wtorek, 21 listopada 2023

Listopadowy zawrót głowy

Żaden inny miesiąc nie jest w stanie wystawić mojego spokoju i stabilizacji tak bardzo na próbę jak ten właśnie. Wcale nie dlatego, dlaczego zamulają wszyscy - a, że o 16.00 ciemno, że pluchy, mokro, zimno, że czapki i szaliki; to akurat lubię, jak każda szanująca się jesieniara. W listopadzie jest mi ciężej niż zwykle, bo są urodziny B. i wszystko, od Jej początku, przypomina mi się od nowa. Kompletna ambiwalencja uczuć, chaos i mętlik. Radość i duma, smutek i żal. I melancholie... 15 lat mojej posługi panience B. za nami. Ile przed nami? To właśnie ten czas w roku, w którym to pytanie wybrzmiewa mi w głowie najmocniej. 

To nie lada wyczyn, głównie dla B. ale też dla nas - jako rodziny, małżeństwa, dla mnie jako matki i kobiety. Wielowymiarowy sukces i hiper-zmęczenie. I cała lawina wspomnień; to ogłupiające szczęście, Jej pierwszy krzyk razem z pierwszym w 2008 roku śniegiem. Naiwna radość i bezkresna nadzieja. Dziś widzę to z perspektywy kilkunastu lat  zwizualizowane w obrazku mnie stojącej z malutką B. na torach, którymi przyjeżdża jak pendolino rett i zmiata nas z powierzchni ziemi. Widzę siebie, młodziutką, tak bardzo niegotową na niepełnosprawność dziecka. I maleńką B., w śpioszkach z Kubusiem Puchatkiem, z ufnością patrzącą w życie, które za chwile wsadzi ją do klatki retta mając w nosie jak bardzo będzie boleć. To wszystko przewala się we mnie w listopadzie i od jakiegoś czasu już z tym nie walczę... To miesiąc wzruszeń, żalu, łez, smutku ale też radości. I odrodzenia. Dziś o 13.00 mija 15 lat od momentu, w którym zaczęłam żyć na pełnej petardzie.

W każdym trudnym momencie wracam do punktu wyjścia, czyli faktu, że być mamą B. to zaszczyt. Krew, pot i łzy ale i wielki przywilej. Móc uczyć się od Niej pokory i siły - bezcenne. Każdy wspólny spacer, dzień kiedy jesteśmy razem nadaje sens wszystkiemu innemu. 

Na koniec, cytat. Bo kończyć trzeba, nim łzy zaleją mój wiekowy już laptop. Pochodzi on z książki o fotografii "Eli, Eli" Wojciecha Tochmana a brzmi tak:
"Cisza. I samotność, jaką znają chorzy.
Tylko one. Same ze sobą. Dla siebie. Bez innych kobiet, mężczyzn. Symbiotyczne zespolenie. Jakby córka nigdy do końca nie opuściła ciała matki. Urodzona, ale nie całkiem. Jedna wciąż potrzebuje drugiej, jedna dzięki drugiej oddycha, jedna drugą się karmi, wzajemnie dają sobie pewność, sens, istnienie. Kiedy odejdzie jedna, i drugą zabierze otchłań".
Jedna z nas jest z pewnością silniejsza niż jakakolwiek otchłań. Miliard razy silniejsza. Z wrodzoną naiwnością wierzę, że ta druga będzie mieć kiedyś siłę by przetrwać. 

Tort wyczarowała nam Pani Karolina Beker


Ogromu mocy, Panienko. Jesteś wszystkim. <3

                                                                                 mama



2 komentarze:

  1. Jak zawsze w punkt

    OdpowiedzUsuń
  2. Cytat mówi wszystko, obie jesteście walecznymi dziewczynami. Siły i wytrwałości dla Pani a Blance jak najmniej cierpienia.

    OdpowiedzUsuń