poniedziałek, 15 lutego 2016

Jeszcze o tuczu patyczaka

Kilka osób pisało z zapytaniem, jak mi się udało tą moją dziewczynkę podtuczyć, więc zaraz wypunktuję wszystko jeszcze raz. Trzeba zauważyć, że żaden ze mnie samozwańczy ekspert od tuczu Rettek a wszystkie poniższe rady należy przepuścić przez pryzmat swojego dziecka i zdrowego rozsądku i ewentualnie się zainspirować lub nie ;) Drugą ważną rzeczą jest fakt, że u nas nabijanie wagi B. to nie jest czas dokonany, tylko ciągle piłka w grze. Teraz mamy kolejne zapalenie oskrzeli i znów nie chce jeść a waga pikuje w dół. Także walczymy o każde pół kilo dalej. Dobra, uporządkujmy te moje pomysły na tuczenie dziecka.
Najpierw pomysły całkiem nie trafione, które się okazały ni przypiął, ni przyłatał do Blanki:
  •  zwiększenie porcji - żołądek B. jest mały i każdy nadmiar odda, woli zjeść mniej a częściej
  •  śmietana, majonez, smalec, słonina - widząc wzrok Blanki na jakiś mój majonezowo-tuńczykowy wynalazek wiedziałam, że nie tędy nasza droga. B. nie lubi jeść tłusto, koniec kropka. My też w sumie nie lubimy, więc nie dziwne
  • cukier - nie wiedzieć czemu to moje dziecko nienawidzi słodkiego, po miodzie kaszle jak opętane, na nutellę się krzywi. Kosmitka. W każdym razie cukrem się Blanki nie upasie, ale to może i lepiej, bo niezdrowe, biała śmierć i ble
  • kasza jaglana - miss w śród kasz, modna, wygodna, wszystko wiem, ale do tej pory nie udało mi się odnaleźć patentu by nie była gorzkawa no i B. po prostu jej nie lubi, więc odpuściłam
  • ryby - to jest niestety żniwo lat suplementacji tranem, cofa Ją na każdą jedną rybę świata, dlatego chcąc oszczędzić nam wymiotów nabijamy omegi z innych źródeł, a jak trzeba to walimy jakieś kapsy z tranem.
Patenty, na które B. poszła a waga poleciała w górę:
  • zwiększenie liczby posiłków - do 5 albo i 6 dziennie, na początku też dodatkowy posiłek w nocy (nutridrink na pół-śpiochu). Na małe przekąski w ciągu dnia sprawdził się banan, danonek czy pieczone jabłko
  • dobijanie kaloryczności - do deserku kilka orzechów (nerkowca albo innych, czy np. migdałów), łyżka masła orzechowego, wiórki kokosowe, kostka czekolady do słodkiego, soczewica do zup, żółtko do sosów i deserów
  •  nutridrinki - generalnie się sprawdziły, ale nie jako zamiennik każdego posiłku, na początku dawałam raz dziennie, potem w razie "W", albo jako posiłek w podróży, chorobie itd. bo przy dużej ilości miałyśmy czasem sensacje żołądkowo-jelitowe.  Poza tym te wszystkie kaloryzery (dobijacze kalorii, Nestle robi takie, można kupić) jakoś nam nie podeszły, sztuczne to jakieś, nie wiem
  • tłuszcze - łyżeczka tłuszczu do wszystkiego (kupa też się z tego ucieszy), dodaję masło, olej rzepakowy, lniany, winogronowy a z kokosowym się chyba pożegnałam, bo czytałam gdzieś, że ma dużo złych tłuszczów i że lepiej się nim smarować niż jeść
  • kasze - moje dzieci są wychowane na kaszach, jedzą wszystkie na zmianę (oprócz jaglanki niestety): manną, jęczmienną, gryczaną (niepaloną uwielbiają), kukurydzianą, pęczak, ryż i inne
  • smoothie (czyli po polsku smuty :p) - z banana z różnymi owocami, łyżką słonecznika, suszonymi śliwkami, płatkami owsianymi, orkiszowymi, co tam złapię, fajne na zagrychę, deser, starter i też jako bardzo pożądane u nas źródło płynów 
  • chude mięsa, drobiu mało, generalnie obcięłam Jej ostatnio racje mięsne, dostaje tyle co się mieści na dłoni (Jej, nie mojej) i tyle. Czasem zdarzy się wkąsić karkóweczkę i też nie narzeka
  • suszone owoce - morele, śliwki, żurawina.  Ekologiczne modnie kupuję, żeby nie były sypane siarką, bo po co nam ona
  • przyprawy - wszystko zielone, dużo cynamonu (zdrowy niby), wanilia, kardamon, curry, czosnek itd. Dzięki nim można osiągnąć punkt następny, czyli:
  • różnorodność - B. lubi jeść, co nie zmienia faktu, że jak się matka nie postara to ta jeść nie będzie. Jak nie dobre to się wstydzi i koniec, no i niestety trzeba cudować, zmieniać, urozmaicać.
I tak to mniej więcej u nas wygląda. Jest trochę dodatkowej roboty ale też jest fun, bo jedzenie jest fajne, nie? B. też tak uważa i dlatego dobrze, że udało nam się na razie umknąć peg-owi.

                                                                                                A.  
Grafika pochodzi ze strony: www.basenotes.net

6 komentarzy:

  1. Jula za dużo też nie waży -23,5 kg.
    Wyniki krwi ok- zawsze takie były.
    Nikt nam nie kazał "upaść" jej aby uniknąć PEG-a.
    Jednak pojawił się masakryczny problem....Julia ma ogromny problem z przyjmowaniem posiłków :(
    dławi się, krztusi, zachłystuje.... My chyba z tego powodu nie uciekniemy PEG-owi..... :(
    Wam kochane laseczki życzę aby "tuczenie" dalej przybierało na sile a Wy razem z nim :)
    No i żebyście nigdy nie musieli rozważać założenia PEG-a .
    Całuję i ściskam każdą z dam z osobna :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To raczej Olu nie była kwestia aż tak niskiej wagi (te 16 kg z hakiem nikogo nie szokuje przy tego typu chorobach co mają nasze dzieci) ale o bardzo szybki spadek wagi, bo w niecałe pół roku zleciała z prawie 21 do lekko ponad 16. Procentowo to dużo. Poza tym o odwodnienie, z tym to u nas wieczna walka :/
      Kochane, przyjdzie etap, że więcej z jedzeniem męki niż pożytku i wtedy chyba peg ratuje sprawę. Wyczujecie (i my też) ten moment. Oby Dziewczynom i nam było łatwiej.Całujemy :*

      Usuń
  2. Agata - kaszę jaglaną trzeba zalać wodą , zagotować , zlać wodę , zalać ponownie , zagotować i znowu zlać i trzeci raz zalać i juz dogotować do miękkiej , próbowałam , działa. Z kaszy jaglanej robiłam pastę - mmiksujesz kaszę z suszonymi pomidorami , dla mnie pycha , może i Blance posmakuje ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz! Sprobuje bo ta goryczka nas do szalu doprowadza :)))

      Usuń
  3. Dziewczyny , Peg nie jest straszny !!! naprawdę , wręcz pomaga , wiem co piszę !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, ze nie jest, ma pomoc. I przyjdzie zapewne dla nas na niego pora. Ale poki mozna powalczyc i sie ta walka nie umordowac to chyba warto :)

      Usuń