niedziela, 18 października 2026

Rettowy syndrom oszusta

 To uczucie czy stan towarzyszy mi z przerwami od początku i przybiera różne formy ale generalnie zawsze sprowadza się to do jakiegoś abstrakcyjnego poczucia, że tego retta udajemy. Przekonująco ale jednak. Skąd ja to mam mimo diagnozy na papierze od 14 lat i typowo postępującej choroby córki starszej to naprawdę nie wiem. Pewnie dobry psycho by to rozpracował ale jakoś są ważniejsze rzeczy. 
Gdy B. była maleńka wszystko było takie jakieś podskórne. Żadnych faktów medycznych za to masa zabierających sen i maminy spokój przeczuć. I drobne sygnały - uciekające oczy, klepiące ze zbyt dużym zacięciem rączki, jakaś ospałość przy nauce chodzenia czy zbyt wrzaskliwe reakcje. Wszyscy pukali się w czoło, sąsiadki, koleżanki, znajomi i rodzina patrzyli się na mnie jak na wariatkę szukającą sobie problemów tam gdzie ich nie ma. Oszukiwałam, udawałam? Czasem nie miałam już siły tłumaczyć ile rzeczy mnie w niej martwi i tylko przyznawałam, że jest super. W środku masakra, ani grama przekonania, że jest zdrowa ani odrobiny siły by przekonywać kogokolwiek jak bardzo jest źle.