Naszą listę zawsze dzielę na to co bierze B. a co opiekun (tu: Ojciec, prawie święty, znów się sprawdził) oraz tych kilka(naście) rzeczy wspólnych. Tak zwane plecy robimy z naszego kombiaka, który na czas pobytu staje się cygańskim tabor, w którym jest wszystko co może się przydać (bo mamy do szpitala 50 km i nie tak hop siup się dowiezie). No więc, dla Blanki:
- ciuchy, piżamy, bielizna, dużo, bo zima (tym razem zdarzyły się wymioty w napadzie, więc cały jeden dresik odpadł na samym wstępie)
- pieluchy, chusteczki i podkłady do przewijania - a dla 8-latki całe opampersowanie zajmuje już trochę miejsca
- ręcznik, kosmetyki, szczotka do włosów, szczotka i pasta do zębów
- kubek, łyżeczki, strzykawki do leków, talerzyk, śliniaki, pieluchy do obcierania buzi (żadna z tych rzeczy nie jest przez szpital zapewniana)
- leki - u nas jest tak, że pani pielęgnica zabiera zapas z domu i rozdaje, bo swojego nie mają, plus koniecznie coś w razie problemów z Qpą, jakiś czopek, Melilax.
- wlewki - też mamy bo bywało, że w nerwicy podczas napadu na oddziale słyszeliśmy "a nie macie swoich?!". No to mamy, zawsze
- wózek - który jest obiektem wielce niepożądanym, mimo, że stanowi Blanki nogi, musi stać przy drzwiach oddziału a nie pod ręką
- buty na zmianę, papcie, coś w tym stylu
- papierologia - historia choroby (jest imponująca, naprawdę), książeczka zdrowia, orzecz. o npspr (żadną moc ma ten papier na oddziale...) i inne
- jedzenie - bo czasem dieta miksowana wygląda jak zlewki z dnia poprzedniego potraktowane blenderem. Więc kasze w razie małego głoda, deserki, owocki, banany, soczki, obiadki.
- ciuchy
- klapki (pod prysznic), ew. inne obuwie domowe
- ręcznik
- mydło, szczotka, pasta, kubek
- zimna woda (do zrobienia kaszy, kawy etc)
- koc/ śpiwór/ poduszka, gdyby udało się spać na czymś bardziej ekskluzywnym niż krzesło
- talerz, widelec, kubek, nóż
- prowiant suchy, gorące kubki, pieczywo, konserwy, kawa, herbata, cukier w słoiku, mleczko do kawy.
- mini czajnik - zawsze mamy, w konspiracji, bo nielegalnie. Nie wolno mieć wrzątku w sali. Wolno stać dwie godziny w kolejce do jednego jedynego czajnika na oddziale
- laptok, tablet - żeby nie zwariować i bajki leciały
- zapas dwuzłotówek na telewizor, pięciozłotówek na internet i stówek na tzw. pobyt z pacjentem ( co nie jest jednoznaczne z "łóżkiem dla rodzica" ale o tym następnym razem
- czarny marker do podpisywania jedzenia w oddziałowej lodówce (bywało, że cały misternie gromadzony zapas lądował w koszu, bo był niepodpisany, a akurat nie było czym podpisać...)
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.TipToeTens.com i www.nationalgeographic.com


O Matko, O Ojcze!!!!!!!
OdpowiedzUsuńBrawo Wy! "Miszcze" logstyki :-) Tatuś super sie spisałeś :-)
OdpowiedzUsuńA gdzie lezeliscie? Jeśli w CZD w Wawie, to mieszkam obok i następnym razem pomogę, dajcie tylko znać. Czasem piorę albo gotuję, działam w grupie pomocowej
OdpowiedzUsuńWoooW! Kochana Ty! <3 Nie, to Wrocek nasz umiłowany, Marciniak. W CZD bywalim kiedyś ale się chyba już nie wybierzemy póki co. Dziękuję!
Usuńwiesz, że trzymam za Was kciukasy!
UsuńNajprawdziwsze true..., U NAS jeszcze karteczki samoprzylepne, woreczki foliowe Ikea oraz pieluchy tetrowe na wymioty i uwaga! - grzałka turystyczna PRL - DO GOTOWANIA jajka na miękko, bo na kolacje MUSI być.., więc i mały garnek, bo w ich aneksach kuchenych mikrofala only..tiaa...
OdpowiedzUsuń