Jego obawiałam się najbardziej. Tego, jak Ona zniesie ból o bezsprzecznie największym jak dotąd natężeniu ale też tego jak dźwigniemy to my. Wiadomo, że nie ma większego bólu dla rodzica niż ból jego ukochanego dziecka. A jako, że nasz rett obchodził się z nami dość łagodnie przez ostatnie dwa, trzy lata to totalnie nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. A ja, jak to ja, spodziewałam się najgorszego, czyli, że B. będzie pierwsze trzy tygodnie po operacji gryźć ściany z bólu a my będziemy jej wtórować, a przez kolejne trzy miesiące będzie już tylko lekko podgryzać barierki łóżka łkając cierpiąco. Jak możecie przypuszczać tak się nie stało, za to stało się wiele innych odkrywczych rzeczy jeśli chodzi o moje doświadczenie z opieką nad człowiekiem w cierpieniu.
Człowiek w cierpieniu
Mój człowiek zrobił to czego mogłam w sumie oczekiwać - pokorą zawstydził mnie tak, że różowe policzki mam od trzech tygodni. Nie było wyrywania wenflonów, darcia szat i japy na oddziale, nie było wrzasków i jazd. To nie B. B. jest jak ja, cierpi w ciszy (no ja czasem drę się na najbliższych, ma to przeciwbólową moc;). Co zaskoczyło mnie najbardziej? Jak bardzo potrafi się wycofać... Ekstremalnie spokojna i zamknięta w swoim świecie B. to B. cierpiąca. Na początku zakładaliśmy, że to z osłabienia, anemii, niejedzenia, zmęczenia, cokolwiek. Ale nie, jej ucieczka w swój świat to sposób na radzenie sobie z bólem i dyskomfortem. Skąd wiem? Stąd, że po ibupromie przechodzi. B. wraca do nas, nawija po swojemu, zaczepia, zagaduje do sufitu i telewizora, krzyczy na siostrę. Cały mój słownik porozumienia z B. musiał ulec zmianom, bo ból to nie tylko płacz, jęczenie, stękanie ale też apatia. ekstremalne wyciszenie i zamknięcie się w sobie. Teraz jak widzę, że panna odlatuje, ładujemy ibum i z bani. Nie po to mamy te cuda medycyny, żeby udowadniać Bóg wie komu, że można bez leków p.bólowych. Można, Ona by mogła, tylko po co.
Ból do płaczu
Był dwa razy w szpitalu. I rękę dam sobie obciąć, że nie dotyczył samych pleców tylko cewnika, drenu i kabli popodłączanych do szyi i rąk albo brzucha. Znam Ją. To wszystko się skumulowało i B. cicho zapłakała wielkimi jak gruchy łzami. Trwało to kilka minut ale i tak zaalarmowało piguły, które przez tydzień widziały to u nas pierwszy raz. Dla porównania cały oddział chirurgii dziecięcej wrzeszczy non stop bo ałaaa, mamooo, biją, ratuj. Bo złamania, szycia, dreny z sączącymi się płynami. Łebki mają naprawdę tam powody by wyć. Ale B. to B. Superhuman.
Ból do wkurwa
To coś na zasadzie - denerwuje mnie, weź coś zrób. Dużo tego teraz jest, bo rana swędzi, pozycji sama zmienić nie może (nie siada już... coś mam przeczucie, że to przez operację żeśmy stracili nieodwracalnie... ale może B. zawalczy i o to), zmęczenie robi swoje. Więc śpiewam trzy razy więcej niż zwykle, drapię plecki staram się odwracać Jej uwagę i zmieniać pozycje jak najczęściej. I tyle. I być. Co mogę więcej na wkurw. A, czasem działa jak schodzę Jej z oczu :D
Ból w samotności
Nasz doktor przed samym zabiegiem powiedział coś bardzo odkrywczego dla zespołu operującego i zupełnie naturalnego i oczywistego dla mnie. "Dziewczynka nie mówi więc z tym bólem, którego zaraz doświadczy zostanie poniekąd sama...". To mnie przeraziło. Że nie powie gdzie boli, jak mocno, czy czas na leki, czy podrapać, GDZIE?! podrapać, itd, itp. Z braku wyboru uznałam, że nie mamy wyjścia, bo jak ja się nie dowiem, to nie dowie się nikt i będzie bolało jeszcze bardziej. Przed operacją powiedziałam Jej, że ból będzie i żeby robiła wszystko, żeby pokazać mi co boli i jak, co przeszkadza, gdzie swędzi, a ja z kolei wyostrzę wszystkie swoje zmysły, żeby wyłapać te informacje. Jak weszłam do Niej na oiom, mimo załadowanej w żyły morfiny, zobaczyłam, że jest gotowa gadać. Wiedziała, że przez kilka kolejnych dni nie ma trzaskania oczami po sufitach i zbierania się do odpowiedzi. Że zagrożenie zdrowia i życia jest realne i tylko w Jej rękach (a w zasadzie oczach) leży to jak przetrwa ten najtrudniejszy czas. Na każdy pytanie była odpowiedź natychmiastowa. Mamy system, że mrugnięcie jest na "tak", ale nie każde mrugnięcie, bo przecież oko mruga, żeby nie wyschło. TO mrugnięcie. I ja wiem które. Przerwa w mruganiu jest na "nie" . Takim sposobem dowiedziałam się czy boli bardzo, jak się czuje, czy chce by odwiedziła Ją babcia, że chce do domu, że piecze itd. Dowiedziałam się wszystkiego co było mi potrzebne by Jej ulżyć.
Wiele nauczyło nas ostatnich kilka tygodni. Jakoś z A. przestaliśmy mówić, że bolą nas plecy :D W sumie nic już nas nie boli, Blankę też coraz mniej, więc alleluja! i do przodu.
A.
Grafika: www.health.harvard.edu

Blanka to siostra Agi. Jestem o tym przekonana. Do tej palety Aga dodała ból skrajny, taki nie do wytrzymania, który zasygnalizowała histerycznym śmiechem.
OdpowiedzUsuńFajnie, że jesteście na prostej. Uściski