Nie tak to było? Patrzysz w te pierwszy raz otwarte na Ciebie i na świat ślepia i obiecujesz. Wiesz, że w tym WSZYSTKO jest wszystko. Chodzenie razem każdej jesieni na kasztany, nauka kolorów i wspólne wypady do maka. Ono jest Twoją wiarą, nadzieją i miłością życia, więc należy mu się od Ciebie jako rodzica WSZYSTKO. Trochę zgodnie z zasadą "nikt nie da Ci tyle ile obiecam Ci ja". Obiecywałam tak samo, i to dwa razy, i ani w milimetrze nie miałam wątpliwości, że gwiazdka z nieba to będzie pikuś, bo obie moje córeczki są tego jak najbardziej warte. Jednak te 9 lat temu nie byłam kompletnie gotowa, że w tym pojęciu "WSZYSTKO" może kryć się parę naprawdę ambitnych wyzwań które przy gwiazdce z nieba wydają się jakimś kilimandżaro...Dwa pierwsze tygodnie po wakacjach były takie w kratkę, raz u tej gil, raz u tamtej, ale jednak moja wolność dawała się czasem odczuć. Byłam nawet na jednej kawie (Beti, thx, następną z prądem stawiam ja), na jednej była u mnie moja I. I tyle, żadnych rewelacji ale też żadnych dramatów. Delektowałam się faktem, że mogę zacząć jedną rzecz by później ją skończyć. Odkułam się z kilkoma zaległościami, kupiłam sobie bardzo drogie spodnie i byłam szczęśliwa. I się skończyło. Drugi tydzień mam obie chore w domu i to chore nie byle jak - na zapalenie oskrzeli.
Niby nie koniec świata, ale nie jest prosto, bo:
- Mniejsza ma już drugi antybiotyk, po którym dostała pryszczy a kaszle jak kaszlała, czyli koszmarnie. Czyżby trzeci, kolejna wizytka za 150 zeta i znów walki "nu weź do buzi pyśniusi sylopik, plosieee"? Mniejsza chora to Mniejsza bardzo zła. I bardzo bardzo mało pokorna. W dodatku mnie nienawidzi, i to od bardzo konkretnego momentu, a w zasadzie czopka, który musiałam Jej podać tam, gdzie nie wolno! Moja pupa.
- B. jak choruje to na maksa. Ma napady, wymiotuje flegmą, nie je i nie pije. A to ostatnie jest warunkiem podania hardcorowych antybiotyków. Wiec błagając dr, żeby nie wyekspediowała nas do szpitala wymusiłam kroplówki w domu. Sama już umiem nawet je odpinać... Umiem dużo więcej rzeczy niż chciałam umieć.
Nie chcę robić z siebie ofiary, bo że to niby tylko dwójka chorych dzieci. Ale dziś to ja jestem dla siebie ofiarą pełną gębą, ledwo chyba nawet dopiszę ten post do końca. Chcę szkół, przedszkoli, wolności. Chcę tylko żeby były już zdrowe, nawet ten rett niech już zostanie. Bo robię WSZYSTKO co mogę... I więcej już nie mogę.
A.
Grafika: rodzice.pl
Nasz starszy syn rok temu poszedł do przedszkola... I zaczęło się. Młodszy się wtedy chwilę wcześniej urodził i chorował pół roku.. A Panna... Najpierw tylko niby infekcje a potem zapalenie zatok kt nikt nie zauważył... Jakoś dziewczyna nie powiedziała.. Zapalenie płuc. Z tego zapalenie mózgu i szpital. Potem znów zapalenie płuc i potem kolejne już znów że szpitalwm i zapalenie zatok...
OdpowiedzUsuńTeraz znów antybiotyk ma. A kilka lat wcześniej nie chorowala. Życzę Wam dużo siły bo jak myślę że trzeba do następnego lata dotrwac to mi słabo... Przedszkole może pokonać każdego...
Czyli eee... to już tak zostanie??? 😢
OdpowiedzUsuńJeśli mam tak na poważnie odpisać to warto porozmawiać z pediatrą... U nas bylo/jest gorzej chyba przez że Panna nie chodziła właściwie na zajęcia inne niż indywidualne czyli nie miała kontaktu z wirusami i nie uodparniala się sukcesywnie przez lata. Więc jak pojawiły się wirusy z przedszkola to padło na wszystkich... Ale naprawdę cały dom był chory przez rok... A i tak syna przez trzy msc gdy ospa i szkarlatyna szalała w przedszkolu trzymalismy w domu.
UsuńW pewnym momencie inhalacje robiłam trzem osobom. Uważam że to już po prostu jakaś chora jazda...
OdpowiedzUsuń