wtorek, 7 maja 2019

Mam do Ciebie klucz

Brak tzw mowy czynnej nie oznacza braku kontaktu. Brak opanowanej komunikacji alternatywnej też, dzięki Bogu, nie oznacza braku kontaktu. Tak jest z moją B. Są momenty, że owszem odpływa w swoje niedostępne nikomu rewiry ale są też takie, kiedy gadka klei się doskonale mimo braku słów i gestów.
Lata spędziłam i spędzam nadal na studiowaniu Jej języka. Rozkładam każdy znak na części pierwsze. Wyłapuję powtarzalność i zależność od kontekstu. Ćwierć mrugnięcia okiem i o milimetr uniesioną brew przypisuję do znaczenia. Bo to znaczenie jest. Niby dla świata minimalne a dla nas gigantyczne.
Czasem zastanawiam się od czego zależy Jej komunikacyjna obecność w danej chwili lub jej brak. Kiedyś to było oczywiste - od epi, napadów i leków. Kontakt z B. pojawiał się jako przebłysk między napadami i naprawdę mogliśmy się nim cieszyć bardzo, bardzo rzadko. Teraz jest inaczej. Napadów jest mniej, leki wydają się być optymalnie dobrane tak, by nie zamulać Jej kontaktu ze światem. Mimo, tego są momenty, że się bardzo wycofuje. Mam swoją teorię na ten temat a w zasadzie dwie. Blanki ucieczka do swojego świata następuje gdy cały ten "nasz, zdrowy" świat bombarduje Ją za bardzo, czyli bodźców jest za dużo. Pies szczeka, siostra śpiewa, ja coś mówię a w tle leci bajka, przez okno wpadają promienie słoneczne plus z kuchni przylatuje zapach obiadu. To może znieść zdrowy organizm i potraktować zupełnie naturalnie. Ale nie B. Dla Niej to za dużo. Przez te nasze lata razem nauczyłam się jednego - jak chcę się z Nią skontaktować muszę ograniczyć ten cały cyrk wokół. Spacyfikować Mniejszą, zakneblować psa, przysłonić rolety. Zrobić wszystko byśmy na scenie zostały tylko Ona i ja. I oczy. I głos. I nasza wspólna czasoprzestrzeń, której nie przeszkadza nikt ani nic. Bo w bodźcowej sieczce  nie da się słyszeć sercem, po prostu.W sumie to nawet uszami się czasem nie da.
Druga rzecz to kwestia dosyć nowa. B. jest już nastolatką i pewnym kwestiom pokazuje całkiem świadomie figę z makiem, coby nie powiedzieć środkowy palec. Czasem po prostu się wylogowywuje. Nie ma Jej bo ma na przykład gadkę ze starymi w nosie. Uśmiechnie się kurtuazyjnie albo coś tam burknie pod nosem i następuje odcięcie od rzeczywistości, z przyczyn znanych tylko Jej. Szanuję to bo każdy ma prawo odwrócić się dupą, a zwłaszcza mi na rękę jak czytam książkę, każdy do swojego boksu ;) Czasem jednak zaczyna mi się bez Niej nudzić więc stosuję metody aktywacji B. Jest kilka rzeczy, które bez względu na okoliczności wyrywają Ją z rett-zawieszenia i zaczynamy ze sobą nawijać. Oto one. 
  • "A czy Ty kochasz mnie???" Pytanie-klucz. Które Ona uwielbia i choćby nie wiem jak była oddalona z miliona galaktyk stąd wróci do mnie, żeby odpowiedzieć. Im bardziej zniecierpliwioną odpowiedzi się wydaję, tym bardziej Ją to śmieszy. Oczy, usta, wszystko mówi "No kocham, co się pytasz?!" :D Nie pamiętam sytuacji, żebym zapytała czy jeszcze kocha a Ona nic. Bywało, że była pół-przytomna po napadach i po wlewkach a wleciało Jej do ucha moje "Ej, a Ty kochasz mnie???" i od razu zaczynała coś tam mamrotać delikatnie się uśmiechając. Więc kocha. Na szczęście.
  • Kundel bury. Są różne piosenki świata ale kundel bury jest tylko jeden i Blankę ożywi w nano-sekundę. Zawsze, po prostu zawsze. Dlatego używam tej metody jak zaczyna się nakręcać jak np. wracamy ze szkoły. Śpiewać każdy może. Ja też.
  • Zez.  To jedna  z rzeczy wzrokowych, które na B. działają bezbłędnie. Od małego śmieszy Ją widok człowieka, który robi zeza. Ja mam podobnie jak ktoś się wywali. No co zrobić.
  • Są też na świecie ludzie, wobec których nigdy nie pozostaje obojętna. Choćby nie wiem jak się źle czuła to zawsze się rozchmurzy na kilka swoich ukochanych kuzynek, cioć i wujków a czasem nawet na siorkę (o ile ta zrobi "Bu!" albo zaśpiewa "Kundel bury", no nie inaczej).
  • Kąpiel. Rzadko zdarza się by woda nie obudziła w Niej demona konwersacji. Jeszcze jak się doda jakieś ceregiele typu bąbelki, piana, antycellulitowy masaż to już gadać można do upadłego.
  • Tato wracający do domu. Jak już jest na stanie to przyjmuje to naturalnie, ale jak przybywa po kilku godzinach nieobecności to nie daj Boże nie przywita się z Córeczką, która po usłyszeniu jego głosu sama będzie wołać aż przyjdzie.
  • Lustro i "ależ Ty jesteś ładna". Uwielbia. Taką półprzytomną Blankę jak się postawi albo posadzi przed lustrem i zacznie wychwalać Jej urodę to nie ma mowy, żeby nie zatrybiła. Jak ma jakiś niemrawy dzień to biorę Ją, siadamy przed lustrem i jedziemy pochwały, typu "o mój Boże, co za piękne włoski, i te oczki takie błekitno-złote i ta buźka taka przecudna" i inne ohy i achy.  Skromna to Ona nie jest :D
Tak to u nas wygląda... Dotarcie do Niej wymaga pewnej gimnastyki (zwłaszcza dla kogoś, kto nie zna moich kodów dostępu i patentów) jednak zawsze jest taki najprostszy, który czyni cuda też u nie-Rettek. Uśmiech. Tym można otworzyć a nawet wyważyć każde drzwi :)


                                                                                                A.  
Grafika: www.decobazaar.com

1 komentarz: