piątek, 18 grudnia 2020

Aż tyle


Ile trzeba mieć odwagi, żeby tak zupełnie szczerze i publicznie
przyznać w dzisiejszym świecie, że jest się przeciętniakiem? Bardzo dużo. Czasem myślę, że to jak towarzyskie seppuku. No bo jak tak można?? W świecie gdzie stawia się na ustawiczny rozwój, wewnętrzne ulepszanie, zewnętrzne odpicowywanie i wybieranie zawsze tej opcji exclusive, która wyklucza wszystkie zwyczajności. No kto dziś przyzna, że jego hobby to przenoszenie kamyków na ogródku, przycinanie gałęzi i zapach ziemi, który działa jak narkotyk? Ja. Ja już mogę. 

środa, 2 grudnia 2020

Oddawaj noge dziadu

Prawie trzy tygodnie. To jeszcze pewnie za mało, żeby obtrąbić oficjalnie i ostatecznie sukces oraz powrót B. na nogi ale wystarczająco dużo, żeby zaliczyć ten czas do największych wyzwań jakie rzucił nam rett. Szybko okazało się, że nie będzie tak jak z plecami, na zasadzie algorytmu: operacyjne wyrównanie 👉 wygojenie 👉 używanie. Totalnie nie. Nie wiem co tu się wydarzyło i ile dodatkowych czynników weszło w grę, ale ponowne doprowadzenie stopy Blanki do użytku (i tak bardzo ograniczonego, bo przecież B. nie chodzi sama, ona nawet nie chodzi z pomocą, natomiast to co robi z nogami to jest utrzymanie części ciężaru swojego ciała tak, żeby chodzący za nią mógł przesunąć siebie i ją do przodu) zajmie nam jeszcze kupę miesięcy i pochłonie masę energii a także dołoży siwych włosów na skroniach. Jednak przełom już jest i tego się będę trzymać.

poniedziałek, 16 listopada 2020

Powód do szczęścia

W tym kraju zdecydowanie łatwiej jest być smutnym niż wesołym, abstrahując już od ostatnich wydarzeń ogólnopaństwowych dzięki którym najłatwiej przychodzi być wkurwionym, ewentualnie zawiedzionym. A jak się jest rodzicem npspr to bycie wesołkiem traktuje się jako "no, jest naprawdę źle, kompletnie się rozsypał/ -a", z kolei bycie nienarzucająco się smutnym trzyma się spójnej kupy i roli rodzica dziecka specjalnego. Tak to po prostu jest. I nawet jeśli znajdzie się ktoś z ogółu kto wspiera w nas każdy uśmiech  to zawsze znajdzie się też powód, żeby było nam jednak mniej wesoło. 

środa, 14 października 2020

BezZENność

To a propos poprzedniego wpisu i jazdy, którą zafundowała B. w noc przed operacją i, o której wspominałam. Jak o tym piszę to jestem niewzruszoną taflą jeziora i mistrzem zen w jednym. Mogę miliony razy ścierać jedzenie wyplute na ściany i miliardy razy intonować "Kundel bury". Nie mam sobie równych w wytrzymywaniu wrzasków i krzyków, kolekcjonuję jej gorsze dni jak znaczki w klaserze a wszystkie negatywne emocje wchłaniam w siebie jak gąbka na dnie oceanu spokoju. Jestem w tym mistrzem, bo konkurencji jakoś nie ma. Aż przychodzi taki dzień albo czarna godzina, kiedy cały mój spokój wali się jak domek z kart. Tak było tamtej nocy. I mówiąc delikatnie, to nie była sytuacja jednostkowa, bo B. potrafi dać czadu jak mało kto.

poniedziałek, 12 października 2020

Mała stopa w akcji

Mało komu chyba się uda żyć z rettem i nie mieć nic do poprawki.
Jesteśmy rok po operacji kręgosłupa, która naprawdę wniosła wiele jeśli chodzi o nasz komfort życia i właśnie wróciłyśmy z chirurgii z zupełnie nową stopą. To znaczy do wielkiego coming outu jeszcze 5 tygodni (minus 3 dni) bo mamy gips od palców po samo kolano i wydłużonego achillesa wewnątrz. Achilles ów ciągnął Blanki stopę bezwzględnie i do deformacji. Ani na takiej stopie nie dało się stanąć ani ubrać na nią buta. Więc trzeba było podjąć to wyzwanie i znowu iść pod nóż.
Pobyt w szpitalu w czasie korony nie jest łatwy, ale termin ustalony był już dużo wcześniej. Ze stopą było coraz gorzej, w upały puchła, paluszki siniały, but tak jak wspominałam już totalnie nie pasował. 

poniedziałek, 14 września 2020

Tak po prostu


"Chcę chodzić na basen!" powiedziała Mniejsza i wiedziałam już, że mamy problem... Bo to nie słomiany zapał, tylko Plan przez duże "P" i coś takiego bardzo bardzo, na pewno i naprawdę.
Cała podekscytowana i z bordowymi polikami ogląda w sportowym kolejne czepki pływackie i tracąc oddech opowiada całymi godzinami o Oli i Julii, które razem z nią będą skakać do wody. Snuje historie o tym jak na jednym wdechu będzie przepływać ocean i nurkować z delfinami. O tym, że Pani od pływania jest ósmym cudem świata i, że ona też kiedyś taka będzie. Bo tym wszystkim żyje. Ma 6 lat, czepek koloru fuksji, karnet na basen i zerowy strach przed wodą, wyzwaniami czy czymkolwiek innym. Od tego jestem ja.

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Grubość skóry w centymetrach

Kiedyś było inaczej. Ja - dziecko o ewidentnie


 wyższej wrażliwości niż przeciętna byłam raczej wychowywana jak delikates, który funkcjonuje dobrze (wraz z resztą rodziny) gdy jego wrażliwość (lub powiedzmy sobie szczerze - NADwrażliwość) jest głaskana, nie wystawiana na próby i wszelką mocą wyciszana. Nie mówię, że to źle, broń Boże, lata 80' i 90' to były całkiem inne czasy, tak jak sposób wychowywania dzieci. Od małego jednak czułam, że to nie tak. Że każda próba ochrony mojego systemu nerwowo-emocjonalnego przynosi odwrotny efekt, bo jest on nadreaktywny jeszcze bardziej. A życie to nie ukochana mama czy babcia, ono nie obejdzie się z Tobą tak delikatnie. Ba, nieraz przywali Ci w ryj jak tylko opuścisz progi domu. I to wcale nie musi być nie wiem jaki hardcore. Może bardzo stanowczo pokazać Ci, że ludzie są wredni, że śmierć istnieje naprawdę, nosi kosę i nazywa się Śmierć a nie "zaśnięcie" czy jakikolwiek inny okrężny epitet. Życie jest życie, ma smak i zapach ostatnich dni wakacji i deszczu na betonie, ale też potrafi strzelić między oczy tak, że umrzesz zanim wstaniesz. Takie po prostu jest.