Zależność jest taka, że im więcej cukierków, tym
mniej napadów ale też mniej B. Bardzo mniej. A czasem tak mniej,
że aż boli. Kontakt jest mocno ograniczony, bo B. drzemie/ chrapie/
czuwa/ leży itd. nawiązując znacznie mniejszą interakcję z
otaczającym światem niż to było wcale nie tak dawno temu.Zakotwiczona jeszcze na szczęście jest i nie odleciała całkowicie, bo jak się przebudzi czy my Ją wyrwiemy to i się pogapi i uśmiechnie, bajkę nawet czasem oglądnie, poświrujemy, pochrzanimy głupoty, jak zawsze. Ale fakt pozostaje faktem – mało jest B. i rozmowa z Nią (nawet ta na oczy) jest mocno utrudniona.
Nasza Pani Psycholog przybyła ostatnio w ten trudny czas z
mocno dla mnie odkrywczą myślą, że szeroko pojęty kontakt, to
nie tylko słowo za słowo, oko za oko i dobranoc za noc. Przecież
kontakt sam w sobie zaczyna się zaraz po urodzeniu od dotyku, to
czemu by teraz do niego nie wrócić? Co innego nam pozostaje; słowo
za słowo odpadło dzięki uprzejmości retta już dawno, oko trochę
niestety już też bardziej na Maroko, więc tylko on...
Zaczęłam o tym
myśleć, tak bardziej szeroko. Bywało, że Jej długa
noga zamiast się układać na przykład do rajstopa waliła
mnie prosto w zęby a ja, zamiast ogarnąć te kończyny pokojowo, to Ją szarpnęłam. Albo próbując Ją postawić,
bez chęci współpracy za to z moimi cieśniami nadgarstków
złapałam tak, że z pewnością zabolało... Najczęściej z
bezsilności, czasem z nerwa, czasem z rozpaczy, nieważne, to ja
jestem duża i pełnosprawna, powinnam myśleć o tym, że dotyk to
też forma rozmowy. A często wygląda to tak, że szybko, szybko,
jedzenie leci z paszczy, ja w górę, Ona w dół i chwyt, który ma niewiele wspólnego z terapią miłości.
Dało mi to wszystko
trochę do myślenia. Jak sobie Ją tak porozkładam na części
pierwsze, to łatwo można zauważyć, że jak każde chyba dziecko,
Ona uwielbia dmuchanie w grzywkę, czochranie po lokach,
gilgotki, pieszczotki i tym podobne. Jako postanowienie noworoczne, lekko już przeterminowane, postanowiłam, że muszę większą uwagę przykładać do
tego jak Ją dotykam przy okazji tych wszystkich czynności i naszej nierównej walki z grawitacją... I żeby moje łapy mówiły Jej przede wszystkim „Mama kocha nad życie” a nie „Co za cholerne rajtuzy" albo "Zaraz mnie szlag jasny na to wszystko trafi”.
A.
Grafika pochodzi: naturalnecentrumzdrowia.pl
Piękne postanowienie, nawet jeśli nieco przeterminowane, to godne realizacji. Jak widać, zawsze można zrobić coś jeszcze więcej niż nam się początkowo wydaje. Twoja uważność jest przecudna.
OdpowiedzUsuńWartościowa uwaga, wcale nie tylko dla Rettek :)
OdpowiedzUsuńNajmądrzejsza z wszystkich Agat!:))
OdpowiedzUsuńAle wróci jeszcze? Bardzo sie Wami przejmuję i ściskam Blaneczkę czule wirtualnie.
OdpowiedzUsuń