Byłam wczoraj u Blankowej pani Psycholog, bardzo fajna, znamy się nie od dziś i myślę, że nadajemy na tych samych falach. Wszystkie wizyty z B. u różnej maści specjalistów od ducha sprowadzają się zawsze do terapii nie kogo innego jak mnie. Bo coż ja mam za problemy wychowawcze czy psychologiczne z B.? Żadnych... Ani nie jest niegrzeczna, ani taka czy śmaka. B. to B., poza wszelkimi kategoriami i anielska klasa sama w sobie. We mnie natomiast wszystko rozwala się o emocje.piątek, 11 kwietnia 2014
Emocje, emocje...
Byłam wczoraj u Blankowej pani Psycholog, bardzo fajna, znamy się nie od dziś i myślę, że nadajemy na tych samych falach. Wszystkie wizyty z B. u różnej maści specjalistów od ducha sprowadzają się zawsze do terapii nie kogo innego jak mnie. Bo coż ja mam za problemy wychowawcze czy psychologiczne z B.? Żadnych... Ani nie jest niegrzeczna, ani taka czy śmaka. B. to B., poza wszelkimi kategoriami i anielska klasa sama w sobie. We mnie natomiast wszystko rozwala się o emocje.sobota, 5 kwietnia 2014
Nie chcę ryby, chcę wędkę...
No i jednak nie wytrzymałam. Niechaj wiadro pomyj i wszelkiego badziewia na mnie spadnie, ale muszę napisać jak to widzę. Postaram się to zrobić bez oceniania tego czy dobrze strajkują, leżą, proszą itd. bo ja nie organ oceniający, a zaprezentuję tylko mój naiwny światopogląd w tejże materii.
Zacznijmy od tego co mi zmienią dwie lub trzy stówki w miesiącu więcej? Tak naprawdę, całokształt pt. "życie z niepełnosprawnym dzieckiem" na tym niewiele zyska.
środa, 2 kwietnia 2014
Samotny wilk
Samotna wilczyca coś nie brzmi... A to cała prawda o mnie. Niedawno oglądałam jakieś badziewie na TLC i kobieta powiedziała zdanie, które brzmiało tak: "Nie o to chodzi, że odcinamy się od świata, po prostu nie pozwalamy żeby nas wciągnął"... O to to... Mnie czasem świat (i ludzie) najzwyczajniej przytłaczają...Rozmawiałm kiedyś o tym z moją J. i okazało się, że obie mamy na koncie czas kiedy to próbowano nas usilnie zmienić w kwestii dystansowania się do świata, bezskutecznie zresztą. Może dlatego też tak się lubimy, bo każda z nas rozumie, że czasem trzeba się odciąć. Być tam gdzie jest się samemu ze sobą, swoimi myślami, książką, kawą, czymkolwiek...
poniedziałek, 31 marca 2014
"Widziała Pani, Pani kochana?!"
Jesteśmy nowi na dzielni. Stosunkowo. Nie dość, że nowi to do tego maksymalnie dziwni i interesujący... Oddział świdrująco-mierząco-informacyjny w pełnej gotowości badawczej od pół roku. Zbiera się i łypie. Wczoraj, wracając ze spaceru, udając możliwie jak najbardziej wyprasowaną rodzinkę, spostrzegliśmy po raz kolejny jak bardzo jesteśmy ciekawi...Pani Kochana nr 1 pyka Panią Kochaną nr 2 nerwowo łokciem w bok. Ta stawia uszy do góry, wyostrza gały jak lornety i łowi... Pani kochana nr 3 dobrodusznie pomaga naprowadzając wzrokiem na kopertę i jakąś dziwną jednostkę społeczną z TAKIM dzieckiem. Pani Kochana nr 2 zauważywszy obiekt potakuje z wielkim poczuciem ulgi i zwycięstwa głową.
piątek, 28 marca 2014
O marchewce dobrej na wszystko i odkryciu roku
Ci na podłodze, tamci oburzeni, inni niedocenieni a jeszcze inni to trolle. Głosy takie, inne, heroiczna walka, generalnie - dym. Rozważywszy to we własnym sumieniu postanowiłam się do spraw sejmowo-podłogowych nie odnosić i zająć tym na czym się choć trochę znam. Agato - do garów a nie do polityki :) Dziś więc o najbardziej popularnym i zdrowym (według Amerykanów) owocu (!) czyli o marchewce. czwartek, 27 marca 2014
Gorzko, gorzko...
Będzie gorzko. Od wywalania żali też w sumie jest ten blog. Jak zwykle "opinia publiczna" rozstroiła mnie lekko psychicznie, mimo, że obiecałam już sobie milion trzysta razy nie przejmować się tym co ludzie powiedzą. I pomyślą. A jednak. Kolejny raz...Zacznijmy od tego, że tak jak nie ma jednej drogi do szczęścia, tak nie ma jednego dobrego modelu wychowywania dziecka. W tym dziecka niepełnosprawnego.
poniedziałek, 24 marca 2014
Dzień zły bardzo
Nie, że ja mam dziś zły, o nie nie! Chociaż rano wszystko wskazywało na to, że taki właśnie będzie... Znów nieprzespana noc, gram-dodatnie i gram-ujemne nas duszą, B. odmawia picia, jedzenia i generalnie wszystko jest na nie. Potem dr przedłuża zastrzyki a B. przedłuża swój protest song. Myślę "Źle, źle, źle, bu, buuu". Ale nagle następuje szybki zwrot akcji: dostaję prezent-niespodziankę od mojej Gosi, który wywala mnie i z kapci i z orbity złego deszczowego nastroju! Goś, jesteś najlepsza, dziękuję! Ale przy tej radosnej jakby nie było okazji chciałam napisać o zjawisku bad day, który przydarza się wszystkim kobietom/matkom/rett-matkom a nawet wszystkim ludziom świata. Że się wstaje i jest po prostu kicha.
Subskrybuj:
Posty (Atom)