Zaczyna się pozornie błaho a większość z dylematów rozstrzygają albo pociążowe burze hormonów albo samo życie. Czy karmisz piersią czy butlą, czy śpi z Wami czy w swoim łóżeczku, czy rozszerzasz dietę przez blw czy poprzez żarcie chrupków z psem z podłogi. Tak naprawdę możesz wszystko, Ty jesteś mamą i to ty decydujesz. Dość szybko jednak pojawia Ci się za plecami zgraja znawców materii w stopniu najwyższym, którzy bardzo chętnie tą wiedzą chcą się z Tobą dzielić. Będziesz karmić cycem bo po to go masz, ew. będziesz karmić butelką bo przecież jest głodne (tu bardzo przekonująco działa element emocjonalny: że co?? dziecko własne chcesz zagłodzić?), ma spać samo, ma nie być noszone, bo potem na 18-tkę też go/ją będziesz musiała zanieść na rączkach itd itp. Oni wiedzą. A nawet częściej one. Dlaczego? Bo wychowały. Bo karmiły. Wybrały jedyne słuszne opcje i się ich trzymały. A teraz chcą Ci tę wiedzą przekazać, a ty głupia myślisz, że o swoim życiu i zapatrywaniach na nie wiesz więcej. Gówno prawda.
Etap ten minęłam dosyć bezkrwawo i pokornie. Potulnie dałam sobie wbić w głowę, że lepiej obciąć włosy przed porodem, bo potem życie nazywa się tylko "dziecko" i włosów po pas nie ma kiedy myć. Że lepiej imprezy nie robić a tort zjeść we troje bo po co tyle zachodu. Że doktory wiedzą lepiej a nie ja itd. Młoda koza byłam i tak jakoś wyszło. Potem okazało się, że to moje śliczne błękitnookie maleństwo będzie przypadkiem dość ambitnym. Zaczęły się jazdy i zjazd windą do piekła. Epilepsja, regres, niepełnosprawność, zasiłki, fundacje, lekarze, rehabilitacje i inne. I tu, o dziwo, cała masa ekspertów też funkcjonuje. Dzielą się na tych co wiedzą bo wiedzą mimo, że jakimś trafem wychowali zdrowe dzieci (i to też czasem na niezłych wykolejeńców) i na tych co wiedzą jeszcze lepiej bo są z branży. Tych pierwszych można najnormalniej w świecie nauczyć się olewać, z tymi drugimi to już jest znacznie trudniej. Doradzą jak wykąpać dziecko (które co prawda chodzi a Twoje nie, nawet nie siedzi na przykład). Wrzasną "Co??? Ta debilka jest waszym neuro?". Podpowiedzą jak uczyć pić, jeść, chodzić. Że vojta a nie bobath. Że turnus w modnym ośrodku a nie smutne rehy w szkole. Że taki wózek a nie ten. I wiele wiele innych. A Ty co? Doświadczenie mają, więc zaczynasz czuć na plecach oddech niepokoju a w uszach dzwoni Ci "im się udało, oni dobrze wybrali, oni wiedzą". No wiedzą, tyle, że o swoim dziecku.
Potem, nawet jak nauczysz się rozpaczliwie ufać swojej intuicji bardziej niż cudzemu doświadczeniu wcale nie jest łatwiej. Bo są autentyczni i zawodowi specjaliści, którzy biorą Cię na magiel. Ten gorset jest w ogóle źle zrobiony! Pani zgodziła się na taką terapię?! Kto Wam wypisał ten lek??? I taaaaaak dalejjjjj... I ty, która jesteś tylko matką albo tłumaczysz się i jednych przed drugimi albo powiesz w końcu basta! Tupniesz nogą, wybijesz zęby pięścią i wrzaśniesz "To JA wiem najlepiej co jest dobre dla mojego dziecka!". Bo to Ty wybierasz i Ty ponosisz konsekwencje swoich wyborów. Oni wiedzą, radzą nawet nieproszeni ale ich punktem odniesienia są oni a nie Ty. Trudne to bardzo ale codziennie walczę by wierzyć, że to co robię dla dwóch moich dziewczyn jest najlepsze co mogę dla nich zrobić i robię to co jest w zgodzie ze mną samą.
A.
Grafika: https://www.downloadyouthministry.com/mother-knows-best
Ty i tylko Ty, amen
OdpowiedzUsuńAleż. Oczywiście.
OdpowiedzUsuńIle razy mi coś wspaniałego posuwano, tyle razy potem żałowałam...