środa, 14 października 2020
BezZENność
To a propos poprzedniego wpisu i jazdy, którą zafundowała B. w noc przed operacją i, o której wspominałam. Jak o tym piszę to jestem niewzruszoną taflą jeziora i mistrzem zen w jednym. Mogę miliony razy ścierać jedzenie wyplute na ściany i miliardy razy intonować "Kundel bury". Nie mam sobie równych w wytrzymywaniu wrzasków i krzyków, kolekcjonuję jej gorsze dni jak znaczki w klaserze a wszystkie negatywne emocje wchłaniam w siebie jak gąbka na dnie oceanu spokoju. Jestem w tym mistrzem, bo konkurencji jakoś nie ma. Aż przychodzi taki dzień albo czarna godzina, kiedy cały mój spokój wali się jak domek z kart. Tak było tamtej nocy. I mówiąc delikatnie, to nie była sytuacja jednostkowa, bo B. potrafi dać czadu jak mało kto.
poniedziałek, 12 października 2020
Mała stopa w akcji
Jesteśmy rok po operacji kręgosłupa, która naprawdę wniosła wiele jeśli chodzi o nasz komfort życia i właśnie wróciłyśmy z chirurgii z zupełnie nową stopą. To znaczy do wielkiego coming outu jeszcze 5 tygodni (minus 3 dni) bo mamy gips od palców po samo kolano i wydłużonego achillesa wewnątrz. Achilles ów ciągnął Blanki stopę bezwzględnie i do deformacji. Ani na takiej stopie nie dało się stanąć ani ubrać na nią buta. Więc trzeba było podjąć to wyzwanie i znowu iść pod nóż.
Pobyt w szpitalu w czasie korony nie jest łatwy, ale termin ustalony był już dużo wcześniej. Ze stopą było coraz gorzej, w upały puchła, paluszki siniały, but tak jak wspominałam już totalnie nie pasował. poniedziałek, 14 września 2020
Tak po prostu
"Chcę chodzić na basen!" powiedziała Mniejsza i wiedziałam już, że mamy problem... Bo to nie słomiany zapał, tylko Plan przez duże "P" i coś takiego bardzo bardzo, na pewno i naprawdę.
Cała podekscytowana i z bordowymi polikami ogląda w sportowym kolejne czepki pływackie i tracąc oddech opowiada całymi godzinami o Oli i Julii, które razem z nią będą skakać do wody. Snuje historie o tym jak na jednym wdechu będzie przepływać ocean i nurkować z delfinami. O tym, że Pani od pływania jest ósmym cudem świata i, że ona też kiedyś taka będzie. Bo tym wszystkim żyje. Ma 6 lat, czepek koloru fuksji, karnet na basen i zerowy strach przed wodą, wyzwaniami czy czymkolwiek innym. Od tego jestem ja.
poniedziałek, 31 sierpnia 2020
Grubość skóry w centymetrach
Kiedyś było inaczej. Ja - dziecko o ewidentnie
wyższej wrażliwości niż przeciętna byłam raczej wychowywana jak delikates, który funkcjonuje dobrze (wraz z resztą rodziny) gdy jego wrażliwość (lub powiedzmy sobie szczerze - NADwrażliwość) jest głaskana, nie wystawiana na próby i wszelką mocą wyciszana. Nie mówię, że to źle, broń Boże, lata 80' i 90' to były całkiem inne czasy, tak jak sposób wychowywania dzieci. Od małego jednak czułam, że to nie tak. Że każda próba ochrony mojego systemu nerwowo-emocjonalnego przynosi odwrotny efekt, bo jest on nadreaktywny jeszcze bardziej. A życie to nie ukochana mama czy babcia, ono nie obejdzie się z Tobą tak delikatnie. Ba, nieraz przywali Ci w ryj jak tylko opuścisz progi domu. I to wcale nie musi być nie wiem jaki hardcore. Może bardzo stanowczo pokazać Ci, że ludzie są wredni, że śmierć istnieje naprawdę, nosi kosę i nazywa się Śmierć a nie "zaśnięcie" czy jakikolwiek inny okrężny epitet. Życie jest życie, ma smak i zapach ostatnich dni wakacji i deszczu na betonie, ale też potrafi strzelić między oczy tak, że umrzesz zanim wstaniesz. Takie po prostu jest.
środa, 22 lipca 2020
Czym rehabilitacja jest tak naprawdę

"Znów nie pojedziemy na reha". Ile razy to wybrzmiało w mojej głowie i to nie tak sobie po prostu jako chłodne stwierdzenie faktu, o nie. Zwykle taka myśl generuje we mnie całą lawinę uczuć, od delikatnego niezadowolenia, że znów dupa z planów, przez rozczarowanie, aż po mega wkurw. A to wszystko dlatego, że rehabilitacja to nie tylko godzina machania krzywą nogą za pieniądze nfz-tu, darowizny z 1% lub za pieniądze własne. Dla nas to coś o wiele wiele więcej.
Bycie opiekunem dziecka npspr zwykle, w ten czy inny sposób, z takim lub innym natężeniem, oznacza kibel. Udupienie, zakotwiczenie, zamknięcie. Im dziecko większe tym trudniej o spontan typu wyprawa do parku, na lody czy gdziekolwiek, zwłaszcza jak dziecko nie chodzi i wiąże się to z kolejnym tego dnia wysiłkiem, pt. transport dziecka/wózka/dupereli. Można się zniechęcić. Bynajmniej ja już jestem na tym etapie - nie chce mi się i już. Albo raczej nie mam siły i świadomie minimalizuję ilość przeniesień, zapakowań i przejazdów do koniecznego minimum.
piątek, 10 lipca 2020
Nie wiesz, nie wiesz, nie rozumiesz nic.
"Żyjemy w getcie cudzego nieszczęścia" stwierdziła niedawno na stronach Zwierciadła siostra Maria Chmielewska w kontekście swojego adoptowanego i głęboko niepełnosprawnego syna. Siedząc na tarasie, sącząc kawę z mlekiem i tylko nasłuchując czy B. dalej słodko śpi nagle odkryłam, że wszystko we mnie się na to zdanie buntuje. Aż mi kawa przestała smakować. Bo jest we mnie duża niezgoda na to by pojmować niepełnosprawne rodzicielstwo przez pryzmat nieszczęścia i cierpienia i to się raczej nie zmieni. Jednak im bardziej mi kawy ubywało, analizując w ciszy to nasze życie, tym bardziej uznawałam, że ta hiper-zakonnica musi mieć w swoim stwierdzeniu dużo racji. Albo i całą.Są dni, tak jak wtedy, ja z kawą, ona na spokojnej drzemce, że idzie się w zachwycie zapomnieć. W stabilizacji i nudzie, czyli w tym co rett nam może dać w swojej wspaniałomyślności najlepszego. Ale to są tylko momenty, kiedy nic się nie dzieje i można odetchnąć. Od tego bólu, który wiąże się nieodłącznie z Jej chorobą.
czwartek, 25 czerwca 2020
Tato. I mamo.
Ile już napisano o ojcach... Tych, którzy są bohaterami swoich księżniczek i rycerzy i takich, których latami leczy się na terapii w sercach ich dorosłych, poranionych dzieci. Są taty obecne naprawdę i tacy, którzy tylko figurują w spisie powszechnym członków rodziny. Są ojcowie dzieci zdrowych i tacy, którzy nie zwiali gdzie pieprz rośnie i pozostali ojcami dzieci niepełnosprawnych. Matka jest jak pies. Zawsze przy Tobie, nawet jak wrzaśniesz "do budy!" Nie zrazi się gdy powiesz, że nienawidzisz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



