przynajmniej wiem, co oznacza NOP i jakie obowiązki ma lekarz, jeżeli pogorszenie stanu zdrowia dziecka nastąpi w ciągu 4 tygodni po podaniu szczepionki, a także to, że ten lekarz ma obowiązek zgłosić ten fakt w przeciągu 24 h - dziś już nikt nie zamydli mi oczu. szkoda tylko, że po fakcie.
OdpowiedzUsuńhttp://www.offmatka.pl/2017/08/szczepie-bo-sie-boje-i-nie-szczepie-ze.html?m=1
OdpowiedzUsuń“U dwu miesięcznej dziewczynki rozwinęła się ostra encefalopatia z niszczącym uszkodzeniem mózgu 12 godzin po podaniu bezkomórkowej szczepionki na krztusiec. Kilka miesięcy później u dziewczynki pojawił zespół Retta.” – Rett syndrome phenotype following infantile acute encephalopathy.; J Child Neurol. 2002 Sep;17(9):700-2.
OdpowiedzUsuńhttps://www.ncbi.nlm.nih.gov/m/pubmed/12503649/
Witam. Przez przypadek trafiłam na Pani bloga. U mojego syna wystąpiły powikłania poszczepienne. Regres całkowity w wieku 16 tygodni. Weszlam do gabinetu lekarskiego z silnym chłopcem, gużacym, mowiącym sylaby typu :gugu, baba,bubu, gaga". Żywo reagującego na mnie, na tatę, na inne osoby, śmiejącego się, radosnego, silnego. Normanie rozwijąjący się bobas. W dzień szczepienia mial podwojoną nawet wagę. Byl tylko na piersi. Z gabinetu wyszlam z niemowlakiem, ktory patrzy pustym wzrokiem w sufit. Od tego momentu nie reagował, nie usmiechał sie, nie reagował na otoczenie. Obnizone napięcie mięsniowe- zwiotczał. Nie byl w stanie podnosić nawet glowki. Wiele się działo. Ma teraz 2 lata. Pisze bloga na jego temat, na temat życia z takim dzieckiem, bez obludy. O tym jak co myslę o szczepieniach i innych. Może Panią zainteresuje ta tematyka badz innych rodzicow, którzy mieli podobne doświadczenia. http://nie-szczepie.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń