piątek, 4 sierpnia 2017

Teatr jednego aktora

To bez znaczenia gdzie jesteśmy - na rybie nad Bałtykiem, na poczcie, w spożywczaku, w tesko, na przystanku. Zawsze jesteśmy w centrum. Publika cichnie, zaczyna się szoł. I nie musi być nawet efektów specjalnym typu B. pierdnie siarczyście, B. sinieje i się dusi ani nawet B. ma napad. Wystarczy, że siedzi sobie cichutko i klepie. I jest. Taka INNA niż inni. Tak bardzo rozwalająca ładny obrazek sielskiego życia w małym bądź większym mieście. 
Kiedyś maskowałam się tym, że była mała. Mogła śmiało udawać zdrowe lecz ciut leniwe dziecko (takie duże a jeszcze mamusia wozi, he?). Teraz zrobiło się niefajnie...

sobota, 15 lipca 2017

Portret pamięci Anioła


Ja nie wiem o czym ma być ten wpis... Ale on być musi, nawet jak niewiele wniesie treści, bo na pewno wniesie pewien obraz, który wrył mi się w głowę i może być tak, że pozostanie też w sercach kilku z Was... Zdjęcie obok autorstwa Dagmary Peryt (https://studiodagala.wordpress.com) to efekt naszego nieśmiałego (a tfu tfu!) powrotu do życia po ponad 3-letniej jeździe padaczkowej. Coś, o czym marzyłam a co było przez większość Blanki życia poza naszym zasięgiem. Dlaczego? Bo do niedawna dwa czy trzy pstryknięcia migawki aparatu i flesza powodowały, że leżała sztywna w napadzie... I ani o zwykłych ukochanych przeze mnie domowych zdjęciach nie było mowy (poza łapanymi w pośpiechu i z obawą) ani tym bardziej o profesjonalnej sesji fotograficznej. Ale dzięki Bogu, uprzejmości retta, pomysłowości naszej neuro i wybitnemu talentowi Dagmary się udało. I to jak! Zobaczcie sami...

wtorek, 11 lipca 2017

Grasz w zielone??? Gram!

Jak zapeszę to trudno, przynajmniej będzie od razu winny, dzięki któremu nam nie wyszło. Najważniejsze, że decyzja jest i będziemy się jej trzymać jak pijany płota. Zaczynamy sprzedawać posiadłości (nie jest tego aż tak wiele ;))), ruchomości i nerki, błagać lotto żeby dało nam w końcu coś wygrać i Boga o przychylne wiatry. Nie cofnę się przed niczym, żebym tylko mogła otworzyć dziewczynom okno na taras i pokazać im morze... Morze zieleni, fale zboża, śpiewające ptaszki i wolność. Tak! Tylko tego dziś chcę.

wtorek, 4 lipca 2017

Mafia wózkowa, czyli nikt nie da ci tyle ile obiecam ci ja

Czas leci nieubłaganie... A z nim rośnie Blanka. Właśnie wyrosła z naszego ukochanego Maclarena (po 6 latach śmigania w zdrowiu i chorobie) a za chwilę zrobi to samo z Ursusem (po latach 3, tego kochamy mniej ale to inna bajka). Znów stanęliśmy przed dylematem: jaki wózek wybrać?! Wszystko by było fajnie, gdyby nie totalnie absurdalne ceny wózków dla dzieci niepełnosprawnych i wszystkich tych innych sprzętów, które na co dzień są niezbędne. Wybór wózka doprowadza mnie za każdym razem do histerii a A. do osiwienia tego co mu jeszcze nie wyłysiało... I to z kilku przyczyn.

wtorek, 20 czerwca 2017

Mała wielka rzecz

Ja się takimi brylancikami wśród innych lekceważących albo pogardliwych spojrzeń tak jaram, że aż dostaję gorących uszu. Układam je sobie w głowie na półce z napisem "ż jest piękne" i pielęgnuję w pamięci by się nigdy w niej nie zatarły. A jest tam już tego całkiem sporo.
Taka sytuacja z dziś: ja, moje dwie i mami na placu zabaw. Nic szczególnego, ja urąbana jak po Chodakowskiej, bo przeszłam z tym stadem w upale trzy ulice, mami po pracy a one jak zwykle - B. coś tam mamrocze pod nosem, podczas gdy Mniejsza odpala swoją maksymalną kreatywność niepoczytalnej trzylatki, która zrezygnowała ze spania w dzień. Wrzask dzieciarów, co chwila przejeżdżający pociąg, marudzące matki i plotkujące babcie. Każdy coś tam sobie, nic szczególnego.

piątek, 16 czerwca 2017

A na drugie imię jej było - Wyrzut Sumienia

Wyrzuty sumienia i poczucie winy są wpisane w specjalne macierzyństwo. Taką tezę stawiam. A wiem co mówię, bo nie mam chyba sobie równych w samo-udręczaniu tym gdzie i w czym akurat zawaliłam na naszej pełnej zasadzek drodze do przechytrzenia retta.
Wykształciłam w sobie też wiele metod by te wyrzuty sumienia uciszyć. Działania pozorowane to podstawa. Coś co niewiele zmienia i można by było usiąść by spożytkować ten czas w jakikolwiek przyjemniejszy sposób tylko, że co mi z tego przyjemnego? Skoro w bani ciągle słyszę głos rett-voldemorta: "A to, tamto, sramto dla Niej zrobiłaś?" 

czwartek, 8 czerwca 2017

Czegoś jeszcze Panienka sobie życzy?, czyli żyj z całych sił nawet jak nie masz sił.

B. siedzi i godzinami obserwuje ścianę. B. położona w łóżku leży i pachnie. B. klepie sobie ze swoim rettem w łapki a ja w miedzy czasie żyję. Prawda? Nie prawda! Takie historie u nas nie istnieją. Nie potrafię zostawić Jej w próżni tej zasranej choroby na dłużej niż 10 minut. Nie potrafię, za nic, za cholerę. 
Nie wiem z czego to wynika. Pewnie po części z mojej natury, która kompletnie nie zakłada odpuszczania sobie, tylko raczej jak mantrę powtarza "push harder, harder, harder" ale też z tego jaka jest B. Tak bardzo tu i teraz, przez większość czasu maksymalnie obecna.