Przeczytałam w internetach zdanie streszczające książkę "Mamy z innej planety" Krystyny Strączek o tym, że w sumie cały (no prawie) świat wymaga od nas radosnego heroizmu i aż mnie trzepnęło. Najpierw po kieszeni, bo mój paczkomat inpost już oczekuje, a potem po głowie. Bo czy to nie jest prawda?! Jest... do jasnej cholery jest.Macierzyństwo samo w sobie uświęca i błogosławi, takie cuda potrafi, że z każdym dzieckiem masz dodatkowe pieczywo albo i pińset złotych. No i przede wszystkim w Tobie zachodzi zmiana, wraz z odcięciem dziecięcia od przewodu pępowiny stajesz się matką i wyrzekasz wszelkich negatywnych emocji.
Masz prawo burknąć pod nosem raz w tygodniu (i to w stylu: "o psia noga!"), ale nie masz absolutnie prawa mieć dość, zastanawiać się jak z tego cyrku się wykręcić ani kombinować jak tu uratować choć strzępy siebie itd. Kupujesz na allegro 7-pak majtek z napisem super-woman albo "mom of the year" oraz fartuszek kuchenny na www.matka.polka.pl i zaczynasz swoją walkę o dobrostan młodych i domowego ogniska. I to się może udawać latami, kupisz super-wózek z napędem na cztery koła, mleko wybierzesz najlepsze, oduczysz szybko od smoczka, oddasz mężnie do przedszkola, będziesz podcierać zielone gile a potem sama leczyć zapalenie płuc trzy razy w roku, słowem: zrobisz wszystko by udowodnić światu, że jest super i taplasz się w roli matki-polki jak w dżakuzi z czekolady. Z całym psychicznym syfem poradzisz sobie malując paznokcie przy winie z przyjaciółką, która też ma bachory i popsioczycie razem jakie to one nieukładne na balecie, ew. pójdziesz do pracy by zdobyć kolejny stopień samorozwoju czy przywleczesz coś z lumpeksu i jakoś to będzie. Opinia publiczna zobaczy to co chce - szczęśliwą, spełnioną matkę (nie mylić z kobietą) a i Ty wyjdziesz jakoś bez większego szwanku. Najwyżej popadniesz w schizofrenię, depresję, alkoholizm, allegroholizm, czy coś innego, nie Ty jedyna, nie ma co się mazać. Ważne, że będziesz lekkostrawna dla świata, który z aprobatą mruknie pod nosem, że zuch z ciebie kobita.
A co w momencie gdy chodzisz dumnie jak paw z brzuchem o obwodzie metra, wózek wielofunkcyjny z alufelgami już czeka w pokoju, wpadasz na porodówkę a tu... klops. Albo trochę później, dziecko porozwija Ci się kilka, kilkanaście miesięcy udając podstępnie zdrowe i dopiero wtedy klops. Dzieciak jest chory. I co wtedy? Niby dalej jesteś fajna, ale jednak zmieniasz kategorię ze spełnionej matki-polki na matkę-ofiarę złego losu. Im bardziej prosisz o pomoc tym bardziej przyznajesz się do słabości (więc w końcu przestajesz). Im jesteś z otoczeniem bardziej szczera, tym trafniej wbijasz patyk w oko stojącej na piedestale bogini matki polki. A matka polka a wraz z nią cała opinia publiczna bardzo tego nie lubi... Bo to świętość, której nie można brukać ani pospolitymi łzami ani tym bardziej jakimiś historiami rodem z Uwagi, że na przykład trzepnęłaś npspr dziecko w łeb, bo kopnęło Cię w twarz przy przewijaniu.
Bo kobiety nie POWINNY rozmazywać sobie makijażu publicznie! Masz być silna/ niepokonana/ waleczna i ze stali. A z chorym dzieckiem nie jest tak prosto udawać... Ból, strach, bunt, wyrzuty sumienia, wściekłość, rozczarowanie, bezsilność, niemoc, zmęczenie... wszystko to wplata się bez znieczulenia w Twoje ideały, oczekiwania innych, marzenia i plany dotyczące macierzyństwa i życia generalnie.. A ludzkość patrzy. I wymaga. I nawet bije brawo! Że jesteś taka wspaniała, taka po prostu wymarzona matka dziecka z dysfunkcjami. Jedni zapewniają Cię, że miejsce u Bozi masz już zaklepane a inni, że to co robisz zasługuje na wszystkie honory już nawet tu na ziemi. Mało kto spyta "Mogę Ci jakoś pomóc?" (prędko okaże się, że nie musi adoptować Twojego śliniącego się dziecka, wystarczy, że na przykład potrzyma Ci drzwi) a już prawie nikt nie pozwoli Ci popłakać... Bo to by znaczyło, że superwoman chwilowo wytarła sobie tyłek peleryną superbohaterki i spektakularnie przegrała jedną z bitew. A przecież w dzisiejszym świecie oczekuje się samych sukcesów.
Mama z rett-planety
Grafika pochodzi ze strony: www.emocjamipisane.blog.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz