17 dni sielanki. Mój zatruty adrenaliną mózg i ciało nie zdążyły się jeszcze zregenerować, nie mówiąc o B. Masz z tyłu głowy, w szufladzie "coś optymistycznego", że to może jednorazowa akcja i się nie musi powtórzyć. Albo pełnia a bezdech ma prawo się zdarzyć i nie znaczy to, że kolejny pomysł na leczenie B. okazał się fiaskiem. Tyle, że jedynym co się w tej głowie otwiera to wielka i przepastna szuflada z koszmarami, z której całymi stadami wyłażą potwory. Boisz się, że znów wraca to co było, a każdą minutę wypełni lęk, że Ją stracisz. Znów widzisz tylko zalane łzami oczy, Jej sztywne ciało i fioletowe usta. Wiesz, że nie oddycha. Walisz głową w ścianę. Nadzieja rozbryzguje się w drobny mak jak tafla szkła a każdy ostry jak brzytwa kawałek przecina Ci duszę. Spokój rozsypuje się w jedną chwilę jak domek z kart. Boisz się...
Myślisz "Nie, błagam..." i w tej samej chwili wiesz, że to kompletnie na nic. Bo nic to nie da. Chcesz tylko jednego - chwili spokoju, by można się było zregenerować i trochę pożyć. Byś mogła przestać traktować ambu jako najważniejszy sprzęt w domu. Byś każdej ciszy nie traktowała jako potencjalne "Nie oddycha, dawaj ambu!". Byś chwilę mogła pobyć tylko Jej mamą...
A.
Grafika pochodzi ze strony: purpmagazine.com
Ostatnie dni to wg mojego rozeznania napadowa rozpierducha - i u nas i u innej koleżanki, mamy anioła - zmiany pogody dały popalić fest. I to dzieciakom o jako tako udobruchanej lekami padaczce. Teraz już będzie lepiej, promys. Najgorsze są zmiany pogody - czy na gorsze, czy na lepsze - ZMIANA daje w kość.
OdpowiedzUsuńAnonimowy ale jakie zmiany pogody ? u nas pogoda ta sama od tygodni a mieszkam w malopolsce w nocy mroz w dzien slonce
OdpowiedzUsuńAnonimowy z Górnego Śląska - u nas raz słońce, raz czarne chmury, raz pięknie, raz wieje i tak od dni kilku. Dziś pięknie.
UsuńU nas na Dolnym podobnie. Lonia, chodzi o to, że jak typ taki wrażliwy i z taką padaką jak moja B., to wystarczy, że w ciągu dnia wyjdzie słońce zza chmury i już zaczyna się jazda robić... Nie musi być orkanu wystarczą jakieś z pozoru niewinne pogodowe atrakcje.
UsuńJakiś czas temu znalazłam twojego bloga i przepadłam. W obliczu takiej choroby, myślę, że jak nazywasz dupo retta, to jest naprawdę nieciekawa choroba :-(, masz w sobie naprawdę duzo siły. Mój synek ma 3 miesiące, urodził się z wadą twarzoczaszki i ma całkowitą dysfagię (nie przełyka), moim codziennym sprzętem stał się ssak, bez tego się może udusić, jest podłączony na stałe pod pulsoksymetr i też zyję w ciągłym stresie, ale to i tak nic z tym co ty przeżywasz i jeszcze masz w sobie siłę, żeby walczyć. Trzymam kciuki za wasze lepsze jutro. Super się ciebie czyta!!!! Agnieszka
OdpowiedzUsuńTeż mamy przyjaciela-ssaka :) Trzymaj się Agnieszko, mimo wszystko! Byle do przodu! :*
Usuńoch, jak doskonale rozumiem... trzymajcie się i niech leki okażą się działające na zawsze i bez niespodzianek!!
OdpowiedzUsuńNiech, niech... Eh... :*
Usuń