środa, 15 grudnia 2021

"Wyżej Retta nie podskoczysz", cz.2 - same początki.

 
Tak pozytywnego odzewu to ja się nie spodziewałam! Teraz nie ma wymówek, trzecią ostatnią część muszę dopieścić zanim do niej dolecimy.  
Idziemy za ciosem, dziś druga część - o samym początku, który już nieśmiało zwiastował nadchodzące kłopoty. Za żadne skarby nie wróciłabym do tego okresu w życiu i a propos tego skojarzył mi się cytat Churchilla - "Jeśli przechodzisz przez piekło, nie zatrzymuj się". No to wtedy było: do biegu, gotowi, start!

 



wtorek, 14 grudnia 2021

"Wyżej Retta nie podskoczysz", cz. 1 - co Wy na to?

Wielkimi susami zbliżam się do kryzysu wieku średniego a koniec roku ze swej natury wymusza pewne podsumowania i zamknięcia, a więc też kolejne początki. W związku z tym pomyślałam, że już czas wytargać tego trupa z szafy; w sumie lepiej żałować, że się coś zrobiło niż, że się nie zrobiło i let it be. 

W mojej komputerowej szufladzie od długiego już czasu drzemie treść szumnie zwana książką, która w końcu wzbudziła we mnie jakieś pozytywne uczucia a nie tylko "poprawiać, ulepszać, dopracowywać, za złe, za takie, za srakie". Zrobiło mi się żal tego kawału życia i pracy, który tak bezsensownie się kurzy i gnuśnieje od nie-czytania. Przyszedł czas, żeby wypuścić to w świat.

piątek, 10 grudnia 2021

Jej wysokość - Wrażliwość

Zawsze byłam inna. Płakałam więcej (o tym już krążą w rodzinie legendy; prawdziwa królowa dram lat 80' i 90' to ja), czułam mocniej, przeżywałam bardziej, zauważałam więcej szczegółów. Dla mnie emocje to nigdy nie było coś co zasygnalizuje swoją obecność gdzieś między żołądkiem a sercem, pogilgocze, przysporzy uśmiechu albo wyciśnie z oka łzę i żyje się dalej. Zawsze czułam każdą komórką ciała, od głowy po czubki palców. Jakieś subtelne międzyludzkie sygnały dla mnie były wyraźne i ewidentne. Przeczucia, sny, szósty zmysł. Ot, typowy wrażliwiec.  

piątek, 26 listopada 2021

Fo pa

Żeby uniknąć posądzeń, że jadę po bliźnich a sama jestem taka poprawna politycznie to zacznę od siebie. 

Czas - jakoś początek jesieni tego roku. Robię w biedrze zakupy i zauważam  kolesia (znam go z widzenia, bo mieszkał niedaleko moich dziadków), który walczy, żeby wziąć z półki w lodówce małe pudełko sałatki jarzynowej i wrzucić je do koszyka. Warto dodać, że człowiek urodził się bez niczego poniżej (czy powyżej) łokcia. Przysięgam, że nie wiem jak on to robi ale jest mega samodzielny, jeździ autem, robi zakupy i żyje jak wszyscy. Tylko ta cholerna sałatka schowana wysoko za kilkoma innymi artykułami nastręczyła mu wtedy trudności. Podchodzę i mówię, że pomogę a on, że chętnie skorzysta, bo mu się takie małe pudełka wyślizgują z rąk (nie mając dłoni ani palców to jest sam w sobie wyczyn).

sobota, 20 listopada 2021

Był sobie taki piątek...

Ten wpis miał się zaczynać błyskotliwym wstępem, kończyć trafną pointą a pomiędzy nimi miała być cała masa ciekawych myśli i mądrych zdań. Głównie o tym jaka B. jest fantastyczna, silna i niezłomna a ja w tresurze retta dochodzę właśnie do poziomu masters. I dupa. Zgodnie z coroczną tradycją -  końcem listopada się rozsypałam, nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Trzy ostatnie wieczory obficie podlewam łzami poduszkę i mimo kilkunastu lat z rettem znów tak bardzo mam chęć krzyczeć w chmury - Dlaczego??? Dlaczego Ona... Wisisz mi chyba jakieś wyjaśnienie...

niedziela, 14 listopada 2021

Ona i ja

Całe lata świetlne zajęło mi zrozumienie, że ona jest najważniejsza, bo bez niej nie pociągnie nic. I, że muszę o nią dbać, tak samo jak o najbliższych albo nawet i bardziej. Przecież nie zrobi tego za mnie nikt... Ona i ja to jedno. 

Ile razy słyszała - nie, nie masz racji, gówno wiesz, robimy tak jak mówi X, Y albo Z. Tysiące jak nie miliony razy olewałam to co mi szepcze; żaden z niej autorytet. Z każdym kolejnym razem mówiła coraz ciszej i ciszej, aż zamilkła zupełnie a ja musiałam z bólem odkryć, że wcale nie żyję tak jak chcę tylko tak jak każe mi wszystko inne i wszyscy inni. Największym punktem zwrotnym był dzień, w którym, będąc grubo po 30-tce, zauważyłam, że nawet nie wiem co tak naprawdę lubię, co mi się podoba a co nie. Ale ta, która to wiedziała doskonale zawsze słyszała - "Zamknij się, głupia, nie wiesz co gadasz". 

czwartek, 4 listopada 2021

Nie wiesz o co chodzi?

 Ania jest moją dalszą znajomą, w sumie znajomą znajomej. Ma 14-letniego syna z odjechanym autyzmem a jej były-już-mąż wybrał życiową opcję light i zniknął gdy młody, zamiast uczyć się literek, zaczął walić głową w ścianę na dźwięk odkurzacza. Ania ma też rodziców po 70-tce i cały swój czas rozdaje jak karty między dom, syna i rodziców. Żyją z zasiłku, bo mąż z przeszłości nigdy nie wiedział co to alimenty więc wyciąga na nich dwóch ledwo najniższą krajową. Młody jest jeszcze za mały, żeby wysłać go w świat ale też dużo za duży i i za silny, żeby jej czasem nie przywalić. Bywa, że zamiast chleba z nutellą i paznokci z hybrydą, jest buła z pasztetową i paznokcie obgryzane ze zmęczenia. Ania tego lata dostała od pobliskiego rolnika propozycję nie do odrzucenia - "Hej, mała, pozbieraj przez kilka dni z nami truskawki".