wtorek, 17 grudnia 2024

Siedzisz ile masz lat, czyli rettowy karny jeżyk we własnym m.

"Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej". Kto może napisać albo powiedzieć coś takiego? No raczej nie ten, kto ma domową odsiadkę,  tylko wracający z utęsknieniem do swojego gniazdka. Chyba, że ewentualnie ma szczęście i jest masochistycznym domatorem, bo takiemu z pewnością łatwiej byłoby dać zamknąć się pod kluczem. Perspektywa zmienia wszystko a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, wiadomo jak jest. Od 16 lat mam ogląd na moje cztery ściany tak dokładny, że zaryzykuję całkowitą szczerość w tych słowach - znielubiłam swój dom na amen.

wtorek, 12 listopada 2024

Listopadł, eh listopadł...

Czarny PR ma jak żaden inny miesiąc w roku. Wiadomo dlaczego, nikt nie lubi zimna, pluchy, szarówki o 16 i bezwzględnego końca ciepła. Już nie piękna złota jesień, a jeszcze nie psychodeliczny zielono-czerwony i choinką pachnący grudzień. Zawieszenie w szarości, zapach zniczy i wosk na palcach. Śmierć i koniec. Koc i ciepła herbata. Zatrzymanie. Zamyślenie. Konieczność refleksji. Czas w roku, który trzeba przeżyć albo od którego można się odbić jak już to przeżycie się powiedzie. Mało kto lubi w listopadzie osiąść i mu pozwolić zrobić swoje, raczej traktuje się go na przetrwanie. Mnie listopadowy czas zatrzymuje jak w szklanej kuli, tylko nie ma w niej sztucznego śniegu wirującego w płynie wokół choinki a różnokolorowe wspomnienia utopione w szarości coraz krótszego dnia. Zmierzam się. Co roku muszę się zmierzyć. 

piątek, 18 października 2024

Bywa lekko.

Bywa ciężko. To wie każdy, i ten bezpośrednio dotknięty i ten, któremu wypada powiedzieć, że współczuje. Wie to B., wiem też ja oraz pani ze sklepu, w którym robimy zakupy. Że ten nasz rett to nie są żadne popierdółki tylko życiowy szach mat a sztuka przetrwania to sztuka brania rettowych fal tak, żeby po każdej wystawić choć jedną dziurkę od nosa na powierzchnię i nie dać się tak łatwo zatopić. Całokształt tego współdzielonego z B. "nieszczęścia" powoduje, że staje się ono w jakiś sposób nietykalne, bardzo na poważnie, bo przecież nie ma się z czego śmiać. A jest! Bardzo jest. Tylko nie bardzo jest z kim. O tym zdań kilka dziś mi się zachciało napisać.

sobota, 5 października 2024

Tu cię mam, o tu

Jak dla mnie stanowczo za dużo się dzieje. Najgorsze jednak jest to, że to co dzieje się realnie stanowi tylko drobną część tego co dzieje się pod kopułą mojej czaszki, w sercu i duszy. A tam to, moi drodzy, chaos jak w centrum Bangkoku połączony z paraliżem jak w samym środku pandemii. Na zewnątrz oczywiście spoko i całkiem elegancko, dzieci czyste, śniadanie do szkoły codziennie jest, obiady również, pranie wywieszone, grafik nowego roku szkolnego  też wygląda na szczęśliwie ogarnięty. Problem jest jedynie w tym, że środek mój nie nadąża. Wysoka wrażliwość i empatia, nadwrażliwość sensoryczna, emocjonalność i inne takie niech będą punktem wyjścia do tej opowieści, choć sama obawiam się czy ta szczerość przekazu nie odbierze mi poważania, które sobie wypracowałam w plebiscycie pod tytułem "jak ona sobie wspaniale radzi". Ale trudno, miło czasem okazać miękkie, bezwłose podbrzusze, może akurat ktoś zechce pogłaskać słowem albo poczuje, że ma podobnie. Czasem nie mam już sił udawać silniejszej niż jestem naprawdę. 

wtorek, 6 sierpnia 2024

Kilka słów, których mnie było wczoraj brak

Dobra, miałam to napisać jakoś mądrzej, z błyskotliwym wstępem, ciekawym rozwinięciem i spinającą wszystko puentą, ale są, kuźwa, wakacje i się nie da. Non stop mam na plecach dwie panny, a każda z nich ma miliony swoich spraw i potrzeb, którym trzeba wyjść na przeciw, więc już mi nie starcza procesu myślowego na jakąkolwiek błyskotliwość. Niech te słowa ze mnie wyjdą zatem po prostacku, teraz mogą, bo wtedy kiedy powinny płynąć z ust mych złotych, jak zwykle zemdlały zanim zostały wypowiedziane na głos a to wszystko w imię kultury osobistej i zbyt szeroko pojętej grzeczności. Story of my life.

sobota, 13 lipca 2024

Chcesz wiedzieć jak to jest?

Z chęcią Ci powiem. Opowiem. Omówię. I wyjaśnię. 
Choć te wszystkie emocje i uczucia nie zawsze dadzą się łatwo ubrać w słowa ale przecież zawsze mogę spróbować,  prawda? Aha, nie chcesz w sumie wiedzieć. Rozumiem... To pomidor.

Kiedyś zależało mi bardzo, by ten mój najbliższy świat choć spróbował nas zrozumieć. Czułam, że to podstawa budowania czegokolwiek między mną a innymi, że nie można odbierać mnie bez odniesienia do B. i tego co jej zrobił rett. To jak mnie zmasakrował miało i ma przecież bezpośredni wpływ na to jak funkcjonuję, jak widzę rzeczywistość, jak organizuję naszą wspólną  codzienność. Jakież było moje zdziwienie, gdy lista ludzi, którzy mieli jakiekolwiek chęci by się tego wszystkiego dowiedzieć malała z dnia na dzień lecąc do prawie zera. Dlatego też powstał ten blog, bo moja chęć dzielenia się ze światem tym czym jest rett i jaka niesamowita jest B. była zdecydowanie większa niż liczba zainteresowanych tematem w moim najbliższym otoczeniu. 

poniedziałek, 10 czerwca 2024

Był(a) sobie lekarz...

Choroba i niepełnosprawność w jakiś oczywisty i nieunikniony sposób wiążą się ze służbą zdrowia. Na każdym etapie życia dziecka ma się z lekarzami do czynienia, nawet jak dziecko jest pełnosprawne to pierwsze lata jego czy jej życia bywa się ciągle u pediatrów, alergologów, neurologów i wszelkich innych specjalizacji, z dzieckiem niepełnosprawnym natomiast to już jest nigdy niekończąca się przygoda w badania i leczenie... Najpierw szeroko zakrojona akcja pt. diagnostyka, próby klasyfikacji schorzeń, dziesiątki objawów, tony leków, badań, wniosków, zleceń i pomysłów. I lekarze.