Blanki świat jest prosty i skomplikowany jednocześnie. Z jednej strony - znam go prawie na wylot, z drugiej - ciągle jest dla mnie zagadką. Wydaje mi się, że przewidzę Jej reakcje z imponującą precyzją a jednak wciąż mnie zaskakuje. Wiem, że bardzo dużo rozumie a przychodzą takie dni, kiedy mam poczucie braku jakiejkolwiek łączności między nami. Im dalej w czas, tym mam mniej wyrzutów sumienia jak mi przepada w swój wymiar...
Kiedyś czułam koszmarną presję. Czas leci a Ona siedzi i ogląda te cholerne bajki; tracimy każdą cenną minutę. Przecież można by postymulować rączki, pomasować, zmusić do jakiejś interakcji, cokolwiek - byleby nie dać Jej bezczynnie siedzieć. Dosyć długo zajęło mi zrozumienie, że to daje Jej szczęście. Nie raz było tak, że wręcz krzyczała na mnie: "Mama, odejdź, błagam, daj mi spokój" ale ja nie słuchałam. Chciałam robić dla Niej jak najwięcej, teraz, już i ciągle.
Dziś umiem odpuścić. Zrozumiałam, że muszę pozwolić Jej przepaść w swoje klimaty, być samej ze sobą, robić to co kocha. Niech słucha kolęd cały rok i kontempluje swoje wiatraczki na działce. Ma prawo siedzieć i gapić się na firany, bo właśnie to powoduje, że jest spokojna. I to nie jest strata czasu... Bo to jest czas Blanki i sposób w jaki go spędzi zależy też od niej. Mamą się jest również po to, by stać obok. Albo nawet dalej niż obok.
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.malyksiaze.net

Taaak. Ten etap też przeszłam( dojście do niego zajęło mi co prawda więcej lat),choć nie umiałabym tak dobrze tego opisać :-).
OdpowiedzUsuńPewnie każda mama przez ten etap przechodzi, pewnie nie każda odpuszcza... a końcu najważniejsze jest szczęście:)
OdpowiedzUsuńJa jeszcze nie umiem...Chociaż chciałabym, bo się zamęczymy wzajemnie z Ewcią... :(
OdpowiedzUsuńTego uczy się latami... Mam dni, że mnie nosi po ścianach i sufitach, bo Mała siedzi, gapi w tv albo inny sprzęt a nic nie zrobiłyśmy. Z kolei jak próbuję Ją jakoś zaktywizować to mur... Odpuszczam, ale wyrzuty sumienia mam. Także - to jest proces...
OdpowiedzUsuń