Kilka osób pisało z zapytaniem, jak mi się udało tą moją dziewczynkę podtuczyć, więc zaraz wypunktuję wszystko jeszcze raz. Trzeba zauważyć, że żaden ze mnie samozwańczy ekspert od tuczu Rettek a wszystkie poniższe rady należy przepuścić przez pryzmat swojego dziecka i zdrowego rozsądku i ewentualnie się zainspirować lub nie ;) Drugą ważną rzeczą jest fakt, że u nas nabijanie wagi B. to nie jest czas dokonany, tylko ciągle piłka w grze. Teraz mamy kolejne zapalenie oskrzeli i znów nie chce jeść a waga pikuje w dół. Także walczymy o każde pół kilo dalej. Dobra, uporządkujmy te moje pomysły na tuczenie dziecka.Najpierw pomysły całkiem nie trafione, które się okazały ni przypiął, ni przyłatał do Blanki:
- zwiększenie porcji - żołądek B. jest mały i każdy nadmiar odda, woli zjeść mniej a częściej
- śmietana, majonez, smalec, słonina - widząc wzrok Blanki na jakiś mój majonezowo-tuńczykowy wynalazek wiedziałam, że nie tędy nasza droga. B. nie lubi jeść tłusto, koniec kropka. My też w sumie nie lubimy, więc nie dziwne
- cukier - nie wiedzieć czemu to moje dziecko nienawidzi słodkiego, po miodzie kaszle jak opętane, na nutellę się krzywi. Kosmitka. W każdym razie cukrem się Blanki nie upasie, ale to może i lepiej, bo niezdrowe, biała śmierć i ble
- kasza jaglana - miss w śród kasz, modna, wygodna, wszystko wiem, ale do tej pory nie udało mi się odnaleźć patentu by nie była gorzkawa no i B. po prostu jej nie lubi, więc odpuściłam
- ryby - to jest niestety żniwo lat suplementacji tranem, cofa Ją na każdą jedną rybę świata, dlatego chcąc oszczędzić nam wymiotów nabijamy omegi z innych źródeł, a jak trzeba to walimy jakieś kapsy z tranem.
- zwiększenie liczby posiłków - do 5 albo i 6 dziennie, na początku też dodatkowy posiłek w nocy (nutridrink na pół-śpiochu). Na małe przekąski w ciągu dnia sprawdził się banan, danonek czy pieczone jabłko
- dobijanie kaloryczności - do deserku kilka orzechów (nerkowca albo innych, czy np. migdałów), łyżka masła orzechowego, wiórki kokosowe, kostka czekolady do słodkiego, soczewica do zup, żółtko do sosów i deserów
- nutridrinki - generalnie się sprawdziły, ale nie jako zamiennik każdego posiłku, na początku dawałam raz dziennie, potem w razie "W", albo jako posiłek w podróży, chorobie itd. bo przy dużej ilości miałyśmy czasem sensacje żołądkowo-jelitowe. Poza tym te wszystkie kaloryzery (dobijacze kalorii, Nestle robi takie, można kupić) jakoś nam nie podeszły, sztuczne to jakieś, nie wiem
- tłuszcze - łyżeczka tłuszczu do wszystkiego (kupa też się z tego ucieszy), dodaję masło, olej rzepakowy, lniany, winogronowy a z kokosowym się chyba pożegnałam, bo czytałam gdzieś, że ma dużo złych tłuszczów i że lepiej się nim smarować niż jeść
- kasze - moje dzieci są wychowane na kaszach, jedzą wszystkie na zmianę (oprócz jaglanki niestety): manną, jęczmienną, gryczaną (niepaloną uwielbiają), kukurydzianą, pęczak, ryż i inne
- smoothie (czyli po polsku smuty :p) - z banana z różnymi owocami, łyżką słonecznika, suszonymi śliwkami, płatkami owsianymi, orkiszowymi, co tam złapię, fajne na zagrychę, deser, starter i też jako bardzo pożądane u nas źródło płynów
- chude mięsa, drobiu mało, generalnie obcięłam Jej ostatnio racje mięsne, dostaje tyle co się mieści na dłoni (Jej, nie mojej) i tyle. Czasem zdarzy się wkąsić karkóweczkę i też nie narzeka
- suszone owoce - morele, śliwki, żurawina. Ekologiczne modnie kupuję, żeby nie były sypane siarką, bo po co nam ona
- przyprawy - wszystko zielone, dużo cynamonu (zdrowy niby), wanilia, kardamon, curry, czosnek itd. Dzięki nim można osiągnąć punkt następny, czyli:
- różnorodność - B. lubi jeść, co nie zmienia faktu, że jak się matka nie postara to ta jeść nie będzie. Jak nie dobre to się wstydzi i koniec, no i niestety trzeba cudować, zmieniać, urozmaicać.
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.basenotes.net
Jula za dużo też nie waży -23,5 kg.
OdpowiedzUsuńWyniki krwi ok- zawsze takie były.
Nikt nam nie kazał "upaść" jej aby uniknąć PEG-a.
Jednak pojawił się masakryczny problem....Julia ma ogromny problem z przyjmowaniem posiłków :(
dławi się, krztusi, zachłystuje.... My chyba z tego powodu nie uciekniemy PEG-owi..... :(
Wam kochane laseczki życzę aby "tuczenie" dalej przybierało na sile a Wy razem z nim :)
No i żebyście nigdy nie musieli rozważać założenia PEG-a .
Całuję i ściskam każdą z dam z osobna :*
To raczej Olu nie była kwestia aż tak niskiej wagi (te 16 kg z hakiem nikogo nie szokuje przy tego typu chorobach co mają nasze dzieci) ale o bardzo szybki spadek wagi, bo w niecałe pół roku zleciała z prawie 21 do lekko ponad 16. Procentowo to dużo. Poza tym o odwodnienie, z tym to u nas wieczna walka :/
UsuńKochane, przyjdzie etap, że więcej z jedzeniem męki niż pożytku i wtedy chyba peg ratuje sprawę. Wyczujecie (i my też) ten moment. Oby Dziewczynom i nam było łatwiej.Całujemy :*
Agata - kaszę jaglaną trzeba zalać wodą , zagotować , zlać wodę , zalać ponownie , zagotować i znowu zlać i trzeci raz zalać i juz dogotować do miękkiej , próbowałam , działa. Z kaszy jaglanej robiłam pastę - mmiksujesz kaszę z suszonymi pomidorami , dla mnie pycha , może i Blance posmakuje ??
OdpowiedzUsuńO widzisz! Sprobuje bo ta goryczka nas do szalu doprowadza :)))
UsuńDziewczyny , Peg nie jest straszny !!! naprawdę , wręcz pomaga , wiem co piszę !!!
OdpowiedzUsuńPewnie, ze nie jest, ma pomoc. I przyjdzie zapewne dla nas na niego pora. Ale poki mozna powalczyc i sie ta walka nie umordowac to chyba warto :)
Usuń