poniedziałek, 12 października 2020

Mała stopa w akcji

Mało komu chyba się uda żyć z rettem i nie mieć nic do poprawki.
Jesteśmy rok po operacji kręgosłupa, która naprawdę wniosła wiele jeśli chodzi o nasz komfort życia i właśnie wróciłyśmy z chirurgii z zupełnie nową stopą. To znaczy do wielkiego coming outu jeszcze 5 tygodni (minus 3 dni) bo mamy gips od palców po samo kolano i wydłużonego achillesa wewnątrz. Achilles ów ciągnął Blanki stopę bezwzględnie i do deformacji. Ani na takiej stopie nie dało się stanąć ani ubrać na nią buta. Więc trzeba było podjąć to wyzwanie i znowu iść pod nóż.
Pobyt w szpitalu w czasie korony nie jest łatwy, ale termin ustalony był już dużo wcześniej. Ze stopą było coraz gorzej, w upały puchła, paluszki siniały, but tak jak wspominałam już totalnie nie pasował. 
Przyjęli nas na oddział i szybko okazało się, że naszego Dr nie ma. Musiałam zrobić ekspresową kalkulację zysków nad stratami i podąć decyzję czy dajemy się kroić innemu lekarzowi czy spadamy do domu. Uznałam, że nie warto tego przekładać, bo może się przełożyć na nie wiem kiedy. Poza tym to naprawdę duża logistyka, żeby obie były zdrowe (zwłaszcza to), i żeby dom, Mniejsza, mąż, pies, kot, rybka (tak, rodzina nam się znów powiększyła) byli przygotowani na moją nieobecność. Poza tym nikt nie wiedział kiedy Dr wróci i też nie było pewności, czy akurat w dzień naszej operacji będzie obecny, zwarty i gotowy i ze skalpelem w ręku. 
Tak się powinno jeść ogórki
Noc przed operacją była jak zwykle w szpitalu, jedna wielka kilkugodzinna jazda i tak jak w dzień B. była słodka i uśmiechnięta to nocą wyszedł z niej prawdziwy i rozdarty potwór. Niczym nie mogłam jej uspokoić, piosenki, bajki, tulanie, na nic. Odwiecznie do szału doprowadzają mnie pielęgniarki, które wchodzą z tekstem "No niech Pani ją uspokoi!". No jak. Dali hydroksyzynę, czopek rozkurczowy, przeciwbólowy i koło 1.30 B. zasnęła. O 4.50 była pobudka na leki na epi, a podać to umęczonej taką nocą B. i to w 3 łyżkach wody to jest mega wyczyn. Pół zjadła i o 7.45 pojechała na blok. I Bóg mi świadkiem, tak jak przy kręgosłupie gryzłam pazury i wypatrywałam otwierających się drzwi, tak teraz napawałam się ciszą i robiłam wszystko, żeby nabrać sił. 
Selfik z nuduf
Przed 11 dali znać, że można odbierać dziecko a zabieg (jak to dr zastępująca napisała w wypisie) przeszedł gładko. B. wyszła z narkozy też gładko, bo to zupełnie nie ten kaliber co przy plecach. Dostała  syrop z paracetamolem i wieczorem wypisali nas do domu, z racji sytuacji koronawirusowej. Bezpieczniej jednak być w domu. 

Teraz jest 4 doba po operacji i B. czuje się spoko. Jedynym problemem jest obsługa jej z gipsem, który waży swoje (nie dało się zrobić lżejszego nawet za dukaty). Noga musi być odciążana czyli leżeć najlepiej ciut wyżej niż ciało. Ale ciało tego nie lubi i wierzga jak mustang. Ściany przy łóżku już z dziurami. Muszę bardzo uważać na zęby, bo teraz to już nie żarty jak się spotkają z nogą B. 

Jesteśmy w domu, deszczyk sobie pada, z nosa nam też jakby trochę kapie ale jesień to jesień. Z tego co wiem, to na razie ostatnia interwencja chirurgiczna  z zaplanowanych. Niech nam zatem rett łaskawym będzie. 


                                                                                                  A. 

4 komentarze:

  1. O wow... No pielęgniarki najlepsze... dzielna jesteś, całuje Cię i sciskam!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oby była skuteczna!!!
    Ojojam tradycyjnie i wirtualnie przytulę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. A gips syntetyczny? taki leciutki? Moja córka miała taki na nodze przez miesiąc, po złamaniu kości udowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie :/ syntetyczny nie oddycha tak jak ten tradycyjny ponoc i po cieciu go sie unika. Tak mi powiedziano. A czy to prawda to cholera wi ;) damy rade z tym co mamy, sluzy tez do samoobrony z polobrotu 🤣

      Usuń