piątek, 13 lutego 2015

Droga wózkowa

Kto czyta ten wie, że od jakiegoś już całkiem pokaźnego czasu walczę z systemem w celu ugrania Blance nowego dyliżansu. Wszystko by było łatwe i proste gdyby... było łatwe i proste. Od zrodzenia się samego pomysłu (a ten z kolei powstał z realnej potrzeby rośnięcia Blanki kręgosłupa i kończyn na potęgę) minęło już parę dobrych miesięcy ale do pełnego sukcesu i przewiezienia się funkiel-nówką wóziem jeszcze kawał drogi. Ale nie ustaję...
No zatem w czym jest problem? Wydawałoby się, że jak to zwykle - jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o kasę. Także tu się od kasy właściwie zaczyna. Szperając jakiś czas temu po necie przeżyłam niemały szok, z którego w zasadzie wychodzę mozolnie do dzisiaj. Wózki dla dziecka niepełnosprawnego, o wzroście mojej B., spełniające nasze i tak niezbyt chyba wygórowane wymagania (żeby szedł jak przecinak w warunkach off-road, można było przyciąć komara i żeby się jakoś po ludzku składał bez łamania matce tipsów oraz mieścił do auta a nie TIR-a) zaczynają się cenowo tak od 8 tysi. Niby wózek za 6 się znajdzie, tylko, że golas. Pałąk, kosz, peloty, duperele itd i masz ładną sumkę 8-9 patyków. I to takie polskie powozy, bez szału. Zachodnie marki to już kwestia około dychy. I teraz pytanie tendencyjne - czy materiały na taki kląkier i koszt jego produkcji mogą osiągać cenę samochodu?? Aj dont fink soł... Mój grat był nawet dużo tańszy. Wiadomo, o pieczęć chodzi. Atesty, sresty. Po drugie primo - czy wózek dla dziecka, które nie chodzi i jest on jej jedyną nadzieją na poruszanie się to jakaś moja czy wspomnianego dziecka fanaberia? Przecież to sprzęt podstawowej potrzeby a nie widzimisię pt. diody led na kołach we wszystkich kolorach tęczy czy  obicie z farbowanego na różowo futra merynosa. No na Boga... Ale dobra, jest popyt, jest podaż. Popyt będzie, bo wyjścia nie ma. Jakby dziecko miało pół metra mniej to by się kupiło wózek w Smyku i by grało i buczało.
Kwestia druga - potrzeba kasy, można ją sobie zezbierać. Tu troszeczkę, tam troszeczkę, resztę się dołoży. NFZ daje 3000, PCPR ze środków PFRON do 4.400. Tyle teorii, praktyka daje strzał w pysk. Z tym pierwszym jest jeszcze w miarę łatwo - jak 3 lata minie, a dziecko nie ośmieli się wyrosnąć wcześniej to uprzejmy Pan podbije zgodę na wybulenie 3000 zł i lecimy dalej. Tu już nie opiszę fachowo co i jak bo za każdym razem gdy zaczynam procedurę to gubię się jak dzidzia we mgle. Tu pro-forma (ale nie tam, ci chcą oryginał, ale musisz go wysłać, za potwierdzeniem z oryginałem, oryginał dostarczyć po 14 dniach od coś tam itd.), tam zaświadczenie o dochodach, o zarobkach, o pielęgnacyjnym, orzeczenie o npspr, wniosek, jeszcze tam co inne i hej! Można składać. Mi Pani 3 dni temu powiedziała, że nie wróży pełnego sukcesu, bo się trochę późno za to wzięłam. 10 lutego. Toż to już prawie koniec roku nfz-towego, fakt. Jak już ten etap mamy za sobą, nie popierniczyły nam się papiery, prośby, wnioski i panie za biurkiem - czekamy na odpowiedź. Ile dadzą tyle mamy, resztę dorzucamy z 1% albo własnej kieszeni. To też trwa, fundacja nie zawsze zdąży z pomocą na czas, poza tym jak któryś papier niekompletny, niepodbity, nietaki - to też się sprawa wydłuży. Reasumując - liczę w swojej dziecięcej naiwności, że runda nową furą wkoło kamienicy wydarzy się najwcześniej późną wiosną. Bo "mamy 30 dni na decyzję", bo "damy wózek jak spłynie cała kwota" i bo "fundacja księguje dziś faktury z X grudnia" na przykład. Się poczeka. Się wyjścia nie ma. 
Chyba nie o te śmieszne dwie stówki do pielęgnacyjnego (które można przetupać podczas jednego wypadu do gallery na 2 kilo schabu bez kości i 3 paczki pieluch) walczyli nasi jakiś czas temu w sejmie...

                                                                                                A.

Grafika pochodzi ze strony: www.pixshark.com

7 komentarzy:

  1. Ja bym nie kciała cie zdruzgotać, ale jak już spłynie cała kwota to sklep dopiero zamówi wózek, a czas oczekiwania to 5 tygodni :))))))))))) Chyba, że mają taką drogą furę na sklepie, w co wątpię. Mówię o Otto Srocku. Ja złożyłam wniosek w styczniu, spodziewam się pierwszej przejażdżki najwcześniej w maju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mój, polska solidna robota, juz czeka na szczęście :)

      Usuń
  2. Rany, jakie to... poniżające:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda jest taka, ze kilku następnych zenujacych elementów calej sprawy juz nie opisalam. Coby nie dolowac :)

      Usuń
    2. Wózek dla osoby niepełnosprawnej powinien być finansowany w przynajmniej 80%, lub do jakiejś (zgodnej z realiami) kwoty (np 8tys zł), przecież to nie zachcianka tego dziecka ani jego rodziców, to najwyższa konieczność!

      Usuń
  3. Brak pieniędzy i zupełna niemożność ich zarobienia w przypadku większości matek niepełnosprawnych dzieci jest upokarzajaca.. A co będzie jesli moj mąż nagle przestani zarabiać. ..kiedyś chcialam załatwić rower malej. I nie udało sie. Za bogata jestem. System nie przewiduje tych którzy placa kredyt za mieszkanie. Na papierze jestem osoba wedle systemu zamozna. A gdzie mialabym mieszkać bez kredytu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikogo to nie obchodzi... tak jak te nasze Dzieci :/

      Usuń