Wczoraj, mając jeszcze Rudą pod ręką, zaczęłyśmy dumać nad pewnym tematem... Może komuś, kto z gówno-dupo-rettem właśnie zaczyna się "przyjaźnić" coś te nasze dumania pomogą. Bo morał z tej bajki będzie nadziejo-twórczy, a sprawa dotyczy akceptacji. A może raczej pogodzenia...Jak dobrze wiecie, pozowanie na błogosławioną mamę dziecka npspr to nie moja bajka. Szarpanie, negowanie, rzucanie kur... ku niebu już zdecydowanie bardziej. Jednak pewne społeczne i kulturowe ramy mnie blokują, bo gdyby nie one, to z pewnością od 3 lat leżałabym na podłodze, ewentualnie chodziła po ludziach i wyła wniebogłosy, że mam Retta i, że go nie chcę, i że Mała taka biedna, i generalnie - umieram z rozpaczy i żalu. Trza się jednak pilnować i scen nie robić, bo znów będzie wstyd w rodzinie.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)