Znów mam szpital w
domu (i już chyba straciłam resztki nadziei na jeden pełny tydzień
bez kaszlenia, smarkania, inhalowania i syropków) więc temat na
czasie. Byliśmy w poniedziałek z B. na badaniach na endokrynologii,
trwało to prawie trzy godziny, cztery pobrania krwi w wyznaczonych odstępach
czasu i coś trzeba było robić, oprócz słuchania piosenek z
komórki. Zaczęłam masować Jej te małe zimne jak lód stopy...
Pół godziny i nic, ciepłe póki się masuje a potem w mig znów lodowate. One takie już są, pomimo mojej bezgranicznej miłości, uwielbienia, miziania i całowania. Ciepłe bywają tylko w dwóch przypadkach: albo jak jest upał
tropikalny albo podczas gorączki. środa, 3 lutego 2016
Patent na stopy rodem z lodowca
Znów mam szpital w
domu (i już chyba straciłam resztki nadziei na jeden pełny tydzień
bez kaszlenia, smarkania, inhalowania i syropków) więc temat na
czasie. Byliśmy w poniedziałek z B. na badaniach na endokrynologii,
trwało to prawie trzy godziny, cztery pobrania krwi w wyznaczonych odstępach
czasu i coś trzeba było robić, oprócz słuchania piosenek z
komórki. Zaczęłam masować Jej te małe zimne jak lód stopy...
Pół godziny i nic, ciepłe póki się masuje a potem w mig znów lodowate. One takie już są, pomimo mojej bezgranicznej miłości, uwielbienia, miziania i całowania. Ciepłe bywają tylko w dwóch przypadkach: albo jak jest upał
tropikalny albo podczas gorączki. czwartek, 28 stycznia 2016
Jak upaść Rettkę - epilog
Wizytę kontrolną u
gastro-entero po pięciu miesiącach tuczu mamy za sobą. 21 kilo
żywej wagi, prawie 4 na plusie i baj baaaaaaaaaaaj PEG-u, tralalalalaaaa!
Who let the dogz out, who, who, who?!
Dr skłonił nas do
pewnych podsumowań z okresu nabijania masy, czym i jak to
zrobić itd., jedno w każdym razie jest pewne – upaść Rettkę
nie jest łatwo (podejrzewam, że równie niełatwo jak inne powalone
przez chorobę dziecko z niezbyt współpracującą paszczą) i samym
nutridrinkiem się sprawy nie załatwi. Ale udało się i to
najważniejsze, na razie o rurach do brzucha możemy zapomnieć.
środa, 27 stycznia 2016
Blizny
Każda matka zna to uczucie, gdy świętość nienaruszalności tkanek dziecka zostaje jednak naruszona. Podnosisz z podłogi – a tam strumienie
krwi z paszczy/ czoła/ kolana etc. i ta świdrująca mózg myśl:
„Znów nie upilnowałam”. Dziecko wyje, Ty wyjesz razem z nim.
Ale to Wasza historia, bliznami szyta.
Wczoraj B. wysmynęła
mi się na schodach, też dzięki uprzejmości ton tekstyliów,
kurtek, szmat, dyndających toreb itd. Sekunda nieuwagi, nagłe
zgięcie w pół i zęby na schodach. Mało, bo mało ale ukruszyła
się dwójka, przecięła warga i wylało trochę krwi.
wtorek, 19 stycznia 2016
Kwestie techniczne
Wlewki do awaryjnego zatrzymywania napadu padaczkowego stosuje się w razie W, wiadomo,
przy czym dla każdego owo „W” oznacza co innego. Komuś tam to
leży w szafce z lekami dwa lata, albo aż się przeterminuje a tacy
my zużywamy ich całkiem spore ilości. Taki los. czwartek, 14 stycznia 2016
Pozytywnie!!!
Widzimy się rano
przelotem, znamy się tylko z widzenia, wiemy o sobie tyle co w sumie nic. I
znów słyszę, że trzeba pozytywnie...
A przespałaś dzisiaj
noc? Albo chociaż wczoraj? Zjadłaś śniadanie? Wypiłaś (ciepłą)
kawę? Zrobiłaś pełny makijaż, włosy, stylizację odpowiednią
do pogody? Zeszłaś (sama) na dół? Złapałaś świeżego
powietrza w płuca, wiatru w skrzydła i możesz lecieć w ten dzień
pozytywnie, tak? A to dobrze.
sobota, 9 stycznia 2016
Dotyk do kontaktu
wtorek, 5 stycznia 2016
Nie ma, nie ma Ciebie...
Leżeliśmy niedawno (tzn. A. i B. a ja tylko z doskoku) na tym cholernym
oddziale neurologii dziecięcej, bankowo będziemy leżeć jeszcze nie
raz i poznaliśmy tam pewną wyjątkową Mamę i jej Córkę. Ich historia dała nam mocno po głowie... Chyba mocniej niż sam nasz pobyt i doktorskie pomysły na przechytrzenie padaczki B.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
