piątek, 15 grudnia 2017

Nie chodzić - jak to łatwo powiedzieć

To nie było tak, że przyszedł TEN czarny i brzydki dzień, kiedy Ona nagle nie stanęła już na nogi a ja gorzko zapłakałam, że to już koniec i kropka. Bo przychodziło stopniowo, z każdym miesiącem sadzając Ją coraz bardziej stanowczo na tej małej dupince, na której już zostanie 4 ever. 
Najpierw mała retrospekcja.
  •  B. ma rok i jest w wieku, kiedy człowieka nogi niosą i człowiek się na nogi pcha choćby nie wiem co. Przynajmniej zdrowy człowiek, bo B. wtedy, mimo, że udawała zdrową, to jednak swoich kończyn dolnych używać nie chciała. Każda próba postawienia kończyła się podkulaniem nóżek i siadem na pupie. 
  • 21 miesięcy,  po prawie rocznej rehabilitacji i kilkugodzinnych ćwiczeniach dziennie B. stawia pierwsze samodzielne kroki. Fachowe oka już wtedy widzą, że chód ma jak kaczka, na szerokiej podstawie, ale my jesteśmy przeszczęśliwi. Chodzi! Jest zdrowa! Taaa...
  • 3 latka - chodzi żwawo ale nie próbuje wyjść poza swoje schematy. Buja się od lodówki do telewizora, skupia wzrok na podłodze, nie umie się podtrzymać ani zaasekurować więc zębami orze parkiety.
  • 4 latka - tu już widać, że nie jest dobrze, padaczka atakuje Ją kolejnymi napadami, równowaga siada kompletnie. Mieliśmy takie pół roku, między 3,5 a 4 urodzinami Blanki kiedy byliśmy na SORZ-e 3 razy w celu szycia głowy. Ale jeszcze potrafiła przejść kilka kroków całkiem sama.
  •  5 lat - najpierw, jak byłam w ciąży z Mniejszą, chodziła jeszcze ładnie za jedną rękę, podnosiła nogę na schodach, potem poszło wraz z padaczką jak burza - na 6 urodziny już przemieszczała się na zasadzie "mama mnie wlecze". Żadnego odruchu stąpania, ciało gibiące się na wszystkie strony, człowiek guma (też dzięki uprzejmości leków na epi). 
I tak to się skończyło... W wieku lat 6 Blanka stała się dzieckiem siedzącym (z zawirowaniem, bo rok później przy napadzie za napadem nawet sama nie siedziała, przez ponad rok). Ale epi się jakoś opanowała, B. natomiast ugruntowała swoją pozycję na pupie. Niestety nie w mojej głowie, bo to zajęło mi 3 lata, do teraz. 
Masz zakodowane, że człowiek chodzi, że musi to robić, bo plecy się krzywią, kupa nie chce wyjść, bo tyłek boli itd. To są kategorie człowieka chodzącego. Więc prawie 3 lata przewlekałam, przeciągałam, ustawiałam nogi krok za krokiem, motywowałam, wstawiałam do pionizatora itd. B. natomiast, w swój subtelny sposób dawała mi znaki, że to se ne wrati, i mamo, zasiadłam, odwal się z tym chodzeniem.
  • Sinienie nóg. Kolor kompletnie nienaturalny, jak śliwka węgierka, po kilku dosłownie minutach na nogach wszystko po same kolana robiło się fioletowe. Bez względu czy to była próba przeprowadzenia czy stanie w pionizatorze.
  •  Przeprosty kolan - to taki stan jak kolano ucieka do tyłu, cała noga przybiera całkiem nienaturalną pozycję i wygląda to naprawdę niefajnie. Na takiej nodze sobie można zapewne pirueta walnąć w balecie ale chodzić się nie da.
  • Pozycja stóp - mimo butów, ortez, prawideł, cudów stopy B. układają się w kompletnie radosny i freestylowy sposób. Im bardziej je ustawiam (np ortezami) tym one, uwolnione wykrzywiają się jeszcze bardziej. A trzymać Ją w tym całą dobę sobie nie wyobrażam. 
  • Pozycja kręgosłupa - B. stojąc na swoich nóżkach nie jest już wstanie utrzymać góry. Walczy nawet podtrzymywana żeby nie zgiąć się w pół, drży cała i widać, że autentycznie się męczy.
Także tak to o... Ostatnio zaczęła mi mniej subtelnie mówić że Ona już nie może na nogach bo próba postawienia to był jęk albo płacz. Odpuściłam. Musiałam stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie - stara, Twoja córka już nie chodzi. I kropka. Bo nawet z pomocą i to jak ma dobry dzień jest w stanie zrobić 5, max. 10 kroków.
Jedyne co nam zostało to mikrospacer wspólnymi siłami z samochodu do bramy jak wracamy ze szkoły. Tyle może i zwykle jeszcze chce. A reszta to zadbanie o to by
miała te 4 litery na tyle obite, żeby Jej się dobrze i mięciutko siedziało :)

                                                                                       A.  
Grafika: www.2010.tomkiss.net 

1 komentarz:

  1. Przeczytałam i myślę już 2 dni co by tu napisać, żeby choć trochę sens miało, i jakoś... nie mogę nic wykombinować. Jedno, co mi na myśl przychodzi, to co za *ujowa choroba :/

    OdpowiedzUsuń