wtorek, 9 czerwca 2015

Takie trochę mieszane uczucia...

Poniższy wpis sponsoruje literka I jak moja Iwona. Obiecała dać mi lajka, no to piszę o czym dziś rano na łączach żeśmy żarliwie dyskutowały. 
Nasze miasto Ś. ma około 70 tysięcy mieszkańców i wyciepaną w kosmos szkołę specjalną. Funkiel nówka, dofinansowana, pozbawiona schodów i innych barier architektonicznych, będąca schronieniem dla lekko setki wyjątkowych osobników. Parę dni temu z okazji Dnia Godności Osób Niepełnosprawnych zorganizowano przemarsz przez nasze miasto. I wysypali się nagle przedstawiciele dodatkowego chromosomu, tacy na czterech kołach i na dwóch, różni, przeróżni.
Mijając ich z Blanką w wózku pomyślałam dwie rzeczy - 1) "O, nasi w końcu idą" oraz to co pomyślała również Iwona: 2) "Gdzie oni do diabła są na co dzień?!" Bo nie ma ich, przysięgam... My, miastowe i wózkowe stworzenia mijamy tylko moją I. z Jej Królewną i ich dodatkowym chromosomem (ja to z miłością, nie gniewajcie się moje kochane :) i jedną jeszcze mamę z dziewczynką, którą kojarzę po pink umbrelli. I tyle. Tyle i koniec. Nie ma naszych w rossmanie, nie ma ich w multiplexie, nie ma na lodach w Rynku. Dlaczego? Bo wychodzą raz w roku w paradzie nie-równości?
Nie wiem, może my z I. to źle odbieramy no ale odbieramy jak odbieramy... Bo co w zasadzie chce się pokazać poprzez pochód przez swoje własne miasto takiej ilości osób niepełnosprawnych? "Hej, jesteśmy tu!"? No jesteśmy, a skoro tak to bądźmy na Grodzkiej w piekarni, na rogu na lodach z automatu, na przystanku na Grunwaldzkim i na poczcie. Wszędzie tam mamy prawo być. I pani Basia i Kasia i Blanka z rettem. Wiadomo, jest część osób, które z powodu ograniczonej możliwości ruchu rzadko mogą "bywać" ale to jakiś procent. Reszta może.  Jest przecież częścią tej małej społeczności o nazwie Ś., tworzymy ją razem. Musimy się "wymieszać" żeby to miało w ogóle sens.
A co jakbym skrzyknęła swoje koleżanki, no powiedzmy - te co noszą okulary albo karmią piersią i byśmy poszły z wywalonymi na wierzch i sztandary brylami, ew. cycami, coby zademonstrować "Hej, jesteśmy tu!". Ułatwiłoby to nie-okularnikom i nie-karmiącym zbliżenie się do nas? Zaakceptowanie? Przyjęcie jako coś (kogoś!) naturalnego? Nie wiem czy takiego typu przemarsze nie podkreślają tylko faktu "jesteśmy inni". A ja, matka Blanki nie chcę czuć, ani tym bardziej nie chcę żeby Ona czuła, że jest inna, w sensie - gorsza. Każdy jest inny, każdy jest taki sam, każdy jest równy. W moim idealnym i wymarzonym świecie przynajmniej, w którym nie trzeba zbierać się raz w roku w grupę by zaznaczyć swoją równość idąc z flagami i transparentami przez miasto.

                                                                                                          A.

Grafika pochodzi ze strony: www.genius.com

3 komentarze: