poniedziałek, 5 października 2015

Logo-przypadki z życia Blanki i matki

W nawiązaniu do poprzedniego wpisu, i tak w ogóle - bo trochę się tych logoped w życiu przeszło, jednych mniej, innych bardziej kosmicznych, więc jest o czym pisać. Zawsze ta część terapii Blanki wzbudzała we mnie emocje.
Od rodziców (czyt. od matki) wymaga się bycia rehabilitantami, logopedami, terapeutami itd., co na początku naszej drogi wydawało mi się całkiem rozsądne. Teraz, gdy same mamine obowiązki zajmują mi 95 % doby widzę to trochę inaczej i w to pozostałe 5 % nieszczególnie chętnie oddaję roli logopedy mojej córki. 
Ale kiedyś było tak, że robiłam co kazały a egzamin z domowej logopedii stosowanej trzeba było zdawać codziennie. Bo stóp możesz nie masować, dłoni nie ćwiczyć, obrazków nie pokazywać a i tak nikt się nie dowie. Powiesz, że rypiecie całą dobę i gitara. A z byciem domowym logopedą już nie jest tak łatwo. Fakt, nie musisz nauczyć mówić (tak jak to udało się mnie) ale jednak karmić i poić już zdecydowanie tak. Egzamin trwa, codziennie a logoped patrzy. I pyta, i zwraca uwagę, że "dalej dziecko z kubka pić nie umie"...
Skoro z mówieniem poszło nam tak jak każdy widzi, Anioł milczy i z bani, to ze sztabem ekspertek po kolei wzięłyśmy się za naukę gryzienia, żucia i picia z różnych pojemników. Z karmieniem w sumie jest pewien problem, bo wydaje się ono być czymś instynktownym, czymś co kobieta robi intuicyjnie na fali matczynej miłości; najpierw daje pierś, butelkę, łyżeczkę, kubek, coś tam. I jest flow. Powiedzieć matce, że nie umie karmić swojego dziecka to jak dać jej w pysk, wiem po sobie... W momencie fascynacji chrupaniem ten mój i Blanki wspólny flow został nagle i ze szczególnym okrucieństwem zamordowany. Dupnął regres i Blanka przestała nawet umieć ściągać pokarm z łyżeczki. Zostało Jej tylko picie z butelki (które jak już kiedyś wspominałam, decyzją jednej z logoped, musiało być czym prędzej ukrócone). Robiłam co mogłam, co czułam, wszystko byleby Ją nauczyć, całymi godzinami, miesiącami, czasem wyłyśmy obie, że się nie da, nie umie zrobić dzióbka, nie układa ust na rancie kubka.  Ale walczyłam, masowałam, naciskałam, uciskałam, domykałam, kontrolowałam niedający się kontrolować język itd. Wracałam na terapię i czułam ten wzrok "dalej nie ma postępu"... Owszem, postęp był, ale choroby. I to zajebisty, bo dołączyła padaka, która ze wszystkich osiągnięć umie zrobić sieczkę. Było źle, nie tak, no jak?!, beznadzieja. W nasze karmienie i pojenie zaczęła wchodzić pewna nerwica, trzęsące się ręce i buzia, która błaga "dajże mi jeść i święty spokój, tylko tyle...". Ale nie, trzeba prowadzić domową terapię, mimo, że matka nie umie, dziecko nie chce, wszyscy płaczą i są głodni.
Mijały miesiące i logopedy a z nimi moje kolejne doły w tej delikatnej materii i Blanki zapał do współpracy. Podchodziłam z kubkiem a Ona płakała. W końcu powiedziałam pass, logoped się zmieniła i nastała wyczekana chwila kiedy to realia nie wzbudzały w nas wyrzutów sumienia, że proces terapii nie idzie tak jakbyśmy chciały. Albo po prostu ja już się nie dałam wpędzić w ten kanał. Zaczęłam uczyć siebie i Blankę jeść. Tak po prostu, od początku i bez teorii logopedycznych. Zaufanie B. wróciło, moja wiara w siebie również; znów umiałyśmy jeść i się karmić. Jakieś doświadczenie już miałam więc pomału i wtedy gdy miała dobry dzień przemycałam Jej drobne logo-sztuczki, masaże, stymulacje itp. I tak jedziemy do dzisiaj. Współpraca z panią logopedą polega na tym, że ja jestem matką karmiącą, która w miarę możliwości dokłada do tego całego cyrku element terapii logopedycznej, ona jest logopedą Blanki, która uczy, masuje, stymuluje i którą B. na szczęście i szczerze uwielbia. I tyle. Bez pretensji, frustracji, że dalej się nie udaje nauczyć tego czy tamtego, dociekania kto zawala. Bo nie zawala nikt (za wyjątkiem retta). Robimy wszystko co się da a priorytetem jest szczęśliwa, najedzona i napita B. A czy i jak to się uda osiągnąć to już zależy tak naprawdę od retta, bo wyżej niego się nie podskoczy.

                                                                                               A. 

Grafika pochodzi ze strony:  bajkowymlyn.blogspot.com

2 komentarze:

  1. Mogłabyś niejednego logopeda nauczyć uczenia karmienia w warunkach hmm trudnych. Zgłaszam się pierwsza!

    OdpowiedzUsuń