wtorek, 5 stycznia 2021

Wyżej retta nie...

Jeśli masz retta to musisz się jednego jak najszybciej nauczyć nie warto walić głową w mur. Bo mur to mur i nic mu nie zaszkodzi a Ty szybko skończysz na emocjonalnym wózku, z pozdzieranymi kolanami, podbitym okiem i z co drugim zębem. Niby prawda stara jak rett-świat, że pewnych rzeczy się nie przebije, wyżej nich nie podskoczy, nie znajdzie magicznych metod a jednak raz na czas biorę długi rozbieg i jeb, głową w ścianę. Ze szkodą tylko dla siebie kolejny raz muszę zweryfikować prawdziwość teorii, na mocy której rett ma nade mną niegasnącą przewagę. Bez sensu.

Byłam wczoraj z dziewczynami u dentysty. Ot, kontrola B., lakowanie  u Młodszej, nic spektakularnego co powinno wywołać we mnie wewnętrzny zryw i kolejne skazane na porażkę powstanie przeciwko rettowi. A jednak. Zapalnikiem okazały się dolne zęby B. które nie rosną pionowo w górę i w dół, tylko na boki, każdy w swoją stronę. W sumie można się było tego spodziewać, nie zębów wina, skoro ani nie służą do gryzienia, ani mówienia, ani nawet ssania za to od lat są poddawane zgrzytaniu z nieludzkim naciskiem jak i nieprawidłowym napięciom w całej szczęce. Dr nas zna, usunęła pół roku temu mleczne trójki B., ale to co zrobiło się ze stałych dwójek i trójek spowodowało, że złapała się za głowę. Dlatego ja tam wolę nie zaglądać, myję siekacze walcząc z dezaprobatą B. ale wolę nie widzieć co myję. Bo mi smutno... Bo wiem, że nic nie mogę. Dr powiedziała to samo - nic nie możemy przy tych napięciach, nie-gryzieniu, uporczywym zgrzytaniu... Nic. Pani mamo, NIC. A Pani mama co?? Zamiast, zgodnie ze swoimi górnolotnymi założeniami, pochylić głowę z pokorą, zaczęła się miotać. Może aparat (no jak, z takimi problemami oddechowymi, ślinotokiem, nie gryzieniem, nie możnością dbania o higienę nawet bez metalu w paszczy), może naprostujmy je łomem, może Pani doktorka je jakoś zaczaruje, coolwiek! Róbmy coś, działajmy, kombinujmy i szukajmy, wszystko byleby nie przyznać, że znów 1:0 dla retta. Owszem, jedyne co można to leczyć próchnicę, myć mimo niechęci B., kontrolować, ewentualnie wyrywać i tyle można. I zaakceptować, że nie da się tego naprostować, tak jakby się chciało naprostować całe życie B. dokonując tym samym ekstrakcji retta. Eh...

Z nogą nie jest wiele inaczej. Operacja była, gips był, może kiedyś będą śruby ale stopa żyje sobie po swojemu. Po rettowemu. Krzywi się tak jak lubi i choćbym zatańczyła mambo no 5 na rzęsach to tego nie zmienię. A rett-ściana patrzy na mnie i zapraszającym gestem wciąż zachęca: "No chodź, maleńka, rozpędź się i walnij sobie raz jeszcze"...

Zmieniać to na co się ma wpływ, pomijać milczeniem to na co się wpływu nie ma. Rett stale i niezmiennie w tej drugiej kategorii, na samym szczycie listy. Niezmiennie gnoja nienawidzę. 


                                                                                                  A. 


1 komentarz: