Pani pielęgniarka jest u nas codziennie, podaje lek, podłącza kroplówkę i jakiś czas czeka aż się wszystko rozkręci. Potem idzie, a ja trzymam rękę, żeby to wszystko tam leciało jak trzeba a po półtorej, dwóch godzinach odłączam. A jako, że musi u nas trochę posiedzieć to i obserwuje. Ostatnio szykuję B. do podłączenia, więc rozbieram rękę, sadzam pod gwoździem, który wisi z zasłony i pełni rolę trzymaka do kroplówki, no takie tam zwykłe czynności. Usapana jestem jak zwykle gdy coś robię przy B. I ona nagle mi przerywa, włazi między nas i mówi Jej prosto w oczy: "Blanka, Ty musisz współpracować! Musisz dać sobie pomóc, bo mama nie da tak rady!" Trochę mnie zatkało, bo przecież to moja npspr dziewczynusia i co mi tu będzie Ją ustawiać... Ale zaczęłyśmy rozmawiać i wyszła prawda na jaw. B. sabotuje. Od lat.
"Przecież Ona się z Panią ciągle siłuje" powiedziała. No tak... To prawda. Ja rękę w prawo, Ona w lewo. Próbuję posadzić, Ona się kładzie. Błagam "Córka,postaw nogę" na co ta noga nagle się całkiem świadomie zgina. Przyznam, że jest ciężko. Wiem, że B. może nie chcieć pewnych rzeczy robić i ma do tego święte prawo. Jednak w czasie ostatnich kilku miesięcy to poszło zdecydowanie za daleko, bo jej codzienna "obsługa" sprowadza się do jednych wielkich zapasów. A, że to już kawał baby to naprawdę jest grubo.
I co tu zrobić? Jak wzbudzić w Niej chęć do współpracy, jak uzmysłowić, że bez Jej pomocy się zajedziemy? Ktoś może pomyśleć, że to zupełnie nieświadome działanie ale jak Bóg mi świadkiem - Ona jest w pełni wszystkiego świadoma. Bez nitra, ze znacznie zredukowaną liczbą napadów naprawdę wie co się dzieje wokół. Jestem pewna, że rozumie swoją zależność od nas. Pytanie czy 8 lat to wystarczający czas by ją zaakceptoać...
Więc proszę, zachęcam, sugeruję choćby totalnie bierne poddanie się temu co muszę z Nią zrobić. Bywa, że działa. Jednak teraz mamy totalną kumulację zachowań rozwalających system. Może u Niej bunt nastolatka tylko tak się może realizować? Nie walnie mi drzwiami przed nosem i nie ucieknie o 22.00 na trzepak, za to może rozczapirzać mi palce przy każdej próbie ubrania ręki w cokolwiek i kłaść się jak Ją stawiam. Ciężkie jest życie matki prawie-nastolatki, eh...
A.
P.S. Październik to miesiąc szerzenia wiedzy o zespole Retta. Opowiadajcie o tym parszywym zawodniku, udostępniajcie, bądźcie czujni na małe klepiące rączki i uśmiechy anioła. Pomóżcie nam walczyć o to, by ludzie wiedzieli, że jest takie coś jak ZR a rodzice mogli poznać wroga jak najszybciej i podjąć z nim walkę. Niech moc będzie z nami!
Grafiki i więcej informacji tutaj: www.rettsyndrome.pl i na profilu Army of Us na fb.
Grafika główna pochodzi ze strony: nowahistoria.interia.pl


Kurczę!! Ja nie wiem czy cokolwiek mogę tutaj podpowiedzieć, ale co na pewno z "pozytywnej dyscypliny" u nas działa, to widzę, że dzieci są chętniejsze do współpracy, jeśli wcześniej spędzę z nimi swój czas na 100 %, czasem nawet 15 minut pomaga. A jak tylko wymagam to się biją i awanturują... nie wiem czy to Ci cokolwiek pomoże, ale myślę, napiszę, czemu mam nie napisać.... całuski!!!
OdpowiedzUsuńTo może wkurzać na maxa, ale...to znaczy, że ona ma swoją wolę i że nie jest bierna :)
OdpowiedzUsuńPomyślałam dokładnie o tym samym, ja też wyładowuję frustracje na rodzicach, ale w Waszym przypadku to gdzieś tam ma swoje dobre strony, bo pokazuje, że w tej całej trudnej sytuacji B próbuje żyć normalnie (ależ się powymądrzałam, przepraszam) :)
Usuń