wtorek, 22 września 2015

Lubię mówić z Tobą

Posilę się na coś optymistycznego, chociaż łatwo przez te moje lumbagi nie będzie. Przypomniało mi się jak pani Kowalska też stwierdziła (albo jej menadżer), że po dołujących klimatach czas na coś optymistycznego, no i zaśpiewała. Ja jej nie uwierzyłam. Bo jak całkiem wbrew naszej jesienno-mędzącej naturze robić takie słodko pierdzące wyskoki, no jak? Tak jakby Prezesa Kaczyńskiego wysłać na Woodstock i patrzeć jak się dobrze bawi. Ale dobra, pomimo, że całe wiadro rett-pomyj we mnie buzuje to zmuszę się do jakiegoś przyjaźniejszego wpisu. Będzie o małym gadu-gadu z B.
Fakt jest taki, że miła pogawędka z Blanką zamkniętą w Jej dość szczelnym skafandrze nie jest szczególnie łatwa a nawet może być niemiła. Łatwa nie jest bo trzeba się wykazać niemałą inwencją twórczą by nadać dialogowi-monologowi jakiś głębszy sens, sympatycznie też być nie musi, bo B. nie owija w bawełnę; przynudzasz i nie nadajesz na Jej falach - obdarzy znudzonym spojrzeniem i zapnie skafander pod samą szyję. Ale można, ja-matka, przysięgam, że można. I warto! A każda, nawet nie wiem jak kwadratowa próba podjęcia z Nią rozmowy jest dla mnie jak kwiaty, wiosna, waniliowy shake i kawa z sernikiem razem wzięte. Coś wspaniałego po prostu. Są rzeczy, które taką wymianę zdań i uprzejmości z pewnością ułatwią.
  • Zejdź do Jej poziomu. To chyba działa cuda ze wszystkimi i chodzi o bycie face-to-face a niekoniecznie o wspólne klepanie na cztery ręce. B. uwielbia jak widzi z kim gada i to jak widzi wyraźnie. Obserwuje oczy, usta, czyta z twarzy, tylko trzeba się nie bać i Jej na to pozwolić. Jak się dorzuci jeszcze z jeden uśmiech to nie ma bata - B. jest nasza a kanał komunikacyjny tak otwarty, że aż przeciąg. 
  • Nie tylko mów, ale pytaj. Kiedyś jak słyszałam "Co, Blanka?" to jedyne co mi się cisnęło to "jajco" albo coś tam w zoo. Bo przecież Ci nie odpowie, po cholerę  się pytasz. Ale to był ciężki czas i kiepski etap... Teraz uwielbiam, jak ktoś Ją zachęca do rozmowy, sami często używamy tego fortelu pt."Cio, Blanusiu, cio?" jak chcemy Ją wyrwać z tych Jej marazmów. Często działa, bo Blanka jeszcze na szczęście zawsze coś.
  • Przedszkole. Temat-rzeka, no bo poprawczak, to przecież Jej własny kawałek życia, do którego my mamy ograniczony dostęp. Taki prawie tylko Jej. Od kiedy Dziadek zapytał B. "A jak tam Kuba, Zuzka i Adaś?" tak do teraz można tym zdaniem Ją otworzyć. Wszystko opowie (no oczywiście  pewne kwestie dopuszczają baaardzo szeroką interpretację). Oczy mówią, dusza śpiewa, B. w niebie. 
  • Śpiewać każdy może. Wiem po sobie, chociaż Mami mnie pociesza, że nie jest tak źle. A. śpiewa Jej zawsze "Kundel bury" i "Kurka mała" siejąc zamęt wśród matek na placu zabaw, ale co zrobisz, Lejdi słucha, nawija i jest szczęśliwa a to najważniejsze.
I tak to mniej więcej wygląda... Wiem, że jest koszmarnie trudno rozmawiać z kimś, kto nie mówi w sensie werbalnym. To jest trudne emocjonalnie, bo trzeba się jakoś tak obnażyć, wywalić wszystkie swoje uczucia całkowicie na zewnątrz. Pozwolić sobie i Jej  popłynąć. Bo Ona tam jest i czeka. I z pewnością marzy, żeby pogadać czasem z kimś innym niż matka, bo ta ciągle tylko o swoich gnatach i jaki to rett jest paskudny.

                                                                                                     A. 

P.S. Muszę doprecyzować. Komputer z haj faj sprzętem nie rozwiąże u nas sprawy. B. nie pokaże mi, że chce jabłko a nie banana, nie wskaże nic wzrokiem, nie umie żadnych sztuczek pt. "B. pokaż oczami". Nie, nie, nie, niestety. Nie po tym co padaczka zrobiła Jej przez ostatnie dwa lata. 
Ona gada na emocjach, opowiada, kocha i nienawidzi oczami. To jest więcej niż komputer za kilkanaście tysięcy złotych, przynajmniej dla mnie, dla Niej i na ten etap choroby. Zresztą nie wszystkie rozmowy muszą od razu mieć praktyczne zastosowanie. Kocham te nasze o dupie marynie również :))

Grafika pochodzi ze strony:  www.revistasanatoriogeral.com.br

9 komentarzy:

  1. Kocham ten wpis i jego prawdę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Agata , (nie wiem czy Ci juz o tym pisalam)moja kolezanka ma coreczke z Rettem - ta dziewczynka jest w wieku Blanki i w podobnym "stanie" - dostala komputer do sterowania oczami i po paru tygodniach cwiczen dziewczynka komunikuje ze swiatem swoje potrzeby i potrafi sie sama soba zajac np. wlaczajac w tym komputerze ulubione piosenki , czy ogladajac zdjecia rodziny.czasami potrzebna jej jest pomoc do utrzymania glowy, ale z tym komputerem jest zupelnie innym dzieckiem - pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  3. My mamy możliwości komputera i innych dupereli a i tak najlepiej nam się gada patrzac w oczy. Oczy mówią wszystko... a jak jeszcze Flashlight JesseJ jej zaspoewam to widzę jak spiewa ze mną...

    OdpowiedzUsuń
  4. My mamy możliwości komputera i innych dupereli a i tak najlepiej nam się gada patrzac w oczy. Oczy mówią wszystko... a jak jeszcze Flashlight JesseJ jej zaspoewam to widzę jak spiewa ze mną...

    OdpowiedzUsuń
  5. My mamy możliwości komputera i innych dupereli a i tak najlepiej nam się gada patrzac w oczy. Oczy mówią wszystko... a jak jeszcze Flashlight JesseJ jej zaspoewam to widzę jak spiewa ze mną...

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam codziennie tete-a-tete z synkiem, dorzucę i Blankę :). Też gadam o dupie maryni.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tytuł tego wpisu to mistrzostwo lapidarnej precyzji i dowód Twojego daru do korzystania z piękna języka polskiego - perełka językowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to nie moje, to z piosenki :))) Nie mam żadnych darów, ale dziękuję :*

      Usuń