wtorek, 13 stycznia 2015

Nie poddamy się

Kilka dni spokoju (a w zasadzie moment na zebranie sił do kolejnej bitwy) i znów. Dwa mikrometry dalej, ćwierć sekundy później... Spacer po najcieńszej linii świata. Kolejny bezdech, z sekund robią się godziny, a minut - cała wieczność. Oddech nie wraca, fiolet z jej ust nie chce znikać, nie ma oddechu, nie ma życia. Działamy jak roboty w amoku przeciągania Jej na tą naszą stronę. "Nie teraz, jeszcze nie...", lawirujemy na skraju.
Weszliśmy na wyższy poziom, jesteśmy dwójką specjalistów od natychmiastowego reagowania, reanimacji, resuscytacji, przywracania życia i krążenia... Prawie bosko. 
Wisimy na Niej, oddychamy dopiero z każdym Jej oddechem, w ciągłej gotowości.
Tracimy już rozum... Ze strachu, niemocy, rozpaczy. Ale nie poddamy się, nie tak łatwo. I choćbyśmy mieli zapłacić nie wiem jaką cenę - będziemy walczyć. Do ostatniego oddechu. 

                                                                                                A.

3 komentarze:

  1. Ja pierdzielę, patrzę na tego aniołka na zdjęciu i sobie myślę gdzie jest Bóg? Dlaczego dzieci muszą tak cierpieć? Nie pojmę chyba tego...nigdy...Życzę Wam po prostu dużo siły i wytrwałości.
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. I sie kurde z waszej bezsilności poryczałam. Ja, mama podobnego Anioła. Nie ma słów. Trzymajcie się i nie dajcie się.

    OdpowiedzUsuń
  3. Osoby takie jak Wy - tak wielkie sercem, tak pełne wiary, nadziei i miłości, która wręcz Was przepełnia nigdy się nie poddają! Spójrz, jaka Blania jest dzielna i silna, jak pomimo swej choroby pięknie żyje! To, że tak dzielnie walczy, to Wasza zasługa, a to, że Wy tak mądrze "bierzecie" życie, to zasługa jej! Razem Wam do twarzy i to tak na zawsze...

    OdpowiedzUsuń