środa, 27 września 2017

Zrobię dla Ciebie WSZYSTKO

Nie tak to było? Patrzysz w te pierwszy raz otwarte na Ciebie i na świat ślepia i obiecujesz. Wiesz, że w tym WSZYSTKO jest wszystko. Chodzenie razem każdej jesieni na kasztany, nauka kolorów i wspólne wypady do maka. Ono jest Twoją wiarą, nadzieją i miłością życia, więc należy mu się od Ciebie jako rodzica WSZYSTKO. Trochę zgodnie z zasadą "nikt nie da Ci tyle ile obiecam Ci ja". Obiecywałam tak samo, i to dwa razy, i ani w milimetrze nie miałam wątpliwości, że gwiazdka z nieba to będzie pikuś, bo obie moje córeczki są tego jak najbardziej warte. Jednak te 9 lat temu nie byłam kompletnie gotowa, że w tym pojęciu "WSZYSTKO" może kryć się parę naprawdę ambitnych wyzwań które przy gwiazdce z nieba wydają się jakimś kilimandżaro...
Dwa pierwsze tygodnie po wakacjach były takie w kratkę, raz u tej gil, raz u tamtej, ale jednak moja wolność dawała się czasem odczuć. Byłam nawet na jednej kawie (Beti, thx, następną z prądem stawiam ja), na jednej była u mnie moja I. I tyle, żadnych rewelacji ale też żadnych dramatów. Delektowałam się faktem, że mogę zacząć jedną rzecz by później ją skończyć. Odkułam się z kilkoma zaległościami, kupiłam sobie bardzo drogie spodnie i byłam szczęśliwa. I się skończyło. Drugi tydzień mam obie chore w domu i to chore nie byle jak - na zapalenie oskrzeli.
Niby nie koniec świata, ale nie jest prosto, bo:
  • Mniejsza ma już drugi antybiotyk, po którym dostała pryszczy a kaszle jak kaszlała, czyli koszmarnie. Czyżby trzeci, kolejna wizytka za 150 zeta i znów walki "nu weź do buzi pyśniusi sylopik, plosieee"? Mniejsza chora to Mniejsza bardzo zła. I bardzo bardzo mało pokorna. W dodatku mnie nienawidzi, i to od bardzo konkretnego momentu, a w zasadzie czopka, który musiałam Jej podać tam, gdzie nie wolno! Moja pupa.
  • B. jak choruje to na maksa. Ma napady, wymiotuje flegmą, nie je i nie pije. A to ostatnie jest warunkiem podania hardcorowych antybiotyków. Wiec błagając dr, żeby nie wyekspediowała nas do szpitala wymusiłam kroplówki w domu. Sama już umiem nawet je odpinać... Umiem dużo więcej rzeczy niż chciałam umieć. 
Szczerze? To tak wyczerpana (zmęczona to nieadekwatne słowa. Zmęczona to ja jestem samą obsługą retta na co dzień, bez dodatkowych ekscesów) nie byłam chyba od czasu Blanki akcji z duszeniem w napadzie, typu akcji-reanimacja 5-7 razy w tygodniu. Nie byłam gotowa na to, że "zrobię dla Ciebie wszystko" będzie obejmować specjalistyczną obsługę lekarsko-pielęgniarską, zgarnianie wszelkich żali za to, że są chore, wyłączenie się totalnie z życia po raz kolejny. Oklepywanie (większa mi dziś zleciała z łóżka bo głowa musi być niżej, tyle, że Ona już jest duża i swoje waży a Mniejsza myśli, że w końcu legalnie się bijemy i mi po prostu oddaje. Ew. oddaje Blance, bo skoro mama może to ona też), wydawanie leków (dwóm, innych, w syropach, tabletka, kapsułkach, kroplach, czopkach brrr, w różnych dawkach, przed, w trakcie, po jedzeniu), inhalowanie (inhalator błaga już o eutanazję) - to wszystko zajmuje mi całą dobę. Plus wizyta pielęgniarki, schodzenie kroplówki (czyt. trzymanie ręki B., która klepać musi a między kroplami się nie zsynchronizuje, żeby nie zaburzać tego kropania), przewijanie, karmienie (z B. i taką ilością flegmy i kaszlu to never-ending story), to wszystko zajmuje mi całą dobę i wyżera energię na 5 lat do przodu. A widać, że końca nie widać więc zapewne jeszcze ze 2 tygodnie przed nami...
Nie chcę robić z siebie ofiary, bo że to niby tylko dwójka chorych dzieci. Ale dziś to ja jestem dla siebie ofiarą pełną gębą, ledwo chyba nawet dopiszę ten post do końca. Chcę szkół, przedszkoli, wolności. Chcę tylko żeby były już zdrowe, nawet ten rett niech już zostanie. Bo robię WSZYSTKO co mogę... I więcej już nie mogę.

                                                                                             A.  

Grafika: rodzice.pl

4 komentarze:

  1. Nasz starszy syn rok temu poszedł do przedszkola... I zaczęło się. Młodszy się wtedy chwilę wcześniej urodził i chorował pół roku.. A Panna... Najpierw tylko niby infekcje a potem zapalenie zatok kt nikt nie zauważył... Jakoś dziewczyna nie powiedziała.. Zapalenie płuc. Z tego zapalenie mózgu i szpital. Potem znów zapalenie płuc i potem kolejne już znów że szpitalwm i zapalenie zatok...
    Teraz znów antybiotyk ma. A kilka lat wcześniej nie chorowala. Życzę Wam dużo siły bo jak myślę że trzeba do następnego lata dotrwac to mi słabo... Przedszkole może pokonać każdego...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli eee... to już tak zostanie??? 😢

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mam tak na poważnie odpisać to warto porozmawiać z pediatrą... U nas bylo/jest gorzej chyba przez że Panna nie chodziła właściwie na zajęcia inne niż indywidualne czyli nie miała kontaktu z wirusami i nie uodparniala się sukcesywnie przez lata. Więc jak pojawiły się wirusy z przedszkola to padło na wszystkich... Ale naprawdę cały dom był chory przez rok... A i tak syna przez trzy msc gdy ospa i szkarlatyna szalała w przedszkolu trzymalismy w domu.

      Usuń
  3. W pewnym momencie inhalacje robiłam trzem osobom. Uważam że to już po prostu jakaś chora jazda...

    OdpowiedzUsuń