wtorek, 5 stycznia 2021

Wyżej retta nie...

Jeśli masz retta to musisz się jednego jak najszybciej nauczyć nie warto walić głową w mur. Bo mur to mur i nic mu nie zaszkodzi a Ty szybko skończysz na emocjonalnym wózku, z pozdzieranymi kolanami, podbitym okiem i z co drugim zębem. Niby prawda stara jak rett-świat, że pewnych rzeczy się nie przebije, wyżej nich nie podskoczy, nie znajdzie magicznych metod a jednak raz na czas biorę długi rozbieg i jeb, głową w ścianę. Ze szkodą tylko dla siebie kolejny raz muszę zweryfikować prawdziwość teorii, na mocy której rett ma nade mną niegasnącą przewagę. Bez sensu.

piątek, 18 grudnia 2020

Aż tyle


Ile trzeba mieć odwagi, żeby tak zupełnie szczerze i publicznie
przyznać w dzisiejszym świecie, że jest się przeciętniakiem? Bardzo dużo. Czasem myślę, że to jak towarzyskie seppuku. No bo jak tak można?? W świecie gdzie stawia się na ustawiczny rozwój, wewnętrzne ulepszanie, zewnętrzne odpicowywanie i wybieranie zawsze tej opcji exclusive, która wyklucza wszystkie zwyczajności. No kto dziś przyzna, że jego hobby to przenoszenie kamyków na ogródku, przycinanie gałęzi i zapach ziemi, który działa jak narkotyk? Ja. Ja już mogę. 

środa, 2 grudnia 2020

Oddawaj noge dziadu

Prawie trzy tygodnie. To jeszcze pewnie za mało, żeby obtrąbić oficjalnie i ostatecznie sukces oraz powrót B. na nogi ale wystarczająco dużo, żeby zaliczyć ten czas do największych wyzwań jakie rzucił nam rett. Szybko okazało się, że nie będzie tak jak z plecami, na zasadzie algorytmu: operacyjne wyrównanie 👉 wygojenie 👉 używanie. Totalnie nie. Nie wiem co tu się wydarzyło i ile dodatkowych czynników weszło w grę, ale ponowne doprowadzenie stopy Blanki do użytku (i tak bardzo ograniczonego, bo przecież B. nie chodzi sama, ona nawet nie chodzi z pomocą, natomiast to co robi z nogami to jest utrzymanie części ciężaru swojego ciała tak, żeby chodzący za nią mógł przesunąć siebie i ją do przodu) zajmie nam jeszcze kupę miesięcy i pochłonie masę energii a także dołoży siwych włosów na skroniach. Jednak przełom już jest i tego się będę trzymać.

poniedziałek, 16 listopada 2020

Powód do szczęścia

W tym kraju zdecydowanie łatwiej jest być smutnym niż wesołym, abstrahując już od ostatnich wydarzeń ogólnopaństwowych dzięki którym najłatwiej przychodzi być wkurwionym, ewentualnie zawiedzionym. A jak się jest rodzicem npspr to bycie wesołkiem traktuje się jako "no, jest naprawdę źle, kompletnie się rozsypał/ -a", z kolei bycie nienarzucająco się smutnym trzyma się spójnej kupy i roli rodzica dziecka specjalnego. Tak to po prostu jest. I nawet jeśli znajdzie się ktoś z ogółu kto wspiera w nas każdy uśmiech  to zawsze znajdzie się też powód, żeby było nam jednak mniej wesoło. 

środa, 14 października 2020

BezZENność

To a propos poprzedniego wpisu i jazdy, którą zafundowała B. w noc przed operacją i, o której wspominałam. Jak o tym piszę to jestem niewzruszoną taflą jeziora i mistrzem zen w jednym. Mogę miliony razy ścierać jedzenie wyplute na ściany i miliardy razy intonować "Kundel bury". Nie mam sobie równych w wytrzymywaniu wrzasków i krzyków, kolekcjonuję jej gorsze dni jak znaczki w klaserze a wszystkie negatywne emocje wchłaniam w siebie jak gąbka na dnie oceanu spokoju. Jestem w tym mistrzem, bo konkurencji jakoś nie ma. Aż przychodzi taki dzień albo czarna godzina, kiedy cały mój spokój wali się jak domek z kart. Tak było tamtej nocy. I mówiąc delikatnie, to nie była sytuacja jednostkowa, bo B. potrafi dać czadu jak mało kto.

poniedziałek, 12 października 2020

Mała stopa w akcji

Mało komu chyba się uda żyć z rettem i nie mieć nic do poprawki.
Jesteśmy rok po operacji kręgosłupa, która naprawdę wniosła wiele jeśli chodzi o nasz komfort życia i właśnie wróciłyśmy z chirurgii z zupełnie nową stopą. To znaczy do wielkiego coming outu jeszcze 5 tygodni (minus 3 dni) bo mamy gips od palców po samo kolano i wydłużonego achillesa wewnątrz. Achilles ów ciągnął Blanki stopę bezwzględnie i do deformacji. Ani na takiej stopie nie dało się stanąć ani ubrać na nią buta. Więc trzeba było podjąć to wyzwanie i znowu iść pod nóż.
Pobyt w szpitalu w czasie korony nie jest łatwy, ale termin ustalony był już dużo wcześniej. Ze stopą było coraz gorzej, w upały puchła, paluszki siniały, but tak jak wspominałam już totalnie nie pasował. 

poniedziałek, 14 września 2020

Tak po prostu


"Chcę chodzić na basen!" powiedziała Mniejsza i wiedziałam już, że mamy problem... Bo to nie słomiany zapał, tylko Plan przez duże "P" i coś takiego bardzo bardzo, na pewno i naprawdę.
Cała podekscytowana i z bordowymi polikami ogląda w sportowym kolejne czepki pływackie i tracąc oddech opowiada całymi godzinami o Oli i Julii, które razem z nią będą skakać do wody. Snuje historie o tym jak na jednym wdechu będzie przepływać ocean i nurkować z delfinami. O tym, że Pani od pływania jest ósmym cudem świata i, że ona też kiedyś taka będzie. Bo tym wszystkim żyje. Ma 6 lat, czepek koloru fuksji, karnet na basen i zerowy strach przed wodą, wyzwaniami czy czymkolwiek innym. Od tego jestem ja.