R
E
T
T.
Przyszedł, zabrał Ją nie pytając o nic. Później oddał. Zupełnie inną. Powiedziałam, że nie przestanę walczyć to tylko się zaśmiał. Wiedziałam już wtedy, że nie będzie happy endu.
Myślał, że wziął wszystko. Jednak nie, nie zabrał Jej zupełnie zdrowej duszy. I tego, że jest najwspanialsza na świecie. Mimo, że dostała dożywocie i, że jest kompletnie niewinna musi siedzieć, zamknięta w tej cholernej klatce. Sama, z bólem, lękami, rozpaczą... Mimo, że jestem obok to jednak wszystko co zgotował Jej ten potwór musi dźwignąć zupełnie sama. Wierzę, że narawdę jest aniołem, bo zwykły człowiek by temu nie dał rady.
Zaczyna się pozornie błaho a większość z dylematów rozstrzygają albo pociążowe burze hormonów albo samo życie. Czy karmisz piersią czy butlą, czy śpi z Wami czy w swoim łóżeczku, czy rozszerzasz dietę przez blw czy poprzez żarcie chrupków z psem z podłogi. Tak naprawdę możesz wszystko, Ty jesteś mamą i to ty decydujesz. Dość szybko jednak pojawia Ci się za plecami zgraja znawców materii w stopniu najwyższym, którzy bardzo chętnie tą wiedzą chcą się z Tobą dzielić.
Wbrew moim skłonnościom do pajacowania, temat jest poważny a u nas to już nawet bardzo poważny. Żarty się kurna skończyły, bo dziewczyna krzywa jest jak jasny gwint więc po ogarnięciu padaki, budowów i wbrew zapewnieniom naszego lekarza reh (że nie warto robić cokolwiek, bo i tak krzywa będzie) zaczęliśmy niedawno akcję plecy.
"Dorosłość" i "beztroska" to w sumie nie są za bardzo synonimy ale natura człowieka już tak jest skonstruowana, że wiedzie go czasem na tak bardzo ekscytujące obszary potrzeb stricte swoich własnych. Nie dzieci, nie czyiś tylko swoich. A ma się tych potrzeb trochę, od prozaicznych typu siku, po pośrednie (potrzeba odpoczynku, czekolady, coś) po jakieś totalnie odjechane i absurdalne typu samorealizacja, marzenia, nie wiem co tam jeszcze. Każdy człowiek je ma i każdy musi czasem wykombinować ja tu zrobić tak, żeby wszyscy byli zadowoleni ale żeby ugrać też przy okazji coś dla siebie.
Dzielne, silne kobiety to my! Supermatki wyjątkowych dzieci to my! I to jeszcze od zadań specjalnych, zawsze gotowe wstać nawet jak upadną pięćsetny raz. Napędzane miłością, zdeterminowane by walczyć do upadłego. Nie jest tak? Nie na takie nas kreuje świat i co gorsza - nie na takie kreujemy się same? Myślę, że trochę tak i same sobie tym strzelamy w kolano.
A to nie jest tak, jak ze zdrowymi dziećmi w reklamie, że tryb "matka" odpala się automatycznie a mydełko Bambino samo skacze nam do koszyka w tesko. To nie jest tak, że pewnego dnia budzimy się w nowej rzeczywistości, zakasujemy rękawy i z mocą tajfunu wstępujemy w elitarne szeregi armii matek dzieci niepełnosprawnych. To w ogóle nie jest tak...
Kolejny piątek w tym tygodniu, ubieramy się na spacer, co samo w sobie doprowadza mnie do psychozy. Buty jednej, drugiej, moje, kurtki, czapka z daszkiem, nie ta czapka z daszkiem!, miś, lalka, czapka lalki, picie, klucze, telefon, chusteczki itd. itp. W końcu mówię "Idziemy!". Blanka wypala "idziemy". ???
Jestem dziś wywalona z orbity. Optymiści powiedzą, że zaczyna mówić, za rok pójdziemy na własnych nogach na pielgrzymkę a za dwa zda maturę.
Dziś mija równy rok od odzyskania przez nas życia. 9 kwietnia 2017 Blanka przyjęła pierwszą dawkę leku, który po latach błądzenia okazał się Tym Lekiem i pomału, z dnia na dzień, pozwolił nam odzyskać choć względny spokój. Bo to co było przed to był koszmar... Kilkanaście różnych kombinacji leków, sterydy, zmiany neurologów, 7 lat kompletnie bezowocnego leczenia. Skutki uboczne i napady, napady, napady. I jeszcze więcej napadów. Coraz silniejszych. Coraz masywniejsze niedotlenienia, jego objawy, utrata chodu i wielu, wielu rzeczy, które przestała móc robić. Strach, lęk, bycie w ciągłej gotowości do wyrwania Jej śmierci. Tak to było...