Trzeba to nazwać wprost - Córeczka jest Tatusia. Tato ma dużo więcej cierpliwości (wg mamy to kwestia możności zregenerowania nerwów w pracy poza domem, ale nie wnikajmy, bo pewnie nie tylko tego), pewnej samokontroli i zrównoważenia. Ma też swoje tajne sposoby na szaleństwa B. Nie będę się rozpisywać jak to razem cudownie poznają we troje (z rettem naturalnie) świat, bo mi wyjdzie pean "ku czci", ale naprawdę - nasz Tato daje radę. Czasem pewna nutka zazdrości przemyka mi przez głowę jak ta mała bestia gapi w ojca zakochana po same uszy. Na mnie zwykle łypie "Matka, odwal się z tym piciem/syropem/rehem/masowaniem stóp itd" :)
Tak czy inaczej, matką być chyba jest jednak łatwiej... Jakieś to bardziej wrodzone, poparte hormonalnie i wymuszone przez naturę. Rola ojca wymaga więcej zaangażowania i motywacji wewnętrznej, bo nikt mi nie wmówi, że A. wstaje do B. 20 noc z rzędu, 10 raz z rzędu i jeszcze dostając z nogi prosto w oko, bo mu tak natura i instynkt każą. Wstaje, bo sam sobie daje tego przysłowiowego kopa i chce. I w tym chceniu jest cała tajemnica bycia Tatą przez duże "T"...
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.facetpo40.pl
U nas tak samo - córa zapatrzona, ba, zakochana w ojcu, który ma więcej luzu i mniej paniki w oku niż matka. Matka w sytuacjach kryzysowych ma w oku szaleństwo...
OdpowiedzUsuńMy poszliśmy już o krok dalej; u nas matka ma obłęd w oczach nie tylko w sytuacjach kryzysowych, tylko na stałe
UsuńTatuś od przytulania, mamusia od wciskania "pysznych" lekarstewek do buzi... ech znam za dobrze to spojrzenie pełne wyrzutu... Niech już im będzie, tym tatuśkom, dołączam się do spóźnionych życzeń, dla tych Niezwyczajnych Tatusiów :)
OdpowiedzUsuń