piątek, 1 kwietnia 2022

"Wyżej Retta nie podskoczysz", cz. 11 - rodzicielstwo, vol. 2.

Superwoman in da making
Dobra, miejmy to już za sobą ;)
Wiedza jaką daje pierwsza ciąża i pierwsze dziecko jest kluczowa - jednym pozwala zdecydować się na rodzicielstwo ponownie, w nadziei, że z każdym kolejnym młodym zdobywa się coraz więcej wiedzy tajemnej a innych utwierdza w poczuciu, że na jednym należy skończyć. Czasem bywa i tak, że los decyduje za nas. 
W momencie kiedy pierwsze dziecko jest głęboko niepełnosprawne (tylko tą sytuację znam i mogę opisywać) to decyzja o drugim jest trochę jak skok z klifu. Pełne złudzeń i różowych wizji macierzyństwo ma się już bezwzględnie za sobą, za to nowych  lęków, obaw i niepewności - całą masę. Głównym i najważniejszym pytaniem jest - czy będzie zdrowe? I czy w ogóle będzie? A jeżeli tak to pojawia się cała lawina kolejnych znaków zapytania, które przez długi czas muszą pozostać bez odpowiedzi. Jak  poradzić sobie będąc w ciąży i dźwigając kilkulatkę, jak jeździć na reha, jak prowadzić tą drugą (obciążoną już) ciążę, na jakie badania się decydować i jak w tym wszystkim nie zwariować. Dziś o mojej Mniejszej. Czyli o nadziei.

niedziela, 20 marca 2022

Do tanga trzeba dwojga

Nazwij to jak chcesz. Symbioza, obustronna zależność, poświęcenie z miłości (o, romantycznie nawet), opieka po wsze czasy. Można też bardziej technicznie - jest usługodawca więc musi być usługobiorca. Jeden pomaga a drugi tę pomoc musi przyjąć. Niby proste ale problem robi się wtedy, gdy ten obdarowany nie bardzo już chce wszystko co dawane przyjmować, bo na przykład ma już tego całego "biorstwa" po same dziurki w nosie. I bardzo fajnie, tylko co wtedy jak nie ma się wyboru? W tym właśnie punkcie jesteśmy z Lalą teraz. 

środa, 16 marca 2022

Temat - rzeka

Kto z Was jest w miarę na bieżąco, pewnie zauważył (-a), że od jakiegoś czasu nie ma kolejnej części tego co nazwałam książką. Po prostu ugrzęzłam. I chyba to jest dobry moment, żeby wywalić z siebie trochę z zakopanego bólu, z którym nauczyłam się żyć ale który wciąż we mnie jest i to bardziej żywy niż się spodziewałam. Jedenasta część "Wyżej Retta nie podskoczysz" dotyczy bowiem narodzin mojej drugiej córki i o tym dzisiaj. Fragment wymagający tylko drobnego przeredagowania budzi we mnie taką masę wspomnień i trudnych emocji, uznałam więc, że należy mu się pewne dopełnienie... Będę pisać o sobie, więc treści nie są uniwersalne, pewnie część z kobiet radzi sobie w podobnej sytuacji lepiej, ale spodziewam się, że są i takie, którym w ogóle myśl o kolejnym dziecku po rettce wydaje się abstrakcyjna jak podróż z ekipą pociągiem do Rosji. Idę po chusteczki i jedziemy oczyszczanie oczu, nosa i duszy.

wtorek, 8 marca 2022

Panny się nie lubią

 Jestem jedynaczką, więc zawiłości siostrzanych i braterskich więzi, choćbym chciała, nie jestem w stanie zrozumieć. Jednak od zawsze byłam dobrym obserwatorem i też na szczęście miałam kogo obserwować, bo wychowywałam się w dość dużej grupie kuzynostwa. A oni potrafili dać czadu jak mało kto. Akcje z przelatywaniem z szybą przez drzwi, wojny, walki, krwawe jatki i podchody to była na pewnym etapie życia codzienność. Szczerze, to trochę im zazdrościłam, że mają komu legalnie przywalić gdy życie przerasta.  A co najlepsze, wyrośli na ludzi wspierających się na wzajem a bratersko-siostrzane walki z młodości poszły jakimś magicznym sposobem w niepamięć. 

piątek, 18 lutego 2022

Padłaś? Powstań.

 Pytanie jest - czego życzą sobie nawzajem matki dzieci
niepełnosprawnych? Wbrew pozorom nieczęsto tego, żeby zakonnice przyjęły im dziecko do jakiegoś miłego przytułku. Najczęściej życzą sobie dwóch rzeczy (z  mojego doświadczenia): 1. SIŁY, 2. CIERPLIWOŚCI. I największy paradoks jest w tym, że o wiele łatwiej zorganizować chyba miejsce u zakonnic, niż to czego same sobie życzymy. Czemu? Bo tego nie ma, nie będzie i nie było i nie ma z czego być. Z pustego się nie naleje. A jednak trzeba. Over and over again...
Brak, niedobór, deficyt; nazwij to jak chcesz. Siłę i cierpliwość to się ma chwilę na początku, bo się jedzie na ogromnej złości i rozczarowaniu chorobą dziecka. Wkurw daje niezłe turbodopalanie, i do życia, i do rehabilitacji i do walki. Tylko co z tego, skoro to jedno z tych uczuć, które wybucha i się wypala. I wtedy na czym jechać? No na minusie, na oparach i na wyimaginowanej mocy, którą sprawczym myśleniem sprowadza się w swoje umęczone kończyny i wyzuty z uczuć mózg. 

wtorek, 8 lutego 2022

"Wyżej Retta nie podskoczysz", cz. 10 - jestem sobie przedszkolaczek.

Marudzę, płaczę i na bębenku nie gram sam - nie ma cudów,
przedszkole specjalne jest od zadań specjalnych i opieki nad dziećmi specjalnej troski. Jedno dla mnie jest pewne - słabo rokuje jak się za wszelką cenę próbuje je podciągnąć pod zdrowe standardy, zachowania i sposoby pracy. Wiem, że z B. łatwo wtedy nie było, pierwsze lata retta są zazwyczaj bardzo głośne i trudne do zrozumienia, nie tylko dla opiekunów ale dla dziecka i rodziców przede wszystkim.  Dlatego fajnie by było jakby wtedy dostali jak najwięcej wsparcia, zrozumienia i ciepła. Byli ludzie, którzy nam to wtedy dali, byli też tacy, których nie chce mi się wspominać. Jak to w życiu.

piątek, 4 lutego 2022

Strach w 3D

Dawno temu, za czasów prenumerat w kioskach RUCHu i pasji dziecięcych realizujących się poza telefonem miałam pewne magiczne okulary. Zrobione były z kartonu i w kształcie dinozaura, z jednym okiem zielonym a drugim czerwonym a do nich cały plik czasopism ze specjalnie rozjechanymi obrazkami w czerwieni i zieleni, które zyskiwały trójwymiarową głębię gdy się na nie patrzyło przez owe okulary. A, że mam solidny astygmatyzm od przedszkola, to obraz rozjeżdżał mi się zarówno przez dinozaura jak i bez niego. Jednak niezachwiana wiara w to, że tylko przez dinozaurze okulary można ujrzeć cuda dinozaurzego świata, była silniejsza niż wada wzroku  czy przesłanki zwykłej percepcji. Przez dinozaura się patrzy i kropka, bo tak widać to co ma być widać; wszystko jest wyraźniejsze, dinozaury mają większe zębiska a palmy bardziej zielone liście. Minęło kilka lat, dino-okulary zaginęły w nurcie życia a ja złapałam się na tym, że nadal czasami patrzę na świat przez pryzmat zniekształcających soczewek a filtr ten nazywa się nie inaczej jak LĘK.