czwartek, 21 sierpnia 2014

Komisyja przenajświętsza orzeka...

Nie wiem, czy tylko ja mam szczęście do takich freaków na tych wszystkich komisjach?? Może się uprzedzam, ale jak tylko padnie hasło "komisja orzekania" to wiem, że będą jajca. I oczywiście - są. Teraz też były.
Wchodzimy, siedzi doktor Hałs i jego asystent, nazywany pieszczotliwie przez doktora "Panem Magistrem" (skonsultuj się z lekarzem i/lub farmaceutą?). Okazuje się szybko, że Pan Magister to mgr psycholog (czemuż to nikt nie nazwał mnie nigdy Pani Mgr... buuuu...) a doktor to bezpośredni dowód na istnienie dinozaurów. Ale nic, zaczęło się dobrze - dr mówi: "Pan wyjdzie z tym małym, bo przeszkadza" na jedno pisknęcie Panny Mniejszej i próbę zatkania jej smokiem przez A. No to wyszli, zostałyśmy my i szumnie zwany "wywiad". Kontrwywiad chyba. 
"Co dolega?" mówi dr. Odpowiadam, że Zespół Retta. "Co dolega się pytam!!!" mocno poirytowany jakby chodziło o obronę Warszawy w 44 drze się dr. A że ja blond i synapsy nie zatrybiły to powtarzam, że rett, recik, recisko, że zespół taki, ręce klepią itd. Wtedy już przesadziłam, Hałs się zagotował i wywalił "No co ją boli?!" Acha... Wymieniłam. I zaczęły się grypsy i żarciki. 
Dr: "Chodzi?"
Ja: "Już nie"
Dr: "Wpisuję: 'słabo chodzi'"
Ja: Nie chodzi"
Dr: "Słabo chodzi"
Ja: "NIE chodzi!!!"
Dr: "Puści Pani"
Puściłam. Nie zawiodła mnie i się wypieprzyła od samego "puszczenia". A ja z nią, łapałam między krzesłami. Sytuacja powtarza się w kwestii mówienia:
Dr: "Mówi." 
Ja: "Nie mówi"
Dr: "Słyszę, mówi."
Ja: "Nie mówi, wokalizuje ale NIE mówi"
Dr: "Co robi?"
Ja: "Bebla"
Dr: "Acha... Wpisuję - 'słabo mówi'".
Ja: "NIE MÓWI!!!"
Hałs się poddaje: "Nie mówi ale sygnalizuje"
Ja: "Nie, nie sygnalizuje, nie używa gestów, nie mówiiiii!!!!"
Dr wpisał. Co, nie wiem. Pewnie, że słabo mówi. Tym razem poddałam się ja.
Tym przydługim wstępem zbliżyliśmy się do wisienki na torcie całej zabawy. Pada pytanie o choroby współistniejące. Recytuję: alergia, padaczka lekooporna, encefalopatia... Doktorowi wychodzi z oczodołu oko... 
Dr: "Jaka padaczka?"
Ja: "Lekooporna"
Dr:" Wpisuję - lekooDporna"
Ja: "LekoOporna doktorze..." zaczynam grzebać butem sobie grób w podłodze.
Dr: "No wpisuję - lekooDporna!"
Kapitulacja. 2:0 dla dr. Z "encefalopatią" poszło sprawniej, przeliterowałam, zapisano, done. W tymże momencie obudził się z zimowego snu Pan Magister. "Orzeczenie za 14 dni, do widzenia". Podziękowałam, zwalczyłam w sobie pokusę wycałowania pierścienia, upewniłam się, że orzeczenie nie zostanie wydane na Boże broń dłużej niż 3 albo 5 lat i z dzieciem na ręku wyszłam. 
Wesoło?? LeKko-oDporna już chyba jestem na te wszystkie przygody :)
                                                                                                                                                                                                                      A. 
Grafika pochodzi ze strony: www.prosperitybrownies.com







9 komentarzy:

  1. Kocham Pania !!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Od razu widać, że pad dr LEKKO ODPORNY na wiedzę, a może tez przygłuchy?? bo z pewnością przygłupi... Gdyby to nie była codzienność wszystkich rodziców dzieci niepełnosprawnych w Polsce, to nawet byłoby śmiesznie;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Żeś miszczostwo popełniła....:)

    OdpowiedzUsuń
  4. a beblają to ony.. - te doktory

    OdpowiedzUsuń
  5. Bo to je śmieszno-straszno :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziewczyno, prawiem się zakrztusiła...śmiech przez łzy...My też na świeżo po komisji, wygląda na to, że to taki "standard europejski" te szczegółowe oględziny, nasz doktór nawet nie raczył spojrzeć na Ewcię, rzucił krótkie "Raczkuje?" i na tym koniec wizyty...

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahaha popłakałam się ze śmiechu!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mistrzostwo świata!!!!!!

    OdpowiedzUsuń