Dlaczego taki temat? Trochę bo zaraz Dzień Matki (jestem, specjalizacja podwójna: rett i bunt dwa- i trzylatka), Dzień Dziecka (też jestem, jedyną córką, pewnie nie do końca idealną) oraz dlatego, że jak coś napiszę, to łatwiej mi według tego postępować. I nie przestać wierzyć, że wiem co robię i robię słusznie. Decydujemy się na bycie matką (czasem los decyduje za nas) i na tym się w zasadzie kończy cała przewidywalność. Im mniej miałyśmy oczekiwań tym lepiej, bo mniej rozczarowań i frustracji nam grozi. Jak ma się wbite w głowę, że będzie jak w reklamie; ładnie, mleko-płynąco i puchato to zgubienie różowych okularów może nas kosztować zdrowie psychiczne albo i życie. Najważniejsze, żeby potem mimo wszystko wstać i spojrzeć na sytuację innym okiem - okiem, które nie oczekuje konkretnych rozwiązań tylko wskakuje do tej rzeki i daje się ponieść. Właśnie tak robię.
Miało być trochę inaczej; stado dzieci, równo wystrzyżony trawnik i pies oraz dom jak z beverly hills, no a wyszło jak wyszło. Mam retta, idealną córkę nr 1 i idealną córkę nr 2 i całkiem niegłupie życie, mimo wszystko. I kropka. Żadna z nich mnie w niczym nie rozczarowała i nigdy nie rozczaruje, rozczarować może los ale nie dzieci. A jak mimo tych górnolotnych założeń jest inaczej to jako matki jesteśmy w dupie... Bo to wszystko nie jest wcale ani łatwe ani skazane na sukces.
Zawsze będziesz na minusie
To kwintesencja macierzyństwa. Nie ma równowagi. Władujesz dziesiątki nieprzespanych nocy, zgryzione po same dziąsła zęby, miliony złotych a w zamian dostaniesz co najwyżej laurkę. Wpakujesz w dziecko tony miłości i wszystkiego innego, tylko (albo w sumie - aż) po to żeby dać mu/jej kopa w życie. Ono to odda. Ale swojemu dziecku. Jak oczekujesz, że Tobie - to raczej masz problem.
Akceptacja za wszelką cenę
Moje dzieci są prawie całkiem idealne ;) - starsza za wyjątkiem Zespołu Retta, a młodsza koloru oczu. W przypadku pierwszej tak sobie głupio założyłam, że będzie zdrowa, a drugiej, że dostanie po swoim ojcu przecudne kasztanowe oczy (bo nauczona doświadczeniem bałam się zakładać cokolwiek poważniejszego). W obu przypadkach nie dość, że nie wyszło, to nawet nie da się tego nijak zmienić i jest jak jest. A skoro mówiłam przed ich urodzeniem, że są idealne to podtrzymuję to do końca swoich dni. Jedna z rettem, druga z oczami niebieskimi jak moje. Obie są wymarzone, wyczekane, doskonałe i najwspanialsze na świecie.
Nie wypominaj
Dzieci nie są matkom nic winne. Ani za nic, tym bardziej. Moje mogą usłyszeć, że są głąbami (no w amoku oczywiście ;) ale nigdy nie usłyszą, że przez nie coś tam mi nie wyszło, albo coś straciłam. Jakiś tam dupereli nie licząc, typu przespane noce czy coś ;)
Wierz w siebie jako matkę
To Twoje życie, Ty nie kto inny ma je przeżyć, bo jest tu i teraz. I tylko Twoje. Dlatego zrób po swojemu, i to nie jest na złość komukolwiek. Masz wychować swoje dzieci zgodnie ze swoją wiarą w to co jest słuszne. Tak jak chcesz / umiesz / zakładasz. Jak uda Ci się w powiedzmy 80% to jest mega sukces. Ja na razie oscyluję na jakiś 60% ale nie tracę wiary, że to chwilowe skoki do tyłu, które stanowią tylko rozpęd. Przykład? Proszę bardzo. Mniejsza ma czas negacji wszystkiego, buntu dla buntu i fascynacji zadymą. Wg źródeł - daję gówniarze wchodzić sobie na łeb, wg mnie - wiem, że to chwilowy choć bolesny etap kształtowania się w Niej pewnej siebie osoby. Moim celem nie jest wymuszenie na Niej bezwzględnego posłuszeństwa tylko po to, by ogół mi bił brawo. Za x lat będę jeszcze z siebie dumna w tej kwestii, wiem to. Jak nie dlatego, że będzie mega pewną siebie i asertywną kobietą sukcesu to chociaż dlatego, że zostanie światowej klasy terrorystką ;)))
Mama - przyjaciółka?
Nie wiem czy się da, pewnie zależy od charakterów. Ale na pewno można ułatwić pewne sprawy poprzez nie stawianie siebie wyżej tylko (aż) dlatego, że jest się matką i było na ziemi pierwszą. Bo co to da? W takim układzie o przyjaźni raczej nie może być mowy, bo przyjaźń to jednak równowaga.
Prawda nade wszystko
Do znudzenia powtarzane motto ma zastosowanie i tu na blogu i w moim macierzyństwie. Moje dzieci wiedzą, że mama może czasem płakać, że jak emocje sięgają zenitu to się wydrze, rzuci łaciną albo i talerzem. U nas o trudnych sprawach się mówi, wywala wszystko na stół, robi publiczną sekcję zwłok by potem móc to jakoś poskładać. Bez znieczulenia i wprost. Tak chcę wychować moją młodszą córkę (ze straszą jest trochę sprawa utrudniona przez retta, bo Jej wychowanie sprowadza się do kochania, akceptacji i jeszcze raz kochania), żeby nie musiała rozbić się kiedyś o prawdziwe życie. Które jest tak samo przerażające co piękne. W którym się płacze i śmieje. Bo muszę Ją maksymalnie przygotować (lub choćby spróbować) na najtrudniejsze zadanie, które mamy wszyscy w perspektywie - odprowadzenie Jej siostry do krainy tęczy... Powalczyć o to mogę tylko wtedy, gdy dam Jej szansę przeżywania wszystkich uczuć naprawdę. Bez udawania, kadzenia, i fałszowania rzeczywistości.
Wrażliwość
U nas to dzieje się jakby samo i naturalnie; w samym oku cyklonu jest ktoś, kto wymaga stałej pomocy, pochylania się, chwilowego rezygnowania z własnego "ja chcę!" a nawet "ale ja chcę bardzo!!!". Mniejsza obserwuje. Zaczyna zauważać potrzeby innych. Na pytanie jaki miała dzień czasem odpowiada za siebie i za siostrę. Potrafi w wieku lat 3 przyjść i zapytać czemu jestem smutna. Czuję nieskromnie, że to duży sukces. Zrobię wszystko, żeby nigdy nie straciła tej wrażliwości na uczucia i potrzeby innych.
Tak biorąc wszystko do kupy - bycie matką to najtrudniejsze zadanie na świecie. Każda z nas zawali w iluś kwestiach, rozminie się z własnymi założeniami albo oczekiwaniami dziecka. Jedno jest na całe szczęście pewne - dopóki kochamy z całych sił, jesteśmy najlepszymi matkami na świecie, bez względu na wszystko inne. I dlatego warto dać z siebie 200%, mimo potknięć i wybitych zębów.
"Macierzyństwo nie jest dla słabych duchem. Żaby w salonie, pokrwawione kolana i inwektywy od nastolatki nie są dla mięczaków". Danielle Steel
Zatem niech moc będzie z nami ;)
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.pinterest.com
Masz fantastyczne córki i jesteś wspaniałą mamą :)))
OdpowiedzUsuńWzajemnie moje Dziewczyny! <3
UsuńBardzo mądry tekst, chyba najlepsze podejście do macierzyństwa, jakie kiedykolwiek przeczytałam. I to napisane tak, że trafia tam gdzie ma :) Wydrukuję sobie i magnesem na lodówkę. A to o braku oczekiwań jeszcze podkreślę na czerwono, żeby nie zapomnieć :)
OdpowiedzUsuńHahaha! Ja też :D Bo mnie się czasem moja własna teoria też zaciera i głupoty wyczyniam :D
Usuńnic dodać, nic ująć... :)
OdpowiedzUsuń<3
UsuńAgato, dobry, mądry tekst.
OdpowiedzUsuńA ja to wydrukuję i powieszę na lodówkę. Wspaniale napisane. Jednym slowem (trzema) "true story, bro". Znaczy sis ;)
OdpowiedzUsuń