Dobrze jest jak jest dobrze. Świat jawi się w pastelowych barwach, a na oczach różowe okulary. Wszystko się układa, uśmiech nie schodzi z ust i jest się najlepszą wersją siebie, która od samego ranka mówi: "Świecie, przybywam! Co dziś dla mnie przygotowałeś???" Są takie dni, też takie miewam i bardzo je lubię, bo można podładować nadwątlone siły. Jednak zdecydowaną większość stanowi dzień powszedni, taki zwykły chleb pszenno-żytni, w porównaniu do tamtych odświętnych kajzerek z sezamem, mniam. Najgorzej jednak jest wtedy, gdy wstajemy i mamy poczucie, że nasze życie to jedna wielka porażka a na śniadanie dwudniowa bułka z biedronki, po zjedzeniu której od razu szuka się protetyka. Na którego nie ma się kasy przecież! Bo w taki dzień nie widzi się plusów dodatnich tylko te ujemne, twarda bułka spada z talerza masłem (bądź margaryną, jakie czasy takie rarytasy) do dołu i szklanka jest w ćwierci pusta (ani o pełności ani nawet o połowach nie może być mowy). I co wtedy?? A to zależy... Jak byłam młodsza i jeszcze nieopierzona a głowę miałam nadźganą ideałami i bezkompromisowym podejściem do życia to nade wszystko ceniłam sobie najszlachetniejsze cechy charakteru jak szczerość, prawdziwość, prawdomówność, autentyzm i wiarygodność. Bezwzględnie! Mając lat 20 i przebywając w otchłani rozpaczy zawsze uznawałam, że światu należy się ta oto dzisiejsza prawda o mnie. Ani nie zamierzałam, ani nawet nie umiałam udawać, że jest ze mną i u mnie lepiej niż jest. Co więcej - bez znieczulenia i jak z kałacha ładowałam nierozcieńczoną rozpaczą, zniechęceniem czy czym takim innym w całe swoje otoczenie. Potem nadeszły czasy retta a rozpacz, ból i smutek nabrały prawdziwego znaczenia. Nadal niestety uznawałam, że trzeba te wszystkie emocje szczerze otoczeniu okazywać. Jakież było moje zdziwienie, gdy zrozumiałam, iż otoczenie nie dość, że mojego bólu nie pojmie (a ja ich, to działa w dwie strony i każdy przeżywa raz na czas swój dramat jestestwa) to jeszcze przy milionie swoich spraw ma go w nosie. Kilka pierwszych lat mojego pisania bloga ociekało więc rozpaczą pisaną, kto chciał i dał radę to czytał, mi było lepiej ale w tzw. realu zaczęłam specjalizować się najpierw w dawkowaniu innym moich trudnych emocji a potem w udawaniu szczęścia. Na początku wydawało mi się to nie fair wobec świata, bo prawda nade wszystko i nas przecież wyzwoli. Jednak z wiekiem zaczęłam się zastanawiać czy wszyscy wkoło naprawdę są na nią gotowi? No nie są. Trochę mi zajęło, żeby to zrozumieć.
Jakiś czas temu napisała moja przyjaciółka (też matka specjalna) chwaląc się nową, wspaniałą fryzurą. Idealna do roli, pomyślałam, bo też chwilę wcześniej zrobiłam sobie włosy, zresztą to nie tylko one są częścią charakteryzacji. Kolorowe paznokcie, sukienki w kwiaty, fajne ciuchy, zniewalający uśmiech, radosny styl bycia. Ma tak ona, mam tak ja. Że jak są dni kiedy wszystko w środku płacze, bo ma retta, bo życie jest do dupy i nie fair, mąż nie rozumie, córka nie słucha, kot rzyga na dywan a głuchy już pies wychodzi na wieś i nie wie jak wrócić, wtedy trzeba poudawać (nie kogoś innego tylko najbardziej pozytywną wersję siebie). Jak to się mówi, fake it 'til you make it. Kiedyś zapytano Rihannę, co robi jak ma gorsze dni a ta odpowiedziała prosto "I pretend". Też jestem już na tym etapie życie, choć starsza od Rihanny i brzydsza. I nie czuję się przez to dwulicową pindą. Po prostu nie każdy musi mieć zepsuty dzień, bo ja akurat dziś widzę świat na czarno. Poza tym, nie każdy człowiek w promieniu 10 kilometrów zasługuje na to, żeby mu pokazać, powiedzieć czy oddać tą część bólu i prawdy, która akurat jest we mnie tak żywa i w gruncie rzeczy - najtrudniejsza.
Jest jeszcze jedna zaleta udawania szczęścia (oprócz tego, że na drugi dzień masz mniej zapuchnięte oczy). Można się naprawdę zapomnieć i samemu w nie uwierzyć. Pozytywne nastawienie, wariacko-kolorowy look, zęby w uśmiechu i okazuje się bardzo często, że ten dramat w środku jakoś przestaje do reszty pasować.
Życie jest jak teatr, czyż nie? Lepiej wybierać kolorowe role i nieważne co grasz, graj przekonująco ;)
A.
Grafika: radiatedaily.com
Najważniejsze to nie udawać przed samym sobą i pozwolić sobie przeżycie nawet najtrudniejszych emocji. A reszcie świata nie musisz się tłumaczyć👍
OdpowiedzUsuń