No nie odwrotnie przecież. W naszym małym świecie w sumie wszystko kręci się wokół jedzenia. B. od zawsze lubiła te sporty pomimo, że don rett-pedro utrudnił Jej je maksymalnie. W sumie niewiele w tym życiu nam i Jej przyjemności zostało, to dobrze można się chociaż nażreć. W przeciągu ostatnich paru lat zdobyłam tytuł karmiciela od zadań specjalnych, oberwałam milion razy jedzeniem między oczy, wylałam tony picia i tyleż samo łez... Karmienie Blanki nie jest łatwe ale skoro na razie ma słuszną wagę (19 kg) i nie zasuszyła się na rodzyna to uznaję, że można dalej wlec tą naszą kulinarną przygodą bez peg-a w tle.
To teraz trochę o tym co B. lubi a czego nie. Ze słodyczy to najbardziej oczywiście mielone i inne trupy, dalej nie zaakceptowała podstawy naszej diety czyli jabłek i nienawidzi pić. (Niebawem o piciu z nowego mega-kubka ale na razie o tym cicho sza bo jesteśmy w fazie testów na ludziach. Mam tu dwa, które testują.)
Lubię patrzeć jak je ze smakiem... Widać, że to Ją cieszy (no nie zawsze oczywiście). Na złość rettowi stara się ciamkać, chce próbować nowych smaków, wypluwa niby niechcąco niedomiksowane kawałki. To jest jakaś codzienna przygoda dla Niej i coś co daje mi poczucie "dziecko najedzone - dziecko szczęśliwe". Moja ukochana Babunia zawsze mawiała, że wszystko można sobie odpuścić, ale porządny obiad musi być :) Poniżej i powyżej B. w akcji pt. "pieczone-jabłko-blues" :D
A.

Jaki blues? Jak o "nie zaakceptowała jabłek"? Ja widzę, ze waćpanna doskonale się bawi smakując "pieczyste" :)
OdpowiedzUsuńJa się dziecku nie dziwię;) też wolę mielonego (szczególnie w wydaniu mojej mamy) od jabłek;)
OdpowiedzUsuńO to ja ciekawam oczywiście tych kubków i testów :>
OdpowiedzUsuńZainspirowałam się Waszym Doidym :) Muszę pocykać foty i piszę o tym naszym cód-kubku :))
Usuń