Akcja Q-pa zatacza coraz większe kręgi i pociąga ze sobą na barykady kolejne zastępy matek, nie-matek, ojców, dziecięcych pup i pieluch z zawartością. Każda szanująca się matka-bloggerka powinna się odnieść, zatem czynię to i ja. O Q-pach, konieczności ich przewijania w miejscach publicznych jak i totalnym braku miejsc do tychże czynności nie chce mi się dywagować, bo wszystko już zapewne zostało w tej śmierdzącej materii napisane. Chcę napisać o gołej pupie w miejscu publicznym a w zasadzie o wstydzie. I pewnych granicach, o których zachowanie będę walczyć jak lwica. Do ostatniej kropli krwi."Po cholerę ubierasz jej ten strój, krępuje ją.", "Po co jej majtki jak ma pieluchę?", "Po diabła ten szlafrok, jest gorąco?!" itd. itp. BO TAK! Bo sama (póki co) nie wyłażę na plażę w Mielnie z gołą dupą ani nie świecę nagą piersią na basenie; bo zdrowej 6-latce ubrałoby się normalnie majtasy; oraz bo nagiej kilkulatki nie nosi się pokazowo po kąpieli po domu (chyba, że wśród najbliższych). Nie dlatego, że mania pedofilska, nie dlatego, że kogoś to razi, tylko dlatego, że KAŻDY człowiek (w tym jego mięsno-skórzana powłoka) wymaga szacunku.
B. jest chora, rett wiąże jej ręce, ogranicza, siedzi na karku, tłamsi i dusi. Ale w tym niedoskonałym ciele rośnie i rozkwita mała kobietka. Minie kilka lata i będzie kobietą. Z powodu choroby, niejako siłą rzeczy odziera się Ją z pewnej nietykalności... Traktuje to małe ciało jako obiekt owładnięty zespołem i podmiot do wszelkiego typu badań i testów. Tam gdzie wyjścia nie ma - rozbiera się, pokazuje, obnaża. Ale tam gdzie można - trzeba tą intymność pomóc Jej zachować. I ja - matka, tego dopilnuję!
Wracając do akcji pod kryptonimem "Q-pa w restauracji"... Nie przewinęłabym B. przy talerzu z pizzą. Po pierwsze dlatego, że sami z A. nie propagujemy łączenia czynności pobierania pokarmu i go wydalania w tym samym miejscu i czasie. Tak jakoś głupkowato mamy ;) Nie zrobiłabym tego też z wyżej opisanej przyczyny - żeby B. nie musiała się czuć skrępowana. Żeby się nie wstydziła swojej nagości. Dlatego od Jej urodzenia (a od momentu pojawienia się retta - ortodoksyjnie) dbam, by czuła, że jej ciałko, mimo, że tak doświadczone przez chorobę, jest świątynią. Nie zmieniam Jej pieluchy przy wszystkich, zawsze wolę wyjść do innego pokoju. Nic to nie kosztuje a te moje "fanaberie" upewniają Ją, że szanujemy Jej odrębność, cielesność i pewną nietykalność. Bo to rozsądna i kumata dziewczynka, w której zakusów na ekshibicjonistkę jakoś na razie nie widzę.
A.
Grafika pochodzi ze strony: erinhuntingart.blogspot.com
Jakze dobrze Cie rozumiem!Robię dokładnie,tak,samo i,popieram akcje -Nie klepiemy 6(7,8,..)latki,po pupci,nie,komentujemy -o zrobiła,kupe,siku itd.przy zgromadzeniu! Kiedys pokłóciłam sie o tę tematyke z pewną bliską mi osobą,Ktora twierdziła.ze to wylacznie,moje schizy i ze widac.iz,mam,z tym problem.Na co ja,ze to,nie,malpka w zoo,zeby ja,oglądać,a calkiem spora dziewczynka i ze gdyby rozumiala i mowila na pewno nie swiecilaby tylkiem na strony.Skoro nie,potrafi to ja,stoje na strazy Jej godnosci.W koncu po coś są te kotarki w lazienkach.przedszkolu.szpitalu??
OdpowiedzUsuńBo szacunek do człowieka nie ma wieku, retta, nie-retta, płci itd. A kto jak nie my-matki mamy zwrócić uwagę na ten problem??
UsuńJa widziałam na własne oczy rodzinę z niepełnosprawną dziewczynką, na oko 10-11 letnią, którą mamusia na plaży pomiędzy dziesiątkami ludzi położyła na kocyku NAGO. A obok braciszek młodszy, w majtasach. CHORE, GŁUPIE, BEZMYŚLNE!!! Niemowlęcia bym tak w publicznym miejscu nie zaprezentowała, a co dopiero dorastającej dziewczynki, nawet, jeśli jej samej to zwisa. Mamusia jak widać bez pomyślunku.
OdpowiedzUsuńIm to chyba zwisa pozornie, albo czasami... Gdzieś w środku mają to poczucie takiego zwykłego, rozwojowego wstydu. Od tego my matki, żeby takich akcji nie robić.
UsuńA propos zwisania, to też niemały szok kiedyś zaliczyłam widząc klejnoty ok. 12-13 letniego chłopaka przewijanego po rehu, byli przed nami. Matka tak jakby mu picie podawała, natomiast mina tego chłopaka (prawie już mężczyzny) mówiła wszystko... To było w stylu "O w mordę, babka z dzieckiem wchodzi a ja tu leżę i świecę...". Wtedy pomyślałam, że nigdy! B. takiego upokorzenia z rąk własnej matki nie doświadczy!
Brawo! ten tekst jest strzałem w dziesiątkę. Jestem z Ciebie dumna:)
OdpowiedzUsuńjak to dobrze ze Blana ma taka dobra mamę, która to wszystko czuje!
OdpowiedzUsuń