Jesteśmy po (mam nadzieję, tfu tfu tfu, przez lewe ramię) kolejnym kryzysie... Blanka opracowała swoje strategie na przetrwanie, regenerację i wrócenie do sił. Po pierwsze, po dniach młócki - nie je. Odmawia wszelkiego pokarmu (bo ledwo może zamknąć paszczkę oraz bo po prostu nie chce jeść). Kiedyś bardzo z tym walczyłam, oczywiście w dobrej wierze. Cudowałam z nutridrinkami, czymkolwiek, byle by coś miała w brzuchu a efekt był oczywiście wręcz odwrotny. Organizm pozbywał się szybko ciał obcych z żołądka haftem łowickim. Po pewnym czasie zrozumiałam, że Ona wie co robi. Teraz pozwalam na post, po 2-3 dniach sama zaczyna wołać "Aaaaam!".Po drugie - śpi. Posypia, pochrapuje, drzemie i przycina komara. Nawet kilkanaście razy dziennie. Też w żaden sposób nie zabraniam, daję w międzyczasie pić, buziaka, przykrywam kołdrą i robię swoje, a Ona dochodzi do siebie. Po trzecie - tlen. B. sama decyduje kiedy i ile go potrzebuje. Po bezdechu podłączam Ją a Ona poddaje się przez tyle czasu ile uważa za słuszne. Leży spokojnie i oddycha a jak uzna, że ma dość zaczyna fikać, klepać, cudować. Wtedy odpinamy i uznajemy, że jest git.
Mało mogę zrobić by pomóc jej przetrwać takie dni... Zostawiam w domu (o poprawczaku nie ma mowy jak się nawet nie ma siły siedzieć ani trzymać łebka...), puszczam muzykę, śpiewam piosenki, daję pić, pozwalam na wszystko na co ma ochotę. Żyjemy w rytmie, który Jej pomaga wrócić do siebie.
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.functionalpathtrainingblog.com
Hurrraaaaa!!! Brawo Dziewczyny, to się nazywa pełne zrozumienie, moja Mama nie pozwalała mi tak odpoczywać po "baletach" (taki żarcik, nie gniewać się proszę :)) Cieszę się jak mało, trwaj ciszo trwaj...
OdpowiedzUsuńI ja się cieszę :-D Wchodzę tu milion razy dziennie po takich wpisach jak poprzedni i myśle: jejku jejku czy już jest chociaż ciut lepiej? Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń