Ile już napisano o ojcach... Tych, którzy są bohaterami swoich księżniczek i rycerzy i takich, których latami leczy się na terapii w sercach ich dorosłych, poranionych dzieci. Są taty obecne naprawdę i tacy, którzy tylko figurują w spisie powszechnym członków rodziny. Są ojcowie dzieci zdrowych i tacy, którzy nie zwiali gdzie pieprz rośnie i pozostali ojcami dzieci niepełnosprawnych. Matka jest jak pies. Zawsze przy Tobie, nawet jak wrzaśniesz "do budy!" Nie zrazi się gdy powiesz, że nienawidzisz.
Więcej - obetrze Ci łzy i gile jak się rozpłaczesz ze wściekłości, że wszystko jest takie beznadziejne. Będzie pilnować Cię i chronić, nawet przed Tobą samym. Każdy uśmiech, pierwsze oślinione "mama" czy ambitne 3+ z matematyki potraktuje jak wygraną w lotto. Odda ostatnią kostkę czekolady, jak i wszystko co tylko oddać się da. Będzie z Tobą nie tylko w dni chwały ale też w szary listopadowy wtorek, nudną czerwcową niedzielę i każdy inny zwykły do bólu dzień. W przeciwieństwie do ojca. Bo on, często tak bywa, jest raczej od święta.
Jest wtedy, kiedy dzieją się rzeczy wielkie. Masz egzamin na studia, ślub, rozwód czy pogrzeb. Gdy zalegniesz w szpitalu albo zadzwonisz, że zabrakło Ci kasy. Wtedy jest, nie do końca zachwycony, że znów czegoś chcesz ale duchem lub chociaż ciałem jest. A potem czmycha niepostrzeżenie do swojego życia, bo generalnie jest jak kot. Może Cię w akcie łaski obdarzyć uwagą, telefonem, może nawet swoim prywatnym czasem ale zwłaszcza ten ostatni wydziela bardzo skrupulatnie, by nie tracić go za dużo na "nieswoje już sprawy". Wcale to tak nie działa, że Ci to wisi, o nie. Tym bardziej chcesz widzieć w tych kocich oczach dumę, radość albo chociaż aprobatę. Możesz skoczyć z banji, zdać na najlepsze studia w mieście, urodzić mu piętnastkę wspaniałych wnucząt a on, jak sam uzna za stosowne i wystarczające - zachwyci się. Lub nie. Czasem tak jak kot, który pozwoli się Tobie nakarmić albo nawet pogłaskać, ojciec pozwoli Ci zbliżyć się do siebie i poczuć się kimś wyjątkowym. Ale to tak raczej jako something speszal, w czasie którejś z handlowych niedzieli czy Wielkiego Piątku. Gili jak będziesz płakać przez pierwszego chłopaka też Ci raczej nie obetrze i w tzw. codzień nie uświadczysz go za wiele. No ale co zrobić, tato to tato. Kocha się go nawet jak zamruczy Ci pod nosem by potem odwrócić się zadem i pójść w swoje, ważne sprawy. Ważniejsze niż Twoje, naturalnie.
Wszystkim Tato i tatom. Tym, którzy wyszli poza to moje przerysowane kocie porównanie i tym, którzy nigdy tego zrobić nie będą umieli. Tatom, którzy są ważni mimo, że ich nie ma i tym, którzy umieją (jak tato moich dwóch cór) być w życiu swoich dzieci naprawdę. Życzę Wam, byście zawsze starali się być najlepszą wersją siebie. Bo miłość swoich młodych macie daną ot tak, odgórnie. Nie warto tego spieprzyć.
A.
Grafika: krakvet.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz